Polecam zobaczyc jak powstaje logo Expendables, okolo 30tej sekundy. To moj film lata 2012.
Another Movie Trailer of the Day: The first official teaser trailer for the testosteronapalooza known as The Expendables 2 has been released.
The aging action hero reunion, which stars Sylvester Stallone, Bruce Willis, Arnold Schwarzenegger, Chuck Norris, Jean-Claude Van Damm, Dolph Lundgren, Jet Li, Terry Crews, Randy Couture, and Liam Hemsworth, is set to punch theaters in the face with an explosive fist on August 17th.
[collider.]
Source: thedailywhat
Killer Elite
Zajebiscie oczekiwany przeze mnie film obejrzalem wczoraj w nocy:

Jacon, Robert i Clive - trzech moich ulubionych aktorow meskich, mysle ze oprocz Ryana Goslinga i Reynoldsa i paru innych - spokojnie moje Top 10. Co wiecej - w filmie eksponujacym ich meskosc, zdecydowanie, charyzme, umiejetnosc strzelania i unikania kul. Prostota, sprawna akcja, przewidywalne zakonczenie - to co tygryski do snu lubia najbardziej.
No i co? Gowno prosze panstwa. Film niby based on true story, co ma powodowac niepewnosc czy sie dobrze skonczy. No ale czy moze sie zle skonczyc film ze Stathamem i DeNiro? Ofkors ze nie.
Akcja taka: panowie dwaj sa najlepszymi najemnikami na swiecie, jeden z nich rezygnuje (Statham) a drugi kontynuuje kariere (De Niro). No i Robert nie wywiazuje sie z roboty dla szejka arabskiego i w celu ratowania go z emerytury wraca JS, ktory podejmuje sie trudnego zadania: zlapac 3 zabojcow synow szejka, zmusic ich do przyznania sie do winy, a potem na oczach kamery zabic. Brzmi trudno, a dodatkowa wiadomosc, ze ci czej panowie sa ze sluzb specjalnych brytyjskich - SAS - oznacza big problems. Co wiecej, po stronie SAS, chroniac swoich kolegow, czuwa Clive Owen. Ktory po raz pierwszy wyglada zle:

Troche go ratuje to, ze akcja dzieje sie w 1981 roku. A wtedy fryzury, moda oraz wszystko poboczne nie bylo najlepszej jakosci. W kazdym razie - rozpoczyna sie “fascynujaca” rozgrywka miedzy najemnikami a ex-SAS-agentami. Tak fascynujaca ze w miedzyczasie rozmawialem na gg, pisalem maila oraz czesto odswiezalem tumblerka. Oraz na sam koniec lecialo mi oczko ze zmeczenia - konczylem o 1 w nocy.
Film bowiem nie fascynuje, jest biedny jak Polska B, w emocje, w cycki, w zaskoczenia. Fabula sie nie rozwija w zaden intrygujacy sposob od 20tej minuty, a calosc trwa 1:50. Dlaczego wiec ogladalem do konca? Liczylem ze jednak cos wykreca. No ale nie wykrecili, wiec skupialem sie na odkrywaniu aktorow drugoplanowych, serialowych, dla ktorych wystep w filmie z De Niro oznacza cos w ich resume. Spotkalem pare:
- Mr Eko (Lost)

- Lincoln Burrows (Prison Break) - ten brat co siedzial niewinnie

- Sarah (Chuck) - agentka Yvonne

I to z emocji pozytywnych tyle. Wynudzilem sie, zmeczylem i ponownie ciesze sie ze jest internetowa wypozyczalnia. Bo wydac 20 pln na taki crap - god, no!
3/10, za Roberta, Jasona i Clive. Przy okazji - to kolejny film w ktorym Jason nie pokazuje klaty ani nie jest ekspresyjny zanadto. Cos sie dzieje….
Kilka godzin straconych na multimediach
Post oszczerzenie. Ostatnio w tzw wolnej chwili obejrzalem pare filmow, ktorych spokojnie moglbym nie obejrzec, a moje zycie niewiele by sie zmienilo. Moglem pomedytowac, poszukac ciekawych bloczkow do follołowania albo pojsc na spacer, ale nie, wolalem zalec i obejrzec takie se cos.
1. Take me home tonight

