Warrior - recenzja profesjonalna
Kilka dni temu zamiescilem recenzje filmu Warrior - czyli dramatu obyczajowego z elementami MMA. Opisalem jak zawsze nieco niedbale i z samozadowoleniem jaki to jestem elokwentny. Polecilem film koledze, ktory jest fanem tego sportu i oto jego recka. Pozwolil mi ja zamiescic (uwaga - spoilers):
Oglądałem wczoraj ten film. Solidny kawałek kina, ale cholernie niezgodny z rzeczywistością, zarówno organizacyjnie, jak i ukazaniem walk… Co mi się nie podobało?
1. Idea turnieju dla najlepszych w wadze średniej:
2. 4 walki w 2 dni – od tego odeszli pod koniec lat 90, po tym jak zwycięzca dwóch pierwszych gal UFC – Royce Gracie musiał odpuścić walkę półfinałową w UFC 3, ponieważ pierwsza walka trwała ponad 15 minut i nie był w stanie wyjść do ringu… Zwycięzcą UFC 3 okazał się gość, który nie walczył w ćwierćfinale i półfinale, bo zwycięzcy tych walk nie byli w stanie kontynuować, ze względu na zmęczenie i kontuzje.
3. Turniej miał być w wadze średniej, ale goście byli z kategorii od 170lb do 265lb – innymi słowy, mogli trochę lepiej dobrać zawodników walczących z aktorami… Waga średnia to 185lb – czyli 84,17 kg – waga Khalidova
4. Brandon nie tyle by nie przetrwał tych walk, przynajmniej wszystkich po 1 walce (kondycyjnie), co sędzia by go odklepał, że się nie broni
5. Walka finałowa – to już była żenada…
- Ostatni raz taką podobną walkę – bez kontuzji – widziałem całkiem niedawno – czyli Henderson – Rua, ale tam goście dwie ostatnie rundy słaniali się na nogach, tu dalej koleś pomimo kontuzji walczy…
- Kontuzja taka jak w filmie – automatycznie powoduje przerwanie walki, a sędzia, który by tego nie zauważył to musiałby być ślepy… Ostatnio Frank Mir złamał ramię Minotauro, poza tym, że nie da rady nie odklepać złamanej ręki, to jest od razu widoczne przez kibiców, komentatorów itp… Kontuzja = przegrana przez TKO
Film broni się ujęciami walk, może to się podoba fanom MMA.
Podsumowując – jako dramat warto obejrzeć, solidnie zagrany i nakręcony, ale dla mnie klimat MMA jest podobny do klimatu boksu w Rocky… Wkurza mnie tylko to, że „Fighter” z Wahlbergiem i Balem, był o dwie klasy lepszy, zarówno pod kątem przedstawienia walk jak i gry aktorskiej, a ma niższe oceny na IMDB. Patrząc na film – 8, patrząc na MMA – 5, czyli średnio 6,5/10.
Chcialem to samo napisac w oryginalnej recce ale uznalem ze to wchodzenie w detale ;)
Filmowy weekend cd.
Czego nie zrobisz w niedziele dokoncz w poniedzialek mowi przyslowie wiec wczoraj lecialy dalej filmy. Najpierw na tapete trafil:

Film o umieraniu - tak mi zapowiedziano - a okazalo sie ze jest to film o chorobie na raka. Koles dowiaduje sie ze ma raka umieszczonego przy kregoslupie i ze musi zaczac leczenie. Oczywiscie jest to dla niego szok bo ma 20 kilka lat i przyszlosc przed soba, a tu lekarz bezdusznie daje mu wlasnie tytulowe 50/50 szans na przezycie. A to czy przezyje - widz dowiaduje sie po ponad 1:30 filmu, co najwazniejsze, calkiem fajnego. Otoz pomieszano tutaj patos cierpienia chorego z elementami komediowymi wprowadzanymi przez kumpla glownego bohatera, ktory sugeruje mu, ze to dobry moment aby niezle pomoczyc ogorka, poniewaz laski leca na kolesi z rakiem i moze miec sympathy fuck. Plus np sceny golenia glowy przy pierwszej chemii - zamiast rzewnego requiem w tle i lzawego dlugiego patrzenia w oczy bohatera - koles zastanawia sie czy pozyczona maszynka jego kumpel goli sobie jaja czy odbyt. No taki comic relief.
Aktorsko sie broni, gra “koles z Incepcji” czyli Joseph Gordon-Lewitt jako chory, Seth Rogen gra kumpla i jest przewidywalny i taki jak we wszystkich filmach w ktorych go widzialem. Pozostale role sa nieistotne. Oglada sie to letnio, bez glebszego napiecia. Ocena 7/10. Jedyne napiecie to czy bedzie zdrowy czy umrze, ale to zapraszam do seansu
Grupa docelowa (nowosc w ocenach): wrazliwe dusze, kobiety w kazdym wieku, indie nastolatki kochajace chlopiecego Josepha, macho-men poswiecajacy sie przez 1:30 h liczacy na seks po seansie.
Drugi film jaki obejrzalem to:

Bardzo polecany mi film, ktory czekal w kolejce, ale sie doczekal. Fabula jest taka: ojciec (Nick Nolte) to byly alkoholik dobijajacy do 1000 dni bez flaszki w dloni, mieszka sam. Jego rodzina sie rozpadla, jego dwoch synow sie do niego nie odzywa. Nagle do drzwi puka jego jeden syn, grany przez Toma Hardy’ego:

czyli drugiego “kolesia z Incepcji”. Syn zamierza walczyc w turnieju MMA o 5 mln USD i chce aby ojciec go trenowal. Nie zamierza sie z nim ponownie wiazac, ma do starego uraz o fakt ze zostawil matke bez opieki, byl chlorem itd. Niemniej - chce wygrac (gdyz ma przeszlosc w zapasach) i idzie na drobny kompromis. Meanwhile - drugi syn Nicka (Joel Edgerton) - jest nauczycielem fizyki w szkole i z powodu kryzysu nie wystarcza mu do pierwszego, wiec bije sie w przydroznym barze (gdyz ma przeszlosc UFC) - ktos na niego donosi, wiec jest zawieszony w prawach nauczyciela, jeszcze bardziej mu nie wystarcza kasy, wiec decyduje sie przystapic do turnieju. Podejmuje treningi i trafia do czolowej 16tki.
Pierwsza uwaga - troche lame, ze w przelomowym turnieju MMA w wadze sredniej z tak ogromna nagroda do walki przystepuja bracia, na dodatek bez wiedzy o sobie. Nie ma zadnych eliminacji or smth - po prostu zaczyna sie walka. Szybko sie okazuje ze bracia maja do siebie beef, bo jeden zostal z matka, drugi z ojcem i obaj maja ochote wygrac kase. Tom Hardy chce wygrac pieniadze dla zony martwego kumpla z Iraku (gdyz jest ex-marine), a Joel Edgerton walczy o kase dla swojej rodziny - inaczej go bank wywali z domu. Wiec zaczyna sie turniej gdzie pozostalych 14 zawodnikow to pretekst do spotkania sie braci w finale. Ktory to final konczy sie tak:

czyli bracia sie godza, padaja w ramiona, ojcu wybaczaja, matce nie bo umarla wczesniej i w ogole jest ok.
Film zaczyna sie bardzo dobrze - swietnie gra Hardy, zamknietego w sobie czlowieka z przeszloscia, gra takiego nie do konca madrego goscia. Jestem pod wrazeniem jego postury i jak zbrzydl do tej roli w porownaniu do Incepcji. Pierwsze 40 minut filmu jest jego. Potem paleczke przejmuje Joel Edgerton - naprawde sympatycznym nauczycielem jest, majacym w dodatku za zone doktor Sare z Prison Breaka

i wszystko jest dobrze do momentu rozpoczecia turnieju. Jest wtedy 1:20 h filmu i wtedy sie rozpeka. Zaczyna sie zajebiscie dobrze nakrecona lomotanina na ringu i film traci mocno sens, bo robi sie z tego Rocky z dodatkowym przeslaniem milosci, family bonding, przebaczenia i kasy w tle. Dla mnie mocno niestrawne, przewijalem nieco. Wiec ocena w dol.
Poczatek 8/10, potem 5/10 - finalnie 6/10. Jesli ktos lubi patos, krew i bicie sie po ryjach - 7/10.
Grupa docelowa: mezczyzni zafascynowani MMA, raczej srednie wyksztalcenie, kobiety lubiace przemoc domowa i ostry seks. Ewentualnie osoby zainteresowanie wplywem kryzysu swiatowego na ceny nieruchomosci w USA.

