Jak nie mialem ochoty na ten film, to widze ze mi sie jednak chyba spodoba. No chyba ze jest to przyklad, ze w 3 minuty trailera laduje sie wszystkie zabawne sceny z 90 minut.
Multikino - nadchodze :)
Source: thedailywhat
Help
ogladalem kiedys film, w cyklu 100 filmow na 100 lat kina - byl to 1995 rok. Film stary, chyba francuski albo dzieje sie w rejonach francuskich. Srodowisko emigrantow albo kolesi bez pracy, albo jakichs wyrzutkow. Przychodzi koles i mowi, ze trzeba przewiezc ciezarowke pelna materialow wybuchowych, plynnych, na czas w jakies miejsce, a zaplata jest albo kupe kasy, albo wolnosc dla tego czlowieka. Zgadza sie 2-3 panow i podejmuja sie tego.
Film czarno bialy, mega dol i ambitny, zle sie konczy, podobal mi sie. Czy ktos wie co to moze byc?
EDIT: dziekuje za szybka reakcje Gierojowi i Misce i podpowiedz ze to Cena Strachu z Yvesem z 1953 roku.
Ciacho
Ale smieszny film widzialem:

normalnie mega, usmiechnalem sie po raz pierwszy w 41 minucie filmu, raz zasnalem i wrocilem a potem zrobilem z 7 facepalmow. Produkcja mega, nie wiem dlaczego zwa to komedia.
Fabula: MZT (marta zmuda czebiatowska) gra policjantke, ktora probuje przejac transport kokainy. I w tym przejeciu przeszkadza jej Tomasz Kot, prywatnie kochanek, ktory tez jest w policji. W akcji ginie jeden policjant,MZT jest oskarzona o napad w celu zdobycia koki (wrabia ja TK), trafia do paki, a trojka braci: Malaszynski, Karolak i Bosak probuja ja uratowac.
Jak widac fabula ssie. W tle dla rozbawienia publiki pojawia sie w jednej scenie Kononowicz Krzysztof oraz ta kobita co przeklina na youtube - Baska. Postaci glowne sa przerysowane i dretwe i zal patrzec. Karolak ma duzy brzuch i podwojny podbrodek i zal patrzec. MZT pokazuje cycki i to hajlajt filmu ale sie nie podniecilem nawet na moment. Liszowska - ojej, ona jest poprostu bardzo duza blondynka ze sklonnosciami do tycia i juz czekam na 2029 rok kiedy bede patrzyl na nia z niesmakiem. MZT ma tatuaz:

najbardziej lamerski ever. Niemniej musze przyznac ze MZT wyglada przeslicznie w filmie, szkoda ze rola twardej policjantki nie pasuje do niej, aktorsko tez sobie nie radzi. A wyglada tak:

Z innych postaci - o dziwo dobrze zagral Tomasz Kot i tez dobrze wygladal. Twarz uratowal tylko on.
Poniewaz pozostali powinni wstydzic sie ze zagrali w tym gownie. dialogi sa dla debili, dowcipy typu: ginekolog (Karolak), musi wyjsc wczesniej z pracy i mowi do pacjentek: “Drogie Panie, dzisiaj do was nie zajrze”. Albo we wiezniu wspolokatorka MZT chce ja zabic, wchodzi do celi i sciaga spodnie, wyciaga jeden kijek z siebie, potem drugi kijek i sznurek - w efekcie nunchako. I zaczyna machac, no ale leje sie z niej (siki albo podniecenie, scenarzysta nie zrobil zblizenia na ciecz), MZT wyciaga kabel ze sciany i razi laske pradem, bo ona stoi cala zmoczona. Ubaw po pachy. I jeszcze tekst z filmu: jak bog rozdawal talent to wy staliascie w kolejce po lechtaczki.
I ten cytat dedykuje gwiazdom polskiego kina. 1/10, dno i kilometry mulu. Jedynka za Tomasza Kota. Calosc trwa 1:51 h i jest gnojem jakich malo
Ps. A to na koniec filmu:

to juz w ogole zenada stulecia. Podczepianie sie pod marke aby oslabic poczucie niesmaku u widza. Ech.
Wstyd mi
Wstyd mi za tych z Radomia - mowiono w 1976 roku, kiedy duza czesc jeszcze nawet w planach nie byla, a dla wiekszosci powoli robi sie to prehistoria i nie wiadomo o co kaman. No ale mi to zawsze przychodzi do glowy jak slysze slowo Wstyd. A obijalo mi sie o uszy i oczy jak stalem w kolejce po bilet na:

