Ja i Ricky
Riki to byl gosc. Madafaka, koles byl mieskiem stulecia, mial kocie ruchy i fajna muze. Dla mojego pryszczatego okresu w zyciu byl idolem, ktory machnieciem biodra potrafil zdjac majtki 100 lasek. Czlowiek w okresie pryszczaterskim marzy o takim machnieciu biodrem. O spojrzeniu z Bravo Girl, co rozklada nawet Kasie z poradnikowej czesci magazynu, nie tylko czytelniczki.
Pamietam ten song, La copa de la Vida, z 1998 roku. Pamietam jak dzis jak moja kolezanka odrzucila moja probe spedzenia czasu na spacerze, bo RIKI mial byc w MTV! I zawolala kolezanke aby razem sie pozachwycac Rikim, ze mna na kanapie w wersji wkurw. No madafaka, zaden postpryszczers tego nie zapomni, porazki z symbolem meskosci. No i potem - living la vida loca, she bangs, kolo mial glos, wyglad, warunki i dalej to machniecie biodrem.
Szkoda ino, ze machal w niewlasciwym kierunku. W sumie jak mi szok mija to mysle sobie, ze gdybym mial telefon do kolezanki, to bym do niej teraz kolnal i powiedzial: in your face, you loser. Bo oczywiscie nie przeszedlem do porzadku dziennego nad porazka z Rikim i zerwalem wszelkie stosunki (choc slowo to ewidentnie nie pasuje w tym miejscu)
Riki, bi hepi. Spotkaj sie z George Michaelem, boskim menem z lat 80tych i powymieniajcie wrazenia jak to jest byc undercover. Ja tymczasem sobie zrobie caipirinhe, przeloze akcje plaze o pare dni i poslucham twej muzy. Zwlaszcza kawalka - He bangs :D
3 Notes/ Hide
-
byy liked this
-
elsolnoregresa liked this
-
przemyslaw liked this
-
rzepka posted this