film przedstawiciel moich ulubionych durnowatych komedii romantyczno-hajskulowych, gdzie glowna postac to nieco nerd, ktoremu nie idzie z laskami, ma glupiego kumpla, jest szansa aby nadrobic stracony czas oraz gdzie w rolach damskich pojawia sie kilka hot panienek. TMHT jest typowym filmem tego typu, przeniesionym na dodatek w lata 80te, ich estetyke oraz muzyke. Z lasek jest Anna Faris, ktora tym razem nie prezy sie przed kamera, tylko nawet gra, dwoch glownych gosci jest baranami nie budzacymi sympatii przez caly film a cala fabula jest niewiarygodna, slaba i nie warta nawet opisywania.
Ale opisze: koles przez hajskul podkochuje sie w jakiejs pannie, mija 4 lata, trafia na impreze z nia i postanawia udawac bankiera ktory robi kariere, w celu zaimponowania pannie i wziecia ja na warsztat. Wiec ja bajeruje, zalicza, potem skruszony mowi ze udawal, ona mu wybacza i chyba finalnie sa razem. W tle jest glupi kumpel, ktory jest oblesny i rowniez moczy ogora i bierze udzial w dziwacznym seksie, sa plaskie postaci, lata 80te sa odtworzone w postaci sciezki dzwiekowej, kilku autach i kolorach ubran. Troszke sie zagapilem na poczatku filmu i dopiero po 20 minutach zorientowalem sie ze akcja dzieje sie 30 lat temu. Film ma 4/10, jest slaby i polecam tylko Walliemy aby byl na czasie i mial zaliczone wszystkie klisze hajskulowe.
2. Italian Job

Bardzo duza zaleglosc z 2006 roku chyba - parada aktorow, ktorych bardzo ale to bardzo lubie + ozdoba w postaci Charlize Theron. Film akcji, polegajacy na tym, ze grupa przestepcow dokonuje skoku na zloto w Wenecji, potem akcja przenosi sie do Los Angeles (chyba dla oszczednosci budzetu). Sklad zacny, wystarczy spojrzec na plakat, gra nawet moj ulubieniec:

Jason Statham, ktory w tym filmie tylko raz pokazuje klate i chyba ani razu nikogo nie kopnal. Bardzo sprawnie nakrecone filmidlo bez absolutnie wiekszego napiecia. Ogladalo sie milutko, przy cieplym kaloryferku - no ale jak sie konczyl i bylo napiecie to wcale nie bylo na piecie tylko takse. W kategoriach filmow akcji oraz aktorow - 7/10, w kategoriach polecania komukolwiek 5/10, no moze 6. Strata czasu, do ogladania wylacznie w trakcie anginy, grypy - gdzie sie lezy i nigdzie nie pojdzie i warto miec cos przyzwoitego do ogladania. Tak, to przyzwoity film. Aha, cyckow zadnych nie ma.
3. Entrapment

dla przypomnienia - z 1999 roku film z Katarzyna, ktora zapragnalem obejrzec na Petronas Towers oraz uslyszec szeleszczacy angielski Seana. To byl ostatni film, w ktorym on wygladal jak symbol seksu oraz najlepszy film Catherine - tu wygladala perfekcyjnie. Akcja znana, film znany, wszystko w calkowitym porzadku, ale kiedys lepiej ten film na mnie dzialal. Pamietam ze to bylo gdzies na 8-9 na 10, a teraz jak obejrzalem, to marne 6/10. W sumie moglem sobie oszczedzic to, nie kala sie filmow z lat 90tych, broni sie tylko Quentin. Na wytlumaczenie - to bylo do snu.
Na koniec obejrzalem ponownie Sex and the City 2 - to juz wspomne tylko ze efekt za drugim razem nie jest lepiej niz za pierwszym. Ale ze ogladalem w dobrym towarzystwie oraz nie spodziewalem sie wiele - to byl chyba najlepszy seans weekendu.
Blitz
Korzystajac z wolnej godziny wrzucilem na ekran najnowszego Stathama:

Ci co czasami czytaja moje opinie nt filmow wiedza, ze Jason to moj ulubiony aktor kina akcji, kina ktore czasami ma za duzo akcji a za malo sensu, na dodatek Jason gra zawsze te sama postac - czyli mezczyzny ktory sie dobrze bije, uzywa przemocy, jest profesjonalista, ma serce pod maska nieczulego twardziela. Spodziewalem sie podobnego filmidla i sie nie zawiodlem
Jason gra tym razem policjanta, ktory ma problemy z naduzywaniem przemocy, poznajemy go w takiej scenie:

gdzie wyrazil swoja opinie trzem ziomkom, ktorzy zaproponowali mu rozstanie sie z portfelem. No i tak sie sklada ze w dzielnicy Londynu gdzie pracuje Jason pojawia sie morderca, ktory zabija policjantow. Informuje o swoich zamiarach dziennikarza, ktory dzieki temu ma materialy na wylacznosc. Jason oczywiscie staje na czele poszukiwania mordercy, ktorego gra Aidan Gillen, eks-burmistrz Baltimore z The Wire, swietna kreacja btw:

No i tyle o fabule. Z zalozenia mialo to byc kino akcji polaczone z satyra na media, ktore z mordercow robia celebrytow oraz wyzej cenia sobie wylacznosc na info od wspolpracy z policja. Wyszlo mialko. Dodatkowy watek czarnej policjantki - narkomanki - ni w oko ni w kij, chyba tylko po to, aby film mial 1:37h. Bez niego byloby 1:15, czyli jak dobra animacja.
Film ogladalem na podgladzie, ocena 4/10, nawet jak u fana JS to nisko. Film sie wyroznia tylko tym, ze Jason nie puknal zadnej panny w trakcie fabuly oraz nie pokazal swojego umiesnienia. Czyli byc moze wychodzi z okresu narcyzmu. Film moze wszedlby pod flaszke na wieczor - ale to na wasze ryzyko
Trzy kartofle
Ostatnio nie mam szczescia do filmow, niewazne co wrzuce. Z kronikarskiego obowiazku (dla mnie, abym pamietal czego nie ogladac nigdy wiecej) opisuje, skrotowo, bo zaden z tych filmow nie zasluguje na pelna recke:
- The Whole Ten Yards - czyli po naszemu Jak Ugryzc 10 milionow 2. Jedynke uwielbiam, swietne role Matthew Perry i Bruce Willisa. Plus naga Amanda Peet, swietne akcenty - no mozna ogladac bez konca. Dwojka - powrot bez takiej klasy, ze ciezko mi znalezc porownanie. Film obejrzalem 5 dni temu i juz slabo pamietam fabule, wiem tylko ze znowu uciekaja przed zemsta gangsterki i zdobywaja jeszcze wieksze pieniadze. A, i na koncu obie pary sa w ciazy. Czekam na 11 yards za 20 lat, kiedy dzieci przejma paleczke od rodzicow. Ocena: 2/10, straszne kalanie legendy komedii
- Click - film z 2006 roku z Adamem Sandlerem. Bardzo lubie jego filmy, ale to jest jakies totalne nieporozumienie. Facet gra goscia, ktory stawia kariere ponad rodzine, dostaje do reki pilota, ktory pozwala mu na przewijanie zycia do ciekawszych momentow. Czyli: omija korki w drodze do pracy, slaby seks z zona, klotnie - to wszystko w oczekiwaniu awansow. Ktore przychodza, ale pilot sie uczy i automatycznie przewija Sandlerowi zycie. No i traci rodzine, jest mega biznesmenem, ale nie jest szczesliwy. Moral z filmu - kochaj rodzine swoja - jest piekny, ale podany przyciezko i z zakalcem. 3/10 i Adas - pls, rob cos lepszego. Na plus - ciekawa rola Christophera Walkena, ktorego bardzo lubie na ekranie.
- Knight and Day - film z 2010 roku, Cameron Diaz i Tom Cruise. Wydaje sie ze fajnie moze byc, prawda? Film zaczyna sie na 7/10, Cameron i Tom spotykaja sie na lotnisku, potem leca tym samym lotem, jest drobna chemia miedzy nimi. Potem film nabiera przyspieszenia w stylu Mission Impossible, co nawet poczatkowo wychodzi, ale robi sie skandalicznie slabo. Miara slabosci filmu jest to, ze jak zobaczylem ile jest do konca (byla 48 minuta dopiero) i zobaczylem ze jeszcze godzina tego gowna, to chcialem wylaczyc. Ale towarzystwo bylo zacne wiec sie przemeczylem. Zdazylem przysnac, obudzic sie i stwierdzic ze takiego syfu nie widzialem od czasu “Jak ugryzc 10 milionow 2”. Ocena 1/10, totalne zmarnowanie czasu. Zamienic Cruise na Jasona Stathama i skrocic film do 1:30 - byloby 6/10.
Zmieniam branze - zaczynam ogladac Bollywood - bardziej basniowo, wiecej sensu.
The Mechanic
Czy film ktory konczy sie takim kadrem (ok, no przedostatnia minuta):