Dlugo szukalem go na torrentach, bo czulem ze nie do konca chce to w kinie przezyc. Ale nie bylo, wiec jednak duzy ekran. Spodziewalem sie filmu o czyms, niepokojacego i intrygujacego. Okazalo sie ze wiele z tego sie pokazalo na filmie, ale nie w pelni, tylko tak zajawkowo.
Akcja jest taka: zyje sobie pan w Nowym Jorku (Michael Fassenbender) co bardzo lubi seks, przypadkowy z paniami, bez emocji i angazu, oglada tone porno online i czesto sie masturbuje. Nie umie nawiazac relacji z prawdziwymi kobietami. Nagle w jego zyciu pojawia sie siostra, wprowadza sie na kilka dni do mieszkania i waletuje. A my widzowie jestesmy swiadkami kilku dni z zycia pana, jak wychodzi na miasto, spotyka rozne panie i realizuje sie w lozku i w pracy i poza praca. W tle duzo seksu. Ot takie story. I teraz te historie rezyser i scenarzysta wypelniaja trescia o pustce, samotnosci, braku relacji i empatii, w tle jakies wtrety o trudnym dziecinstwie, niedopowiedzenia o molestowaniu/kazirodztwie - ale to tak zamglone, ze to sie po seansie zadaje sobie pytanie takie, probujac momentami na sile nadac glebi dodatkowej filmowi.
W trakcie ogladania siedzialem i patrzylem na meskiego penisa paradujacego po ekranie, penisa sikajacego do kibla, naga Carey Mulligan z odslonietymi wlosami lonowymi - i zadawalem sobie pytanie - po co to, czemu sluzy ta nagosc. Ktorej bylo duzo i moze byla narzedziem, ale niekoniecznie skutecznym. Chociaz wyznam ze boberek Carey byl rownowaznikiem penisa Michaela, dzieki czemu film nie ma punktow karnych.
Bardzo duzy plus za scene randki, scene po randce oraz wizycie w hotelu. Trzy dlugie sceny zagrane bez montazu, z jedna kamera. Wymagalo to duzego zaangazowania aktorskiego i jest b.rzadko spotykane. Te sceny byly creme de la creme w filmie. Szkoda ze w sumie trwaly z 15 minut, a pozostale godzina czydziesci piec zajely inne, ktore mnie nie ujely.
Film warty obejrzenia, zmusza do dyskusji po seansie i nawet jeszcze na drugi dzien. Jak sie spotka kogos, kto to widzial to podnosi sie rozmowa o co chodzilo, dlaczego, co znaczyla dana scena - to ewidentna zaleta tej produkcji. Za to jest 6/10, z delikatna tendencja na 7, ale to musze do tego dojrzec. Nie jest to cos co polecam kazdemu, raczej wanna-be koneserom filmowym.
Ps. publika w kinie nieco zdewastowana byla klimatem i finalnie po seansie jak zapalily sie swiatla widac bylo zmieszanie polaczone z zazenowaniem.
Hugo
i jego zabawka obejrzalem:

Film w rezyserii pana rezysera Martina Scorsese. Klimatyczny, dlugi (over 2h), ze znanymi aktorami (Ben Kingsley, Borat, Jude Law) oraz z dobrym dzieciecym aktorem, ktorego nie znam. Film bajkowy, dzieje sie na dworcu w Paryzu na poczatku XX wieku czy tez nieco pozniej. Mimo ze to Francja to wszyscy mowia po angielsku i maja takie zachowanie angolskie. Fabuly nie powiem, bo w sumie nie ma co opisywac, lepiej obejrzec to (jesli sie ktos zdecyduje) jak sie nic nie wie.
Do polowy ogladalem z zainteresowaniem kiedy mnie wciagnie, potem usnalem, obudzilem sie i juz lecialo w tle, bo nie wciagnelo mnie. Film szczerze mowiac nie wiem dla kogo, dla dzieci za trudne, dla doroslych za dziecinne. Bardzo, ale to bardzo sie ciesze ze nie trafilem do kina na to. Dla mnie 3/10. Na wlasne ryzyko.
Snakes on a plane
Ha, dobry film do dupy obejrzalem:

