Kiedy pracuje nad “Whisky Bible”, nie całuje się i nie uprawia seksu, aby przypadkiem nie złapać kataru, który uniemożliwi degustację. Odwiedził więcej destylarni niż ktokolwiek inny na świecie, a w niektórych nawet pracował, żeby pogłębić wiedzę. Jim Murray, legendarny brytyjski dziennikarz piszący o whisky, przybył do Warszawy, aby przeprowadzić szkolenie dla polskich kolegów po piórze. Było ostro!
- Najpierw - zachęca Jim, wpatrując się w nasze oczy jak pyton hipnotyzujący królika - pokażcie mi, jak wąchacie. Posłusznie bierzemy kieliszki, kręcimy nimi i wąchamy. Oczywiście, źle. Mistrz ocenia nas w skali 0-10. Ja dostaję “3”, po namyśle obniżone do “2,5”. Z innymi jest nie lepiej. - Nie jesteśmy słoniami, żeby wsadzać całą trąbę do kieliszka! - pokrzykuje Jim. Rozumiem, że chodzi o to, by opar alkoholu nie uderzał prosto w nos i nie paraliżował receptorów węchowych. Mam na to taki sposób, że trzymam swój (za przeproszeniem) organ powonienia kilka centymetrów nad szkłem. Ale Murray wie lepiej: należy wąchać, trzymając nos nieco z boku i odchylając kieliszek od pionu o 30-40 stopni. Odchylam - i rzeczywiście: bukiet jest pozbawiony agresji, ale bardzo wyraźny, czuć wszystkie subtelności. A to dopiero początek wykładu…
Nie lubie whisky/wkiskey/bourbona i pochodnych, gdyz dla mnie to po prostu smierdzi, ale jak widac, sa zwolennicy. No i sa autorytety. Ciekawy art, polecam
Source: ugotuj.to
2 Notes/ Hide
-
rrude reblogged this from rzepka
-
przemyslaw liked this
-
rzepka posted this

