The Book of Eli
a taki se film strzelilem na dobranoc:

zachecony opinia ze jest to glebszy i bardziej interesujacy film niz moja ukochana Incepcja. A jako ze gusta mamy w miare momentami spojne z Magda, to nie zwlekalem i obejrzalem od tak zwanej reki. Aha, spojlers bedzie. Uprzedzam
I powiem tak: jest to piekny, swietnie zagrany i rewelacyjnie uzdjeciowiony film o niczym. Ot tak w moim odczuciu powinien brzmiec tagline. Akcja dzieje sie w przyszlosci, kiedy ziemia jest po katastrofie wojenno - ekologicznej i pozostalo niewiele ludzi, kazdy walczy o siebie, drogi sa pelne zbojow i mordercow. Po tych drogach porusza sie Eli, ktory ma ksiazke, ktora ma dostarczyc na Zachod. Bo mu taki glos w glowie powiedzial. Wiec wstal, znalazl ksiazke i idzie juz 30 lat. Idzie, walczy i nic mu sie nie dzieje, bo jest chroniony przez wyzsza sile. Eli to ten pan:

czyli, po zdjeciu maseczki oslaniajacej jego priti fejs - pokaze nam sie taki oto Denzel

Aha, milo wspomniec ze wieczorami po zjedzeniu kota, Eli slucha sobie iPoda Classic:

a zwlaszcza Al Green “How can you mend a broken heart” - shazam again rulez. W kazdym razie dochodzi do miasteczka z dostepem do wody, ktorego szefem jest Gary Oldman, ktory gra niestety bardzo podobnie jak w Leonie Zawodowcu.

No ale i postac swira nieco podobna. Pan ten szuka ksiazki po calym swiecie, ksiazki ktora pomoglaby mu zawojowac swiat. Nie trzeba byc mistrzem takim jak ja, aby dodac trzy fakty:
- - ksiazke ktora szuka Gary posiada Denzel
- - bedzie konflikt i szczelanina
- - ksiazka ta jest Biblia
No i dodajemy to wszystko i zaczyna sie ekszyn na powaznie. I wiecie co? Wlasnie to, ze to jest o Biblii, ze sila wyzsza to Bog i kaze mu ponownie pismo swiete rozprowadzic po swiecie (jak sie okazuje po wojnie spalono wszystkie biblie bo idee szerzone przez nie spowodowaly owa wojne) powoduje ze dla mnie to lotto. Jako ze dla mnie absolutnie no care co stanie sie z ta ksiazka itd, to juz sie zrobil tylko pojedynek sciagalkowo - szczelajaco - waleczny. Wiec takise.
Na plusy - Titus Pullo z Rome, w fajnej roli:

Oraz zona Lightmana z Lie to me w roli tej co umie czytac ten konkretny egzemplarz biblii:

Pojawila sie tez Mila Kunis w roli lachonika - nic wielkiego, wiec nie zasluguje na wklejke na moim prestizowym bloczku.
Podsumowujac: wizyjnie (czyli obrazkowo) - film na 10, strasznie mi sie podobala praca kamery i jakosc zdjec, wszystko szaro/brudno/ciemnawe. Aktorzy tez najs, i Garego i Denzela lubie. Pojawil sie lachonik nawet, wiec tez dobrze, prawda? Ale za lachoniki nigdy nie wystawialem ocen, tylko za caloksztalt, a to za brak emocjones glebszych oraz za high expectations zaledwie 7/10. Jesli podejdzie sie do tego filmu jak do kupy z moczem, to moze pozytywnie zaskoczyc i wejsc na 8/10, ale to nie u mnie.
Mimo wszystko warto obejrzec
