Myslalem ze takich kolejek juz nie ma. A jednak da sie jeszcze mnie zdziwic :D
Ok, czas na update co sie dzialo sie w Rio. A, w ogole nazwa miasta po naszemu: Rzeka Styczniowa. Uznalem ze dla mnie swiat nie bedzie taki sam juz nigdy, miasto na starcie stracilo 42% uroku. Ale organizatorzy postarali sie aby dac miastu szanse. Wiec notka z cyklu opisowka chronologiczna
Przylot do miasta o 6 rano, transport do hotelu i od 7.30 jest haslo: nie spac, zwiedzac. Na starcie zapakowano nas w speedboaty - lodzie motorowe. Do wyboru byla wersja luksus i wersja speed. Wybralem wersje “zapierdalacz” a nie wersje dla fanow Edyty Geppert i przez nastepne 2 godziny uprawialismy przejazd oceanem przy Rio. Widoki takie piekne ze az boli ze nasz piekny kraj nie jest taki piekny. Skala pieknosci peka przy takim nagromadzeniu piekna.
No i kapiel w łoceanie i se mysle - jest dobrze, nastroj sie poprawia. I wracamy do portu, tam czekaja jeepy i przejazdzka w fajnym wozku po Rio. W kierunku Jesusa. No i dojechalismy do tego symbolu Rio i poczulem sie po raz pierwszy od dawien dawna zupelnie “on the same page” z Jezusem: uznalem ze jest wielki, powiedzalem mu to

i wyznalem ze mi sie bardzo podoba. Polubilismy sie, ale wciaz nie bedziemy czesto u siebie bywac.
Statua robi pierunskie wrazenie, mimo ze w remoncie. Widok z miejsca Jezusa - nie jest piekny - jest oszalamiajacy. I aby nie bylo zle, po wizycie u Jezusa okazalo sie ze wsiadamy do helikoptera i ogladamy miasto z widoku helikoptera. Zaraz zrobie wrzute na YT - filmik slabo nakrecony ale coz, to nie ja go robilem ofkors :). Widok statuy z gory - no slabo sie robi w kolanach. Potem przelot nad miastem do kolejnej atrakcji: Glowy Cukru.
Nie wiedzialem ze to taka znana atrakcja w miescie, ale to obowiazkowy punkt dla turystow. No i kolejka na gore - jak sie mozna spodziewac - widoki sa no po prostu sliczne. O i boskie jeszcze. Na duzy plus - ta glowa miala duzo fajnych lokalnych panien, nie wiem po co miejscowi tam sie paletaja, ale same ladne tam chodza.
I potem powrot do hotelu. Wieczorem restauracja z zarciem morskim gdzie sie przelamalem i jadlem te swinstwa ktore sa calkiem calkiem. No i wieczor na plazy + kompiel w oceanie. Fale byly takie jak na filmach :D. Dzien ekstatyczny.
Next day - rafting 100 km do Rio. Mialem do wyboru zostac w miescie i pojsc na plaze, ale wolalem aktywna rozrywe. Kolega zostal, poszedl na plaze i widzial cos takiego:

i jeszcze cos takiego

i mowil ze miasto pod tym katem nie jest przereklamowane. Panie lubia pozowac do zdjec i sa sympatyczne. Jak ktos ma lustrzanke i duza karte pamieci to Rio jest dobrym kierunkiem.
W tak zwanym i przyslowiowym miedzyczasie ja machalem wioslem w zoltej rzece, ale nie zaluje, bo to byl moj best rafting, bylo momentami mocno i milo spedzilem czas. W drodze powrotnej ucialem sobie pogawedke z Latino Americanem na temat problemow kontynentu, Brazylii i tego dlaczego oni nie wiedza kim jest Adam Malysz. On byl zdruzgotany tym ze Polski nie bedzie na mistrzostwach swiata w RPA, ostrzyl sobie zeby na ew pojedynek naszych druzyn, podal mi marki kaczacy ktore powinienem przywiezc do domu lub na prezęt. I ktora sie pije sama, a ktora do caipirinhy. Bardzo pouczajaca rozmowa. Tylko ze kartke z wszystkimi danymi gdzies zgubilem po wyjsciu z busa, khm, khm..
Wieczorem byla restauracja z miesem. SAMYM miesem, siedzialo sie i przychodzil kelner ze szpada na ktorej bylo cos zgrilowane i odkrajal to. Obzarlem sie tym miesem tak, ze gdyby nie caipirinha to bym sie zatkal. A po kolacji jakis klub gdzie mozna bylo potanczyc. Ale ze ja uznalem ze w tej konkurencji z lokalesami szans nie mam, to siedzialem i saczylem kolejne drinki do momentu jak nam podstawiono autobus powrotny.
Podsumowujac - stwierdzam ze Rio jest boskie, mimo ze bylem w nim praktycznie tylko poltora dnia i widzialem tylko niewielka czesc. Wyznam ze to jak do tej pory chyba najladniejsze miejsce w jakim bylem. Klimat fajny, bo wieje od oceanu, wiec nawet 30 stopni jest do przezycia. Tam moglbym zamieszkac jak w koncu zrobie dil zycia i bede mial miliardy dolarow. I nawet nazwa juz mi nie przeszkadza.


