Brasil - part 1,5
Maly update - jest 18 czasu lokalnego i czekam na kolacje. Dzisiaj w nocy lecimy do Rio (jedno z nielicznych miast, ktore mozna nazywac w czesci nazwy a i tak kazdy wie o co kaman, a jak dluzej pomysle to nie znam innego ktore mozna nazwac do polowy - chyba ze ktos mi powie). No w kazdym razie jutro Rio de Janeiro mnie oczekuje, zobacze slynnego jezusa i copacabane.
Z przyjemnoscia opuszcze region Amazonii - tutaj o tej porze jest 30 stopni, siedze i sie przyklejam do fotela. Poce sie samoistnie.
Zabawne uczucie - jest sie tak rozgrzanym, ze piwo z lodowki powoduje bol zebow - taka roznica temperatury. Siedze na necie ktory w porywach osiaga download 6kb/sek, a znajac standardowe up/down, upload jest 1/10 tego. Zakladam wiec ze to chyba modemowa szybkosc jest. Z tego wzgledu nie moge wyslac genialnego filmiku jak koles w 2 minuty zrobil mi boska caipirinhe - a to bedzie moj osobisty hit na yt.
Towarzysko wciaz bawie sie sam ze soba glownie, jakos nie potrafie sie wbic i wczuc w klimat osob bedacych ze mna tutaj. Po czesci moja wina, po czesci narodu ze nie potrafia docenic z jaka osobistoscia maja do czynienia :). A na powaznie - czesc sie zna z paru wyjazdow, a mi sie wbijac w klimaty i sluchac opowiesci sredniej tresci nie chce.
Z wydarzen - widzialem kajmana (mialem go w lapie, mial 20 centymetrow, mam jakies zdjecie u kogos na aparacie), dotykalem delfina rzecznego i plywalem kolo niego - wcale nie jest taki ladny jak na kreskowkach. I wpierdziela ryby, wiec nie jest ateista od katem miesa. Widzialem tez piranie, ale jakas mala i nie robila wrazenia. Wieksze zrobila mrowka niosaca lisc - 10 razy wiekszy niz ona. Ogolem jest to miejsce egzotyczne, nie ma bata, ale jak na razie mega wielkiej satysfakcji i radosci nie posiadam w sobie.
Chyba sie lepiej bawie w KJ niz na tym wyjezdzie. Sirioiusly. Jak to sie mowi: dla towarzystwa dal sie Cygan powiesic.

