Chick Flick Movie Night
Lazac sobie po IMDB trafilem na liste 55 chick flicks of all time. Mowie sobie - ostatnie proby przerzucenia sie na kino ambitne powiodly sie tak sobie, czas na niewymagajace myslenia filmy. Wiec na szybko wybralem 3 z listy i zapuscilem sobie w niedzielne popoludnie i wieczor.
Zalozenie bylo proste - mam cole zero, 150 g slonecznika (500kcal/100g), pol kilo mandarynek, kocyk i caly wieczor dla siebie. Przygotowalem tez chusteczki na wypadek lez wzruszenia oraz tez otworzylem sie na problemy ludzi. Na poczatek polecial film “What’s your number”:

Film wybralem dla Anny Faris, ktora bardzo lubie - ma little slutty wyglad, niezla mimike, jest hot i w ogole. Fabula jest calkiem prosta: panna orientuje sie ze ma 19 facetow na koncie, czyta artykul w Marie Claire ze avg to 10,5 mezczyzny w zyciu, a jak sie przekroczy 20, to 96% kobiet nie ma szans na malzenstwo. Slubuje wiec sobie i przyjaciolkom, ze kolejny z ktorym sie bzyknie to bedzie jej luby z ktorym trafi przed oltarz. A nastepnie upija sie i bzyka sie po raz 20ty. Zrozpaczona probuje odszukac swoich ex, sprawdzajac czy ktorys z nich sie do czegos nadaje i moze jest materialem na meza. W poszukiwaniach pomaga jej przystojny sasiad z naprzeciwka, ktory ma tyle miesni co ja i trzech moich kolegow. Nie trzeba byc weteranem tego typu filmow aby sie domyslic, ze on bedzie jej wybrancem. Niestety tworcom zajelo az 102 minuty doprowadzenie do szczesliwego finalu, ja wytrzymalem bo lubie Anne.
Film obstawilo Apple:

mi sie podobalo i daje 6/10. Ale radze trzymac sie z daleka, bo bylem jeszcze w formie do ogladania. Anna wygladala calkiem ok, ale nie tak hot jak w filmie Just Friends.

Pelen nadziei rozpoczalem drugi seans, na tapete poszly Wyznania Zakupoholiczki:

Powiem tak: John Goodman, Joan Cusack (strasznie sie postarzala btw), John Lithgow, Kristin Scott-Thomas - ewidentnie byli pod kreska i potrzebowali kasy, ze zagrali w tym gownie. Bohaterka filmu, ktory po czesci przypomina Diabel ubiera sie u Prady - robi kariere w pismie finansowym, gdzie pracuje przypadkowo, bo jej celem jest praca w czasopismie o modzie. W finansach pisze z punktu widzenia normalnej osoby, swoje porownania robi na bazie swojego podejscia impulsywnego do zakupow i jest to hit i w ogole. Sama jest zadluzona, bo ma uzaleznienie i bla bla bla bla bla. Totalne padlo, ocena 2/10. Na plus - film przypomnial mi zapomiana aktorke Leslie Bibb:

ktorej nazwisko trafia do trackowanych tagow na tumblerku. Absolutnie filmu nie polecam.
Juz oslabiony mentalnie wrzucilem na koniec post high-school movie:

Fabula: w liceum piekna panna znecala sie nad nerdem, minelo kilka lat, nerd jest ladna, succesful pania robiaca kariere w LA, ktora wraca na miejsce zbrodni i dowiaduje sie ze jej brat zamierza ozenic sie z ta pizdencja. No i robi podchody aby uniemozliwic ten slub, nie potrafiac przezyc lat upokorzen. W tle jakies badziewne klimaty, to wszystko trwa dlugo za dlugo. Na liscie plac Sigurney Weaver, Jamie Lee-Curtis, Bette White - ktore ewidentnie mialy problem z kasa znowu. Film przewijalem w polowie, jedynym plusem okazala sie pani Odette Annable

ktora juz jest trackowana na tumblerku. Film, poniewaz polowe przewijalem ma urocze 1,5/10. I tego to juz totalnie nie polecam.
Podsumowujac te trzy filmy stwierdzam, ze bardzo smutne jest to, ze koncentruje sie uwaga bohaterek na tym aby zlapac meza, aby byc szczesliwa “przy kims”, ze ktos bez partnera/ki to jest godzien wspolczucia oraz ze malzenstwa sa pokazane jako cos niesamowicie szczesliwego i super fajnego na zawsze i jako cel zyciowy. Robia ludziom wode z mozgu. Na plus - w filmach tych gra specjalny typ aktorek: hotties! Ktorych celem jest dostanie sie do bardziej powaznych produkcji. Na minus - calkowity brak nagosci. No ale od tego sa dramaty obyczajowe itd. Strata czasu? Niewatpliwie, ale z drugiej strony czlowiek wstaje pogodny i w dobrym nastroju - nikt tam nie ma raka ani nie spotyka sie z problemami na skale swiatowa.
Dobranoc

