Na dobranoc - moja pierwsza piosenka kupiona w polskim iTunes. Jedyne 99 centow a jak dobrze przypomina wroclawski koncert Archive. Good nigh and good luck.
EDIT: odrobina lyrics:
Something turned my heart to black so I couldn’t feel it.
The light burns my eyes so bright with fright.
I wish that I could turn it off.
Something pressed record inside my brain.
I couldn’t stop it I couldn’t turn it off.
Something took control inside the screen.
I couldn’t stop it I couldn’t turn it off.
Somebody stole my soul and threw it with the rubbish.
I couldn’t stop it I couldn’t turn it off.
Turn it off.
BirdPen - Off (by Birdpen)
Source: youtube.com
Wspomniany Drive. Na sluchawonach i w ciemnosciach robi potrojne wrazenie. Wieksze zrobilo na mnie dopiero Archive z kawalkiem Again
R.E.M. - Drive (by RakyMaky)
Source: youtube.com
Archive - Sala Kongresowa 11.04.11
To byl moj drugi koncert Archive. Tym razem odbyl sie w Warszawie, w towarzystwie orkiestry kameralnej L’Autunno. Informacyjnie:
- Archive to moj ukochany zespol, tak jak dla niektorych Depesze albo Pogon Szczecin, od niego zaczela sie moja przygoda z szukaniem swoich dzwiekow
- kawalek o nazwie “Again” uznaje za najlepszy w historii muzyki, wyzej niz ktoras tam symfonia jakiegos tam Mozarta
- jak nigdy znam tytuly piosenek i czesc tekstow - jestem mocno wsiakniety w zespol i jego tworczosc
- tak wygladaja:

Na koncert wybieralem sie z dusza na sercu, bo z jednej strony orkiestra - niby dowartosciowanie, ale z drugiej mańki, moze byc gniot. Poza tym - koncert na siedzaco, czyli dla piknikow. Staruch z Legii nie zdzierzylby takiego towarzystwa, bo wszyscy siedza i sporadycznie kibicuja tylko.
Koncert zaplanowany na 20.00, ja grzecznie siedze i udaje skupienie. Rozgladam sie po publice i widze ze wchodzi Pawel Delag z siostra. Siostra siada 5 siedzen ode mnie, Pawel ja odprowadza. Probuje wymienic z nim porozumiewawcze spojrzenia: ja wzrokiem mowie - masz fajna siostre. On wzrokiem mowi: ciekawe gdzie tu siedza najzdrowsze towary. Mowi do siebie, bo na mnie nie zwrocil ni grama uwagi. Potem wychodzi - muzyka nie dla niego. No ale czego sie spodziewac po Psikucie.
Ogolem - przekroj spoleczenstwa, przede mna drygal brzuszkiem pan pod 60tke, a 6 rzedow z tylu siedzialo 3 letnie dziecko. Panie w kreacjach oraz taki ziomek jak ja w tiszercie. Panowie w dredach i taki ziomek jak ja bez wlosow. Dobrze to sie mieszalo :)
Koncert zaczal sie z 15 minutowym opoznieniem. Wygladalo to tak, ze z przodu stali wokalisci (3 osoby) oraz reszta zespolu, a z tylu sekcja smyczkowa i sekcja wiolonczeli (na ile moge rozpoznac).
Juz pierwszy kawalek rozlozyl mnie aranzacyjnie na ziemie, stwierdzilem ze to jest wlasnie to czego chce sluchac przez kolejne godziny. Orkiestra tworzyla bardzo interesujace tlo dzwiekowe, nie byla nachalna, ale dodawala barw poszczegolnym utworom. Grali glownie kawalki z plyty Controling Crowds, ale polecialo rowniez pare perelek z innych plyt. Owacyjnie przyjeto wokalistke, Marie Q, ktora przepieknym glosem potrafila porwac cala kongresowke i wprowadzic w klimat archiwowy. Osobiscie czekalem na Johna Rosko i jego rap, ale akurat sie nie pojawil, byc moze nie pasuje do aranzacji z orkiestra. No ale coz.