Dawno zalegly film, klasy C, pastisz zamierzony, cheesy movie do popcornu i sloneczniku i duzej ilosci coli. Bezpretensjonalne filmidlo z katastrofa w tle, bohaterem ratujacym ludzi oraz cyckami.
Fabula: koles na hawajach wpada przypadkiem na azjatyckiego mobstera, ktory morduje prokuratora. Ucieka z miejsca zbrodni, ale badgaje go znajduja w mieszkaniu. Tam go znajduje tez Samuel, ktory 3 strzalami ratuje go przed smiercia. Potem przekonuje do zeznawania przeciwko tej wrednej swini. Ale proces odbywa sie w Los Angeles, wiec trzeba przeleciec sie samolotem. Jako ze pan jest mocno chroniony i nie da sie go zastrzelic, badgaje do samolotu podrzucaja zestaw najbardziej jadowitych wezy swiata, ktorych na dodatek szprycuja feromonami aby byly podraznione i chcialby zabic wszystkich dookola. Niczego nie spodziewajacy sie pasazerowie sa atakowani przez stado wezy - hence tytul filmu.
I jak sie do tego podchodzi na powaznie to po 40 minutach filmu wylaczamy seans, otwieramy lapka i piszemy - co za gnoj. Za to jak sie ma do tego podejscie kpiarskie, to ubaw na maksa. Wsrod pasazerow jest dwojka malych dzieci, rozpustna para ktora bzyka sie w kiblu i oczywiscie ginie pierwsza, koles ktory boi sie latac, slynna osoba, gniewny starszy mezczyzna ktory krzyczy na wszystkich dookola i jeszcze kilka innych klisz. Weze atrakuja w cycki, penisy wystawione w kiblu do sikania, w oko, w gardlo i wslizguja sie w nogawki i pod spodnice. No zeruje to na wszystkim co mozliwe. Kazdy kto ogladal jakikolwiek film katastroficzny usmiechnie sie niejeden raz.
Samuel krwawo rozprawia sie z wezami, piloci samolotu gina, laduje przypadkowy pasazer w ich zastepstwie, bohaterska stewardessa w ostatnim swoim locie jest podpora ruchu oporu przeciwko wezom i finalnie umawia sie na randke z Samuelem. Film 3/10 i kupa smiechu. Jak ktos nie lubi - 0/10. Polecam dla klimatu.
Ps. Film warto obejrzec, bo to byl pierwszy viralowo promowany film w internecie w 2006 roku. Dzialo sie wiele i hype byl ogromny, stad potem bylo zniechecenie wielu krytykow, co nie wyczuli pastiszu i potem sie przejechali po filmie
PS2. Ocena serwisu Rotten Tomatoes jest debest: Snakes on a Plane lives up to its title, featuring snakes on a plane. It isn’t perfect, but then again, it doesn’t need to be. Wystarczy za cala recenzje ;)
Filmowo
Poniewaz chory musi lezec to na lezaco sie oglada. W ciagu ostatnich dni obejrzalem:
- The Way Back (2010) - z Collinem Farrellem, Jimem Sturgessem oraz Edem Harrisem. Film trudny i ciezki, o grupie osob, ktora uciekla z syberyjskiego obozu w 1941 roku i na nogach doszla 6000 km do Indii. Swietnie zagral Colin, rosyjskiego bandyte o dwuznacznym sercu, reszta tez dala rade. Trwalo to nieco za dlugo - 2:10 h, przez co momentami przysypialem ale i tak warto. Ocena 7/10. True story na faktach, co dodaje smaku filmowi. Co prawda wiki twierdzi inaczej, ze sa konrtowersje czy to nie konfabulacja, no ale co tam
- Mean Girls (2004) - taka se opowiastka high-school movie, w rolach glownych Rachel McAdams w roli zlej suki oraz Lindsay Lohan jako niewinna nastolatka trafiajaca do trudnego otoczenia licealnego. bla bla bla, minelo pare dni i tak srednio pamietam co sie tam dzialo wiec film dostaje 4/10. Zabawne tylko ujecia LL sprzed czasow imprez:

- Killers (2009) - komedia z Ashtonem i Katherine Heigl. Ponownie schemat - ona spieta i niespontaniczna (cos ma w sobie ze gra takie postaci), on wyluzowany i stylowy, tym razem agent sluzb specjalnych. Poznaja sie i zakochuja i nie wiem co dalej, bo film tak slaby ze obejrzalem 25 minut i wylaczylem. Ale Ashtona widac:

