Archive - 6.02.2010, Wroclaw - relacja
Ok, to moze krotki wpis o powodzie dla ktorego wybralem sie sKrisem do Wroclawia, czyli koncert zespolu Archive. Kris poswiecil sie poniekad, bo zespol toleruje, co i tak juz wyczyn, ja go zas uwielbiam.
Moja milosc jest o tyle dziwna ze kompletnie nie znam nazwisk i skladu zespolu, nie wiem jak wygladaja itd. Po prostu slucham ich muzyke i jestem pod wrazeniem zawsze. Styl muzyczny jest trudny do opisania, wiec roboczo nazywam to zajebista muzyka nie dla kazdego. Problem z nimi jest taki, ze jakiekolwiek guglanie konczy sie na niczym, bo internet jest pelen archiwow i zespol nie jest wypozycjonowany na stronie numer 1. No i ten brak znajomosci na starcie nas zalatwil, ale to za chwile.
Miejsce kolo hali ludowej czy tysiaclecia we Wrocku, na starcie krotki browar (6pln za 0,4 mozna bylo wnosic na koncert, co mnie pozytywnie zdziwilo. Stawilismy sie punktualnie o 19, bo tak niby mialo byc, okazalo sie ze drobnym maczkiem bylo napisane ze koncert od 20, wpuszczaja od 19. No ale godziny nie zmarnowalismy, w koncu byl bufet i co wazne - stolik dla fanow, gdzie mozna bylo kupic kolekcjonerski stuff. Oczywiscie tiszert wciagnalem noskiem, plyte z koncertu rowniez no ale juz kangurka nie kupilem bo chujowy byl. Chcialem drugiego tiszerta, bardziej wyczesanego ale byl tylko S. A sajz es to nie ja.
No i potem nagle przypadkowe spotkanie z kolezanka, ktora serdecznie pozdrawiam i zaczal sie zbierac narod. Okazuje sie ze fanow Archive jest malo, ale 1000 osob na koncercie moje malo fachowe oko wylapalo. W tym tysiacu calkiem sporo fajnych babeczek i mnostwo nerdow. Byla tez kategoria kulkulesi czyli my.
Punktualnie o 20 zaczelo grac Archive. I kurde, pierwsze 2 kawalki - nie znam, trzeci - tez nie, leci czwarty i mowie - no szanuja nas, bo graja jakis przedpremierowy material. Po czwartym kawalku wokalista powiedzial gudnajt i se poszedl. Okazalo sie ze to byl support. Hm, siara, nie?
O 20.30 zaczal sie prawidlowy kącert. Okazalo sie, ze Archive wygladaja tak (zdjecie z ich strony www):

Na scenie ich bylo 9 osob, w tym 3 wokalistow. Babeczka do “ballad”, glowny wokal do najwiekszych hiciorow i gosciu do rapowania - swoja droga zna sie na tym dobrze. I polecialo: Sane, finding it so hard (fajna wersja), Collapse/Collide, Fuck U, Bastardized Ink i pare innych. Glownie plyta Controlling Crowds, ktora koncertowo genialnie sie broni. Sam show uzupelniony jest swietna gra swiatel, czasami za nimi pojawialo sie widełko i naprawde klimatycznie bylo.
Po poltorej godziny dobranoc i se poszli. I nawet sie jeszcze nie rozkrecilem, No ale wiadomo, powrot na bis. I trzeba przyznac ze bisem to pojechali mocno, bo gdzies kolejne 30-40 minut. Przedostatni kawalek - Pulse byl moim zdaniem najfajniejszym fragmentem koncertu. Publika nie szalala, bo to nie tego typu muza, ale sie kolysala dobrze. Zespol widac ze sie dobrze rozumie na scenie, mialem wrazenie ze lubia to co robia. Po bisie oni sie wylaczyli i gudbaj.
A potem to my se poszlismy.
Ps. Gdyby na te relacje tutaj trafil ktokolwiek co byl na koncercie i wie jak sie nazywal ten zespol co go wzialem za Archive - to prosze o info. Mi sie podobalo i chetnie bym ich posluchal dluzej.