Doczekalem sie w koncu aby uslyszec Again na zywo. Wykonanie bardzo nierowne, poczatek nieczysto zaspiewany, ale potem sie wokalista jednak wczul i pojechal gleboko i przejmujaco. Aranzacyjnie ciekawie, bo w momencie gdy utwor wchodzi w swoje najwieksze napiecie, to sie wlasnie zakonczyl. Ciekawe doznanie.
Paradoksalnie najlepszym momentem koncertu byl utwor, ktory nie jest jakims moim hitem - Finding it so hard z plyty You All Look The Same To Me - na iTunes ma u mnie 2 gwiazdki. Poczatek jest bardzo spokojny i wrecz nieciekawy, rowniez koncertowo, ale na zywo od piatej minuty zrobili z tego burze dzwiekow. Wokalista went nuts, ekipa zaczela napierac na instrumenta i moje serce zerwalo sie i polecialo na scene. Totalny muzyczny 10 minutowy orgazm.
Ciekawy fragment jeszcze - w ktoryms tam momencie na scene weszla sobie pani, od strony publicznosci. I zaczela tanczyc miedzy grajkami. Ochrony nie bylo w ogole. Z miejsca gdzie bylem nie widzialem jej dokladnie, ale powiem, ze tanczyc umiala. Kocie ruchy polaczone z duza wena wewnetrzna i cos czuje z czyms co ja napedzalo dodatkowo. Potanczyla jeden kawalek i zeszla. Kongresowka strzelila jej brawa (nalezalo sie). Ogolem - plus 10 do charyzmy.
Sam koncert trwal poltorej godziny, potem owacjami zachecilismy zespol do bisow - a to lubie w tym zespole, ze ich bisowanie oznacza kolejne 30 minut. No i zagrali w bisie mega totalnie dobrze, rozruszali mnie, wiec jak wyszedlem z sali to kupilem sobie DVD z koncertu z Aten i bede katowal gosci co sie u mnie beda chcieli pojawic tym krazkiem. Beware :)
Setlista (moze ktos pomoze uzupelnic, jak trafi na recke z Googla):
EDIT: kursywa poprawki setlisty z komentarzy
- Lights
- You make me feel
- Headlights
- The Feeling Of Losing Everything
- Blood In Numbers
- To The End
- Finding it so hard
- Fade
- Collapse collide
- Words On Signs
- Slowing
- Fold
- Black
- Pictures
- Bullets
Bonus
- Dangervisit
- Again
- Controlling Crowds
Ogolem - ojciec bosko. Mniam, mniam, mniam.
I wlasnie obadalem ze 19.06 graja we Wrocku na festiwalu WrocLove - Swieta & Tomek, I’m coming :)
Tu za chwile bedzie grac Archive. Z orkiestra symfoniczna. Mniam
Smiszne, zgrywam plyte Archive Live. Wczoraj na maku mi pociagnelo z bazy wszystkie informacje o plycie. Na Windowsie juz nie ma daty albumu. Ale poranny lol dotyczy autocenzury MS: kawalek Fuck You jest jako *** You. No chyba ze mam gdzies parental control wlaczone i mnie windows zabezpiecza przed fakingiem, ale menu jest poplatane i nie umiem tego wylaczyc. Milego tygodnia pracy
Archive - 6.02.2010, Wroclaw - relacja
Ok, to moze krotki wpis o powodzie dla ktorego wybralem sie sKrisem do Wroclawia, czyli koncert zespolu Archive. Kris poswiecil sie poniekad, bo zespol toleruje, co i tak juz wyczyn, ja go zas uwielbiam.
Moja milosc jest o tyle dziwna ze kompletnie nie znam nazwisk i skladu zespolu, nie wiem jak wygladaja itd. Po prostu slucham ich muzyke i jestem pod wrazeniem zawsze. Styl muzyczny jest trudny do opisania, wiec roboczo nazywam to zajebista muzyka nie dla kazdego. Problem z nimi jest taki, ze jakiekolwiek guglanie konczy sie na niczym, bo internet jest pelen archiwow i zespol nie jest wypozycjonowany na stronie numer 1. No i ten brak znajomosci na starcie nas zalatwil, ale to za chwile.