- My Super Ex-girlfriend (2005) - komedyjka z Uma Thurman w roli superbohaterki, ktora zakochuje sie w niewlasciwym panu, ktory chcial ja tylko puknac a potem zostawic. Ona zas sie zakochala, a bedac porzucona i majac mozliwosci - bardzo uprzykrza zycie swemu eks. Ktory to juz wybral Anne Faris (tutaj slabo wyglada). Film przyjemny, oglada sie zwawo i 6/10. Kilka fajnych scen, m.in. seks w powietrzu oraz transformacja Umy ze zwyklej pani w G-Girl:




Uma w wersji zwyklej wyglada totalnie nieladnie, ale jako Dżi - jest naprawde OG. Film nawet polecam, jest przyjazny dla widza.
Z niedokonczonych syfow jeszcze byl na ekranie Ghost Town z Rickym Gervaisem oraz Big Stan z Robem Schneiderem ale to juz takie kupy ze nawet nie lapia sie na czesciowa recke.
Cudowny film - Stranger Than Fiction - obejrzalem. Z przerwami go ogladalem, bo jakos czasu nie mialem, a mnie jednak kusil. W rolach glownych Will Ferrell i Maggie Gyllenhaal. W pozostalych - Emma Thompson oraz Dustin Hoffman.
Akcja opowiada o kolesiu, ktory cale zycie jest skrepowany swoimi ograniczeniami w glowie, ktory codziennie robi to samo i nawet na milimetr nie zmienia swoich ruchow. Pewnego dnia zaczyna slyszec w glowie narratora opisujacego jego zycie i podejmuje dzialania aby sie dowiedziec co to jest i dlaczego. W efekcie zmienia cale swoje zycie.
Brzmi lame, wiem, ogladalem to z delikatnym niesmakiem ze nie wynaleziono innego sposobu, no ale aktorzy mnie wciagneli. Will zagral przefantastycznie, nie szarzowal w ogole, swietna postac i znakomicie oddal ja. Maggie - coz moge powiedziec, do tej pory jej nie lubilem, dziwilem sie co moze miec w sobie i dlaczego jest aktorka. Po tym filmie wiem.
A scena ktora wklejam, jak Will gra na gitarze i spiewa - rozlozyla mnie na ziemii, ujela za serce, watrobe i umysl i zapadla w pamiec.
Film 7/10, plus znak rzepki, dodatkowy drobny znaczek za wzruszenia ktore towarzyszyly mi przy ogladaniu tego filmu. Serdecznie polecam
Whole Wide World - Wreckless Eric (by lantzn)
Source: youtube.com
One Day
To jest piekny dzien, widzialem dzisiaj przecudowny film, taki, ktory zapada w dusze pelnowymiarowo, gleboko, calkowicie. Zwie sie:

