Not to be like…
Hm, jak juz wyznalem, wczorajszy mecz byl udany dla przeciwnikow, zwlaszcza dla jednego pana, ktory sie wspial na wyzyny i wrzucil nam ze 50 punktow, a cala jego druzyna 74. Wiec mial dzien konia, my mielismy poczucie pelnej niesprawiedliwosci ze nie udalo sie zdobyc drugiego zwyciestwa z rzedu. No ale zycie i ja nie o tym chcialem napisac.
W trakcie meczu do przeciwnikow dolaczyl taki starszy gosciu z brzuszkiem. I na szczescie-nieszczescie przyczepil sie do mnie i zaczal mnie kryc. Patrzac na jego siwe wlosy mowie se - bedzie luz. No ale zaczal mnie oblapiac, ja go przepychac i mowie se - co za klocek, jakis taki twardy i nabity i to on mnie przestawia znacznie bardziej niz ja jego. Wiec zamiast sie przepychac zaczalem bardziej biegac i uciekac w tlumie na dobra pozycje strzelecka, co skonczylo sie jednym niecelnym rzutem oraz kompletna utrata kondycji po bieganiu i szybkim zejsciem na lawke. Potem jeszcze pare razy sie to powtorzylo - scenariusz podobny. Gosciu biegal, calkiem sprawnie bronil nie tylko mnie i zdobyl pare punktow - nie byl kompletnym leszczem jak niektorzy piszacy blogi. Tyle w kategoriach lekcewazenia siwych wlosow na starcie.
No i dobra, koniec meczu, miny w wersji minus czy, ja sie pytam: kim jest ten grubawy siwy starzec, co taki agresiw byl na parkiecie i showed no regrets po faulach, nawet twardych. I dowiaduje sie ze to moj mlodzienczy idol, sensei, mistrz europy karate, ktory byl moim trenerem sportowym kiedy ja bylem malym grubiutkim chlopczykiem.
Krotkie story zyciowe: zaczalem chodzic na karate shotokan majac 13 lat, przez 2,5 roku poprawialem swoja kondycje i zamienialem mlodziencza energie zyciowa na miesnie i umiejetnosci karateki - w czym bylem jeszcze gorszy niz obecnie w koszu. Pan Tomasz byl dla mnie idealem jesli chodzi o sprawy kondycji fizycznej, panowania nad swoim cialem i ogolem - stay fit. Z karate zrezygnowalem bo zdalem sobie sprawe ze nigdy nie bede jak on, a poza tym w jednej treningowej walce dostalem po ryju od kolezanki Karoliny - co mnie w tej diecezji utwierdzilo (ona zostala i zostala mistrzynia swiata, jak to jedna decyzja zmienia zycie :D ).
Ujrzenie go w wersji web 2.0 bylo niemilym zaskoczeniem, aczkolwiek jest to kolejny przyklad na to, ze moja obsesja figurowa i walka z tluszczem na ciele ma szanse przyniesc efekty za 15 lat. I mam szanse tym razem, i wyatkowo ogromna nadzieje, aby ponownie nie dorosnac Tomkowi do piet. Figuralnie i figurowo tylko.
Tym razem let’s hope.
Milego piatku, XOXO.
1 Notes/ Hide
-
przemyslaw liked this
-
rzepka posted this