Miejsce kolo hali ludowej czy tysiaclecia we Wrocku, na starcie krotki browar (6pln za 0,4 mozna bylo wnosic na koncert, co mnie pozytywnie zdziwilo. Stawilismy sie punktualnie o 19, bo tak niby mialo byc, okazalo sie ze drobnym maczkiem bylo napisane ze koncert od 20, wpuszczaja od 19. No ale godziny nie zmarnowalismy, w koncu byl bufet i co wazne - stolik dla fanow, gdzie mozna bylo kupic kolekcjonerski stuff. Oczywiscie tiszert wciagnalem noskiem, plyte z koncertu rowniez no ale juz kangurka nie kupilem bo chujowy byl. Chcialem drugiego tiszerta, bardziej wyczesanego ale byl tylko S. A sajz es to nie ja.
No i potem nagle przypadkowe spotkanie z kolezanka, ktora serdecznie pozdrawiam i zaczal sie zbierac narod. Okazuje sie ze fanow Archive jest malo, ale 1000 osob na koncercie moje malo fachowe oko wylapalo. W tym tysiacu calkiem sporo fajnych babeczek i mnostwo nerdow. Byla tez kategoria kulkulesi czyli my.
Punktualnie o 20 zaczelo grac Archive. I kurde, pierwsze 2 kawalki - nie znam, trzeci - tez nie, leci czwarty i mowie - no szanuja nas, bo graja jakis przedpremierowy material. Po czwartym kawalku wokalista powiedzial gudnajt i se poszedl. Okazalo sie ze to byl support. Hm, siara, nie?
O 20.30 zaczal sie prawidlowy kącert. Okazalo sie, ze Archive wygladaja tak (zdjecie z ich strony www):

Na scenie ich bylo 9 osob, w tym 3 wokalistow. Babeczka do “ballad”, glowny wokal do najwiekszych hiciorow i gosciu do rapowania - swoja droga zna sie na tym dobrze. I polecialo: Sane, finding it so hard (fajna wersja), Collapse/Collide, Fuck U, Bastardized Ink i pare innych. Glownie plyta Controlling Crowds, ktora koncertowo genialnie sie broni. Sam show uzupelniony jest swietna gra swiatel, czasami za nimi pojawialo sie widełko i naprawde klimatycznie bylo.
Po poltorej godziny dobranoc i se poszli. I nawet sie jeszcze nie rozkrecilem, No ale wiadomo, powrot na bis. I trzeba przyznac ze bisem to pojechali mocno, bo gdzies kolejne 30-40 minut. Przedostatni kawalek - Pulse byl moim zdaniem najfajniejszym fragmentem koncertu. Publika nie szalala, bo to nie tego typu muza, ale sie kolysala dobrze. Zespol widac ze sie dobrze rozumie na scenie, mialem wrazenie ze lubia to co robia. Po bisie oni sie wylaczyli i gudbaj.
A potem to my se poszlismy.
Ps. Gdyby na te relacje tutaj trafil ktokolwiek co byl na koncercie i wie jak sie nazywal ten zespol co go wzialem za Archive - to prosze o info. Mi sie podobalo i chetnie bym ich posluchal dluzej.
Na starcie plakacik
Niespotykane spotkanie na koncercie
Przed kącertem. Maja zagrac Sane, Lights (wiadomo), Again oraz Whore i Fuck You. Te 5 kawalkow okresli poziom zajebistosci kacertu
przymknijmy oko i uznajmy ze to GPOYW. Przed wyjazdem do Wrocka na koncert Archive.
Tickets have arrived :)
Why are you so scared and creeping around?
Jeden z zajebistych kawalkow Archive - z ostatniej plyty. Trwa 10 minut i wprowadzenie ma 2:40. Potem klimat sie zmienia po 5 minutach. To taki styl Archive - longasne kawalki ktore sa mega klimatyczne. Uwielbiam dys.
Teledysk widze po raz pierwszy - powala mnie akcją na kolana.
Source: youtube.com
Archive!!!!!!!
Nie zalapal sie czlowiek na pazdziernikowy koncert w Wawie, to co sie odwlecze to nie uciecze i juz 6 lutego w pieknym miescie Breslau bedzie stala moja stopa na koncercie Archive, jednego z moich 3 ulubionych zespolow. W towarzystwie Krisa ktory sie zgodzil towarzyszyc.
Wzruszenie mnie ogarnia, zwlaszcza ze cynk dostalem na telefon od nieznanej mnie osoby. Ktorej niniejszym dziekuje.