Zabieralem sie do niego z poltora miesiaca, ociagalem sie mocno, mimo ze gra tam jedna z moich ulubienic - Anne Hathaway. Jakos nie moglem sie przemoc, slyszalem ze to ciezki film o zyciu.
A tymczasem okazalo sie ze jest to ciezki film o zyciu, ale jakiz piekny, jak fantastycznie opowiedziany. Historia jest moze banalna - para poznaje sie na koncu studiow, probuja cos przez bardzo krotki moment, nie wychodzi, ale postanawiaja byc przyjaciolmi. I staraja sie, mimo ze zycie ksztaltuje ich w przeroznych kierunkach, serwuje im doly oraz sukcesy. Tych pierwszych znacznie wiecej. Kamera podaza za nimi przez lata, w cieply sposob opowiada i pozwala widzowi wybaczac slabosci bohaterow oraz cieszyc sie z ich radosci
Co wyroznia film, to mega (dla mnie) nowatorskie ujecie opisania historii, czyli pokazywanie bohaterow 15 lipca - czyli w dniu, w ktorym sie spotkali - rok po roku. I to nie kazdego roku, bo czasami tego dnia niewiele sie dzialo godnego wspomnienia. Czasami wazne wydarzenia zyciowe wyradzaly sie 14 sierpnia - wtedy poznajemy sytuacje danej osoby juz po fakcie. Co powoduje, ze kazdy rok to zaskoczenie. I powoduje ze nawet przez chwile sie nie mozna nudzic.
Anne zagrala swietnie, delikatnie, tak jak oczekiwalem. Za partnera miala Jima Sturgessa, czlowieka, ktorego nie znam. Wolalbym kogos innego w tej roli, ale ok, przezylem. Calosciowo film ma 9/10, znak jakosci rzepki i na pewno kupie na blureju. Jakbym mial porownywac ten film do innych, to przychodzi mi do glowy Last Night oraz Blue Valentine - to tej klasy filmy. Serdecznie polecam, naprawde warto. Jak rzadko w obecnym kinie
Zainspirowany gifem pokazujacym Keire Knightley wykonujaca lapdance w filmie Domino (2005 rok), postanowilem go obejrzec. Okazalo sie jednak ze to podla kupa, wiec zrobilem szybki podglad do sceny. Okazuje sie ze gif lepszy. Przy okazji jednak wylapalem kilka fetyszowych ujec mojej angielskiej krolowej kina. Enjoy
Swietna scena, szkoda ze pozostale 110 minut filmu bylo zmarnowane. Slaba popluczyna po Snatchu, Guy Ritchie probuje odzyskac forme, ale jeszcze mu nie wyszlo. Filmu nie polecam, daje 5/10, nie zasluguje na osobna recke - dlatego ze chcialem aby byl dobry, ale zawiodl mnie kompletnie
Gerald Butler & Thandie Newton in Rocknrolla (2008) by Guy Ritchie
Black Snake Moan
Obejrzalem polecany mi film z 2006 roku:

Recka wyjatkowo bedzie krotka, bo niewiele moge powiedziec o filmie. Zapowiadal sie dobrze, trailer robil wrazenie, w obsadzie zdzirowata na maksa Christina Ricci (pokazuje cycki), stary dobry Samuel L. Jackson oraz up and coming Justin T. Czyli niezly miks.
Okazalo sie jednakowoz ze to nieco nudna, klimatycznie nakrecona, ale jednak kupa. Nie wciagnalem sie, wspologladaczka tez nie (moze mielismy nieco tematow to catch up), jedyne co ruszylo to tekst pani w barze do SLJ:
- Oh, Laz, I know you’re hurtin’. But you should know more than me, ain’t no better cure for the blues than some good pussy.
oraz tytulowe ujecie:

z Christina w na czele. Ktora to w tym filmie wyglada jak totalna sucz, kazdy kto lubi taki typ, to ma spory material do mentalnej masturbacji. Ja mimo ze nie przepadam (tia, jasne), to i tak patrzylem z duza sympatia.
Prawdziwym skarbem w filmie jest za to muzyka - cudowny blues, nie tylko dla koneserow. Wlasnie sobie slucham OST, robi tez wrazenie bez obrazu. A moze nawet lepiej ze go nie ma, bo calosc oceniam na 3/10 - po jednym za SLJ, Christine i muzyke. Moze zabraklo cierpliwosci, moze podejscia, nie wiem. Nie wczulem sie i nie potrafie polecic.
PS. Justin w tym filmie gra tak jak ja podczas wizyty u stomatologa mowiac ze myje zeby 2 minuty rano i wieczor. Czyli naprawde nieprzekonywujaco.
A very Harold & Kumar 3D Christmas
Dzisiaj bylem swiadkiem zamordowania pieknego cyklu komedii:

Dwie pierwsze czesci: H&K go to White Castle oraz Guantanamo Bay - to klasyki, jest kilka epickich scen, do ktorych uwielbiam wracac, sa w mojej pamieci oraz w ulubionych na moim koncie na YT. Obie postacie sa charakterystyczne, co wazne, jeden z nich wynalazl 15 lat temu okreslenie MILF grajac w American Pie 1. Jak widac - jestem emocjonalnie zwiazany z tym tytulem. Stad jak kilka miesiecy temu dowiedzialem sie ze jest czesc czecia, to sie mega ucieszylem.
Az do dzisiaj, kiedy obejrzalem te 81 minut filmu (fabula tak slaba, ze wystarczylo na 81 minut, powtorze, nie dociagneli nawet do poltorej godziny) to poczulem ogromny wewnetrzny smutek i jak rzadko, chcialem cofnac czas. Tego sie nie robi, nie bierze sie miliona dolarow za uczestnictwo w takim chlamie - kolesie graja w filmach, serialach - nie potrzebuja mordowac na moich oczach swojego dorobku. Od tej pory jak bede ogladal jedynke lub dwojke, to bede pamietal o marnym koncu. To tak jak patrze na Brigitte Bardot - na zdjecia z lat 60tych: nigdy mnie nie podniecala, bo widze jak strasznie zle sie postarzala i jakim freakiem jest. Wiec obawiam sie ze to samo moze stac sie z H&K.
Przez caly film usmiechnalem sie pol raza - naprawde, tak z przymusu. Nie pomaga obecnosc Dannego Trejo w roli ojca zony Harolda. Nawet Kumar ma tylko jedna zajebista koszulke, a w poprzednich zawsze bylo wiecej. Tutaj mozna kupic wspomniane t-shirty, niestety nie wszystkie.
Ocena: 2/10, za postaci. Karna ocena za morderstwo: 5 pkt. Ocena -3/10. Tego filmu nie ma, nie bylo i nie bedzie i zabraniam o nim wspominac w mojej obecnosci.
Sherlock Holmes: A Game of Shadows
Wybralem sie do kina na:

I bylo to wyjscie metoda eliminacji najwiekszych kup w repertuarze. Padlo na Szerloka finalnie, bo pozostale byly albo zajete, albo byl to Albin i Wiewiorki 3 i Dziewczyna z tatuazem na ktora nigdy nie pojde, bo ksiazka byla super a filmy wiesniackie. Pierwsza czesc Sherlocka lubilem, podobala mi sie i nawet dalem wysoka ocene.
W tej czesci Watson wybiera sie do oltarza, Holmes “organizuje” mu wieczor kawalerski, w miedzyczasie rozwiazujac zawila zagadke kryminalna. Pojawia sie na chwileczke Rachel McAdams i szybko znika jak sie okazuje dokumentnie. Niestety, bo liczylem na jej dluzsza obecnosc. No i Watson zeni sie na drugi dzien (scena pobudki przed kosciolem na kacu jest szalenczo zabawna), jedzie w podroz poslubna, ale pojawia sie jego przyjaciel, wyrzuca z pociagu zone do rzeki i dalej jada we dwojke po Europie ratowac zachodnia cywilizacje przed wojna swiatowa.
Wszystko jest w konwencji lobuzersko - kryminalnej, ujecia i montaz jest fantastyczny, Guy Ritchie w najlepszej formie. Sceny walk, strzelanin oraz wybuchow - nakrecone rewelacyjnie. To co jest znakiem rozpoznawczym - czyli jak Sherlock obrazuje sobie w glowie co sie wydarzy w ciagu najblizszych 10 sekund - tez pojawia sie kilka razy i co wazne - zawsze budzi usmiech, bo jest rozwiazane niekonwencjonalnie (czyli nie tak sobie to Holmes wymysla). Fabula - tez jest calkiem ok, mimo ze w sumie jest w tle. Najwiekszy zjazd jest w okolicach Niemiec i biegu przez las, ale i tak daje caly czas rade.
Aktorsko film sie broni, nie ma co ukrywac, ten film jest dla fanow Roberta i Jude. Obaj sa po prostu swietni, graja swoje przypisane role i sa w konwencji. Plus zabojczo przystojni. Oddalbym 8 palcow u nog aby wygladac tak jak Robert, no ale coz.
Calosciowo - 8/10 i znak jakosci rzepki. Warto obejrzec a ja dochodze do wniosku ze ten film - razem z jedynka - trafi u mnie na poleczke w wersji bluray. Bo jest to kino akcji na dobrym, solidnie dowcipnym poziomie i co wazne - z mozliwoscia ogladania kilka razy. Lub w wersji extended. Na minus - kolejny raz brak dobrej babeczki i jakichs scen - no ale nie mozna miec wszystkiego
Chick Flick Movie Night
Lazac sobie po IMDB trafilem na liste 55 chick flicks of all time. Mowie sobie - ostatnie proby przerzucenia sie na kino ambitne powiodly sie tak sobie, czas na niewymagajace myslenia filmy. Wiec na szybko wybralem 3 z listy i zapuscilem sobie w niedzielne popoludnie i wieczor.
Zalozenie bylo proste - mam cole zero, 150 g slonecznika (500kcal/100g), pol kilo mandarynek, kocyk i caly wieczor dla siebie. Przygotowalem tez chusteczki na wypadek lez wzruszenia oraz tez otworzylem sie na problemy ludzi. Na poczatek polecial film “What’s your number”:

Film wybralem dla Anny Faris, ktora bardzo lubie - ma little slutty wyglad, niezla mimike, jest hot i w ogole. Fabula jest calkiem prosta: panna orientuje sie ze ma 19 facetow na koncie, czyta artykul w Marie Claire ze avg to 10,5 mezczyzny w zyciu, a jak sie przekroczy 20, to 96% kobiet nie ma szans na malzenstwo. Slubuje wiec sobie i przyjaciolkom, ze kolejny z ktorym sie bzyknie to bedzie jej luby z ktorym trafi przed oltarz. A nastepnie upija sie i bzyka sie po raz 20ty. Zrozpaczona probuje odszukac swoich ex, sprawdzajac czy ktorys z nich sie do czegos nadaje i moze jest materialem na meza. W poszukiwaniach pomaga jej przystojny sasiad z naprzeciwka, ktory ma tyle miesni co ja i trzech moich kolegow. Nie trzeba byc weteranem tego typu filmow aby sie domyslic, ze on bedzie jej wybrancem. Niestety tworcom zajelo az 102 minuty doprowadzenie do szczesliwego finalu, ja wytrzymalem bo lubie Anne.
Film obstawilo Apple:

mi sie podobalo i daje 6/10. Ale radze trzymac sie z daleka, bo bylem jeszcze w formie do ogladania. Anna wygladala calkiem ok, ale nie tak hot jak w filmie Just Friends.

Pelen nadziei rozpoczalem drugi seans, na tapete poszly Wyznania Zakupoholiczki:

Powiem tak: John Goodman, Joan Cusack (strasznie sie postarzala btw), John Lithgow, Kristin Scott-Thomas - ewidentnie byli pod kreska i potrzebowali kasy, ze zagrali w tym gownie. Bohaterka filmu, ktory po czesci przypomina Diabel ubiera sie u Prady - robi kariere w pismie finansowym, gdzie pracuje przypadkowo, bo jej celem jest praca w czasopismie o modzie. W finansach pisze z punktu widzenia normalnej osoby, swoje porownania robi na bazie swojego podejscia impulsywnego do zakupow i jest to hit i w ogole. Sama jest zadluzona, bo ma uzaleznienie i bla bla bla bla bla. Totalne padlo, ocena 2/10. Na plus - film przypomnial mi zapomiana aktorke Leslie Bibb:

ktorej nazwisko trafia do trackowanych tagow na tumblerku. Absolutnie filmu nie polecam.
Juz oslabiony mentalnie wrzucilem na koniec post high-school movie:

Fabula: w liceum piekna panna znecala sie nad nerdem, minelo kilka lat, nerd jest ladna, succesful pania robiaca kariere w LA, ktora wraca na miejsce zbrodni i dowiaduje sie ze jej brat zamierza ozenic sie z ta pizdencja. No i robi podchody aby uniemozliwic ten slub, nie potrafiac przezyc lat upokorzen. W tle jakies badziewne klimaty, to wszystko trwa dlugo za dlugo. Na liscie plac Sigurney Weaver, Jamie Lee-Curtis, Bette White - ktore ewidentnie mialy problem z kasa znowu. Film przewijalem w polowie, jedynym plusem okazala sie pani Odette Annable

ktora juz jest trackowana na tumblerku. Film, poniewaz polowe przewijalem ma urocze 1,5/10. I tego to juz totalnie nie polecam.
Podsumowujac te trzy filmy stwierdzam, ze bardzo smutne jest to, ze koncentruje sie uwaga bohaterek na tym aby zlapac meza, aby byc szczesliwa “przy kims”, ze ktos bez partnera/ki to jest godzien wspolczucia oraz ze malzenstwa sa pokazane jako cos niesamowicie szczesliwego i super fajnego na zawsze i jako cel zyciowy. Robia ludziom wode z mozgu. Na plus - w filmach tych gra specjalny typ aktorek: hotties! Ktorych celem jest dostanie sie do bardziej powaznych produkcji. Na minus - calkowity brak nagosci. No ale od tego sa dramaty obyczajowe itd. Strata czasu? Niewatpliwie, ale z drugiej strony czlowiek wstaje pogodny i w dobrym nastroju - nikt tam nie ma raka ani nie spotyka sie z problemami na skale swiatowa.
Dobranoc