moze byc dobrym filmem? Przewaznie nie oznacza to dobrych wiadomosci dla widza, no chyba ze w filmie wystepuje Jason Statham. A tym razem wystapil w filmie:

Fabula jest taka: JS gra hitmana, ktory jest najlepszy w branzy, zalatwia temat zawsze czysto i sprawnie. Poznajemy go w trakcie misji. Potem dostaje zlecenie zabicia swojego przyjaciela i mentora, ktorego gra dawno nie widziany Donald Sutherland. JS robi robote bez wiekszych wahan, probemy sie robia jak na pogrzebie spotyka syna, ktorego gra Ben Foster (kolejna rola grubego swira)

Jason bierze go pod swoja opieke i uczy go fachu, razem robia kolejne zadania. Jest meska przyjazn, w tle tylko jest sprawa morderstwa ojca. I leci se film, wiadomo mniej wiecej jak sie skonczy.
W filmie gra pan, ktorego ostatni raz widzialem w filmie - Uwierz w Ducha w 1990 roku, jak dziecieciem bylem:

to ten zdrajca przyjaciel Patrika RIP Swayze. Postarzal sie, ale poznalem go po glosie, taki ze mnie sprytek.
W filmie gra maczek - MacBook Air, co automatycznie zgodnie z zasadami podnosi ocene o 1 pkt

do calego 4/10. Film jest slaby jak dupa weza - akcja mialka, watki przewidywalne, suspensu zero. Jason gra ponownie te sama role twardego goscia co zabija wszystkich jednym “szczalem” a kule sie go nie imaja. Ok, koniec jednak mnie zaskoczyl, wiec niech bedzie 5/10. Ale to tylko po znajomosci Jason.
Ben Foster zagral poprawnie, ale bez szalu, na razie nie ma szans na przebicie Ryana Goslinga w rankingu aktorow mlodego pokolenia.
Filmu nie polecam, nawet pod impreze. Nie broni sie.
Crank: High Voltage
Udalo mi sie wyrwac na silownie (senks M), udalo mi sie obejrzec film. Red Dead Redemption pozwolilo mi na chwile zycia. Film jaki obejrzalem to:

Jest to sequel opisywanego przeze mnie wczesniej filmu z ulubionym przeze mnie aktorem kina akcji - Jasonem Stathamem. Jedynka podobala mi sie bardzo, byla w konwencji, byl seks, przemoc, swietny montaz, slabe aktorstwo, przerysowane postaci, przesada i wszystko co lubie w filmach gdy chce sie wyluzowac.
Zasiadlem do dwojki, wiedzac ze na koniec jedynki JS spadl z helikoptera na ziemie i umarl. Wiec bylem ciekawy co zrobia - prequel? Otoz zagadka Dropsa rozwiazala sie po 2 minutach, kiedy okazalo sie, ze JS wcale nie zginal, ot wyszedl calo wypadajac z kilometra nad ziemia. Niezle, co? Juz nadaje odpowiedni ton filmowi. No ale nie wylaczylem, tylko lecialem dalej.
A dalej bylo juz slabawo. Okazuje sie ze tej samej zupy nie da sie ugotowac dwa razy. Wszystko bylo i jakos lzej im to wyszlo. Tym razem JS nie uniosl filmu, pomimo tego ze wyposazyli go w iPhone 2g:

Ani nie pomogla moja wspaniala Amy Smart:

ani tez nie pomogly soczyste sceny seksu (notabene scenarzysta musi miec fetysz nt bzykania sie w miejscach publicznych). Tym razem na wyscigach konnych:

Przy okazji zapoznalem sie z kilkoma ciekawymi pozycjami - pol punktu do oceny koncowej.
Fabuly nie opisuje - bo nie ma to sensu. Jak sie lubi, to sie obejrzy. Film na starcie ma 4/10 i taka ocena zostanie, no chyba ze lubi sie ponizsze modyfikatory:
- Jason Statham - 1pkt
- cycki Amy Smart - 1pkt
- konwencja bezsensownych, dobrze nakreconych filmow - 0,5 pkt
Wiec finalnie 6,5/10. Dla mnie jeszcze za seks - wiec 7/10. Wycialbym z 10 minut filmu i byloby lepiej.
Ps. jak sie oglada pod alkohol - dodatkowo znak jakosci Rzepki. W sumie polecam
Transporter 3 - poscig w dół
Hm, Jason Statham byl na mojej liscie ulubionych aktorow przez dokladnie 49 godzin. Do momentu obejrzenia T3. Ok, film nie jest zly, w konwencji poprzedniej, ale scenarzysci przesadzili i dolozyli Jasonowi do roli partie romantyczne, w ktorych facio sie nie odnajduje. No i ok, Jason dalej jest na hot liscie, ale po tej czesci zaliczyl spory bęc - bo srodki wyrazu ma ograniczone. ale za to ma taki kaloryfer ze chocbym zjadl tysiac kotletow i zrobil miliard pąpek to taki nie bede :(

Ogladanie romantycznych chwil powoduje zgrzyt zebow, wyznawanie uczuc to mordega dla obojga stron :D

Lachonik taki jakis nie do konca. Niby fajny ale czegos brak.

Akcja podlana sosem ochrony srodowiska, Jason odwiedza Niemcy, Wegry, Rumunie i Ukraine - dzieje sie duzo ale jakos tak nie do konca fajnie. Poza tym badgajem jest ten czlowiek:

no hello, ten pan jest spalony po Prizonie. Jest klasycznym przerysowanym BG, choc pocztki ma niezle, to potem na koniec filmu tlumaczy swoje postepowanie - u know, his story zanim mu ostatecznie Jason sklepie dupe. Bo ze sklepie to wiadomo.
Nawet silne punkty poprzednich filmow - czyli walki wrecz- tu byly tylko 2 razy i takie jakies siakies slabe. W sumie di end byl happy i wszyscy zyli dlugo i szczesliwie, niestety obawiam sie ze do czesci T4.
Ps. maly rzut na wiki i lachonik ktory zagral w filmie byl spostrzezony na ulicy NY przez pana Rezysera i zwerbowany do roli glownej. Ot story na kolejny film :) i kolejny powod aby pojechac do Big Apple.
Podsumowujac: 6/10 ogolnie, rozrywkowo 7/10. Z uwaga ze dostaja 1 pkt wiecej za niepokazywanie Europy Srodkowej i Wschodniej jako czarnej dziury, tylko jako calkiem najs plejs. Film niewart posiadania, no chyba ze w zestawie kolekcjonerskim Transportera. Ktory moge przygarnac na urodziny w tym roku (khm, mala wskazowka)
Weekend z Jasonem Stathamem
Mialem na dysku film Transporter - stary, z 2002 roku. No i dlugo zbieralem sie do obejrzenia, gdyz bylem negatywnie nastawiony do Luca Bessona po Taxi 2 oraz po 13tej Dzielni. Stwierdzilem ze ten pan sie skonczyl i ze Leona Zawodowca to juz nie nakreci ani nic ciekawego nie wymysli. Bylem w bledzie.
Drugi powod to byl taki, ze wiedzialem ze gra tam Jason Statham