Nadrabiajac zaleglosci - to dzielnica biedoty w Manaus. W tych budkach mieszka mnostwo ludzi, w warunkach wiadomo jakiego typu. Ale prad maja :)
A to taka jeszcze zaleglosc - przelot z Manaus do Rio. Wchodzac do samolotu przywitaly mnie kleby dymu. Okazalo sie ze nawilzaja powietrze. Efekt? Sliczna cera po 4 godzinach i brak suchosci w twarzy po obudzeniu sie.
I kolejny filmik z cyklu jak zrobic sobie dobrze - czyli w caipirinha w minute. W restauracji miesnej w Rio. Ale powiem wam, ze ta od Pana co robil w 2 minuty byla znacznie lepsza. Chyba kwestia oprzyrzadowania :)
Ihla Grande - zdjecie sprzed godziny. Miejsce gdzie nie ma zadnych samochodow, bo jest tu ruch kolowy zabroniony. Temperatura niefajna, 35 stopni. Ja nie umiem w takiej egzystowac. Tu bede przez nastepne 3 dni.
I juz wracam :)
EDIT: Zdjecie zrobione Iphonem 3GS. Zlaczone w panorame darmowym programem Hugin. Jesli ktos bedzie wam mowil ze iphone robi chujowe zdjecia to wiecie gdzie go odeslac :D
Ten jezyk brazylijski porstugalski jest fajny, ale trudny, zwlaszcza do wymowy. Znajduje sie oficjalnie na mojej liscie jezykow ktorych nigdy nie bede sie uczyl na emeryturze dla zabicia czasu. Jak poprosilem w sklepie o dwa piwa to sprzedawca malo sie nie zabil ze smiechu. Kutas zreszta, bo co ja winien ze on ma taka wymowe nieslowianska.
No ale zalaczam obrazek potwierdzajacy unikalnosc jezyka - wszedzie na swiecie gdzie bylem jest pizzeria. A tutaj musi byc pizzaria. I tak ze wszystkim.
Myslalem ze nikt nie przebije rosyjskiego zawodnika sumo z bankomatem, a jednak nasz narod ma potencjal. Po prostu unbelievable.
Informacje na Copacabanie. Otrzezenia dla kilku grup zainteresowanych:
Prawda ze piekny jezyk?
Aha - Copacabana to jest 5 kilometrow plazy PLUS chodnik w charakterystyczne czarne fale PLUS droga rowerowa. Codziennie mnostwo ludzi uprawia sport. Ja nie wiem jak oni to potrafia robic w takim upale. Ten upal sie nadaje tylko do spozywania napojow.
W cieniu.
Na statku na wyspe. 35 stopni, drinki w dloni. W tle Geppert i Niemen bo tu zlot fanow golden 70ties. Marley az sie prosi, ech
No i wyjazd z Rio. Teraz Ihla Grande, ponoc najpiekniejsze plaze w Brasil. Mam nadzieje ze to prawda :)
Rzeczona panna przez 17 sekund. Potem rzucilem sie na drinka aby spokojnie paczec
Wczoraj po kolacji przystanelim na plazy w takim miejscu gdzie leci muza i daja drinki. Caipirinha nie byla tak dobra jak wczesniej, ale i tak wchodzila. No i tak leci czas, na parkiecie paru naszych sie kreci ospale jak w finalowych scenach Wesela Smarzowskiego. Nagle oczy meskie przyciagnela lokalna panna, ktora ubrana dosyc odwaznie i bedac rownoczesnie wyposazona przez nature w niebanalny sposob (i’m everyman’s type kind of girl) nagle skrecila i wpadla na parkiet.
I roxpoczelo sie tornado, tak jakby Barcelona przyjechala na rozgrywki ligi okregowej w Radzionkowie.
Pozamiatala parkiet, takie kocie ruchy, ze nawet Krol Julian i jego krolewska gibkosc by przegrala. No i pije drina i mysle sobie - co tu ta kobita robi, czy ona nie widzi ze nie pasuje tutaj swoja boska gibkoscia?
Okazalo sie ze wiedziala, ale nie bylo tak ze przechodzila z tragarzami jak w Misiu, ino zostala oplacona przez organizatorow i aby pokazala swoja boska intruktorska ze szkoly samby magie.
Rozsiala czar, pozwolila zrobic sobie pare fotek i se poszla. A ja zostalem z opinia, ze nie ma bata, my bohaterski narod nadajemy sie li i jedynie do kolysania w chorze. I to tylko jako statysci. Parkiet nalezy do kogo innego i nie nalezy tego zwalczac. Zwlaszcza w takiej wersji :)

but then it was like that:

Panie i Panowie - moja pierwsza zezarta ostryga. Zabita minute wczesniej. Niestety nie mialem zadnych problemow ze zjedzeniem, ani moralnych ani zoladkowych
Przy okazji powrot do cyklu z meme internetowymi :)
kapiel na waleta o polnocy na Copacabanie - bezcenne. Szarpnelo mnie serce, zostawilo ubranie i rozum na plazy a cialo w objeciach oceanu. Bosko bez dwoch zdan