moj ulubiony swego czasu aktor, za czasow Snatch, gdzie zagral role zycia. Potem obejrzalem Crank (Adrenaline) - gdzie bylo szybko i fajnie lecz niekoniecznie z sensem i pan stracil moj glos w ankiecie na aktora dekady.
Wiec byly dwa powody aby nie obejrzec tych filmow. Trzeci to taki, ze nie przepadam za kinem akcji, wole romantyczne komedie albo seriale. Lub dramaty i thrillery lub durne komedie. Wiec akcja polegajaca na wozeniu czegos z gory zapowiadala gowno z moczem. Nie widzialem z tych powodow zadnego filmu z Dieselem, zadnych Szybkich i Wscieklych itd. Nastawienie wiec mialem z cyklu - wszystkie seriale maja przerwe, musze wyczyscic dysk z nielegalnych kopii filmow, ale wczesniej rzuce okiem.
I bylo mile zaskoczenie - akcja ma sens, dzieje sie w ladnych lokacjach, pojawia sie niezly lachonik azjatycki, Jason ma swietnie napisana postac i dzieje sie dobrze na ekranie. W pierwszych 40 minutach ze trzy bardzo ciekawe zwroty akcji, zaskakujace mnie (pewnie dlatego ze nie ogladam takich filmow). Potem akcja sie przeradza w wyscigi i bijatyki, ale tutaj zaskoczenie - jak zajebiscie dobrze nakrecone. Jason bije sie tak ze pelen szacun, umiesnienie marzenie, kocie ruchy i nawet jak przesadzano z jego skutecznoscia unieszkodliwiania gosci, to w taki sposob, ze czlowiek sie wewnetrznie na to zgadza. Koncowka juz taka se, ale ani na chwile film nie spadl ponizej poziomu super rozrywki. Poszedlbym nawet do kina na to i nie zalowal keszu.
Funny moment, pojawia sie aktor:

i se mysle - co tez ten Tomasz Karolak robi we Francji, przeca on jest nasz i nie gra w takich filmach. No ale koles sie usmiechnal i nie mial takiej szpary w zebach jak Tomcio. A zwie sie Matt Schulze. Na miejscu karolaka spytalbym sie tatusia czy nie byl kiedys w delegacji w Chicago.
I tutaj zonk, bo czesc druga nie byla na dysku u mnie, a internetowa “wypozyczalnia” slabo dzialala, wiec ciekawosc rzucila mnie do media, gdzie kupilem oryginalna czesc druga, postalem w kolejce, powachalem spoconego pana przede mna, pobawilem sie ajfonem a potem wrocilem obejrzec. Spodziewalem sie juz sporej kupy, ale ponownie sie milo zaskoczylem. Byl fajny lachonik numer 1, pani Amber Valetta, good girl:

oraz pierdolnieta sexy laska numer 2 - Kate Nauta:

marzenie kazdego francuskiego nastolatka. Ta druga to taki Lukbessonowy typ niebezpiecznej kobiety. Mi sie bardziej podoba pani numer 1.
Akcja bardziej skomplikowana, nawet sie skladnie sklada, bijatyki znowu sa, poscigi itd. Sa trzy momenty kiedy nie ma to sensu (przeskok autem z budynku do budynku, 180 stopni aby usunac bombe spod auta oraz sciganie busa skuterem wodnym) - ale przyjalem ze to konwencja wiec sie nie zachnalem ze chujoza. I obejrzalem film z przyjemnoscia. I nie zaluje wydanych 19 pln na ten film.
Jason znowu awansowal u mnie na wysokie miejsce na liscie, w zwiazku z czym z rozpedu obejrzalem film “The Bank Job”, juz nie w produkcji Bessona, ale jakiejs innej. Dzieje sie w Anglii, oparty jest pono na faktach jak najbardziej autentycznych i trwa prawie dwie godziny. Opowiada o napadzie na bank (wow, ale suprajz) w anglii w 1970tych latach, w calkiem mily i zgrabny sposob. Dobrze sie oglada, ale nie budzi emocji. Jason znowu dal rade i tym filmem umocnil sie na liscie moich ulubionych aktorow. Mozna powiedziec ze z hitem wszedl w nowa dekade. Czy tez w ostatni rok poprzedniej dekady.
Oceny filmow:
- - T1 - 9,5/10 w skali rozrywkowej, 8/10 w skali normalnej, film z cyklu - warto miec na dvd z dodatkami
- - T2 - 8,5/10 rozrywkowo, 7,5/10 filmowo, warto miec na polce
- - Bank Job - solidna robota, 7/10, ale bez specjalnego drajwu, dla fanow Jasona (it’s me, it’s me, me, me), nie warto miec na polce
A teraz dam szanse po raz ostatni Guyowi Ritche i Lock Stock and Two Smoking Barrels - bo tego filmu nigdy na trzezwo lub w calosci nie widzialem, a jest ponoc na poziomie Snatcha.

