Lasagne ze szpinakiem
Dawien dawno nie pisalem nic o tym co gotuje, bo nie mialo to sensu. Po co opisywac ze sie pieklo frytki w piekarniku albo ze nie wyszlo mi ugotowanie zamrozonych kopytek. Generalnie weny nie bylo a jak cos juz robilem to nie bylo szalu. Wiec tym bardziej sie ciesze ze wracam na szlak dla zawodowcow ;)
Do potrawy z tytulu mialem kilka podejsc juz, a za kazdym razem czegos brakowalo. Generalnie wchodzilo do srodka, ale szalu nie bylo i nie czulem satysfakcji kucharskiej. Wczoraj zrobilem to na impreze, juz nie liczac sie z tym ze wyjdzie, wiec olalem fotografowanie, niemniej mam nadzieje ze to nie przeszkodzi w odbiorze ;)
W sieci jest tona przepisow na lazanie, w wiekszosci jest to samo (sos beszamelowy - bleee i/lub - obgotuj platy makaronu aby nie byly twarde - stupid). To co ponizej to jest moj prywatny na krwi wlasnej i zoladku przepis, z drobna porada Szy
Po pierwsze - skladniki:
- 600 gram (nie mniej) szpinaku w lisciach. Proponuje Froste lub Bonduelle (Bondu ma 400 gram opakowanie, ale mozna tylko czesc wrzucic). Absolutnie nie bawimy sie w miazge szpinakowa albo szpinak w sosie smietanowym. Tylko szpinak lisciasty, z okazji tego ze wiosna - zamrozony. Jak ktos ma swiezy i umie go obrobic - prosze bardzo.
- 250 gram sera plesniowego typu lazur, albo inne blue. Ma smierdziec. Im bardziej smierdzi, tym bardziej go kochamy
- 2 opakowania mozarelli (czyli 250 gram), pol albo male opakowanie ricotty (potrzebne ok 150 gram)
- smietana 12% pol litra
- ser zolty starty
- glowka czosnku, jedna cebulka
Zaczynamy akcje
- podsmazamy drobno pokrojony czosnek i cebulke, jak sie podrumienia wrzucamy uprzednio rozmrozony szpinak
- jak sie zrobi na zielonomi to wrzucamy smierdzioszka
- pyrka z 5 minut, miesza sie i przechodzi soba, dorzucamy ricotte, ktora w piekny sposob spulchnia mase i jest bialo zielono - jakby zolnierze Allaha szli na dzihad
W tym momencie zdejmujemy z kuchenki i zaczynamy rozgrzewac piekarnik - 180 stopni.
- na dnie polewamy oliwa/olejem/maslem - aby nie przywarlo. Kladziemy pierwsza warstwe platow NIEOBGOTOWANYCH lazani
- na to waska warstwa szpinaku
- lasagne
- szpinak
- lasagne
- szpinak
- lasagne
- na 3 warstwy szpinaku (dlatego powinnobyc go duzo, stad 600 gram a nie 300) kladziemy jedna warstwe mozarelli- kroimy w plastry i ukladamy na platach makaronu
I wyglada to nieco jak tak:

(podpowiedz - lasagne w prawej czesci ekranu)
- na mozarelle finalne platy lazanii
- rozsmarowujemy smietane na tym
- na to drobno starty ser, ktorego jakosc starcia decyduje o smaku potrawy, prawda Darek :)?
- posypujemy przyprawami - ja pieprzem
O dziwo dla mnie - zapomnialem to wszystko zabic sola, ktorej zapomnialem dodac. Co chyba mialo wplyw na smak. Pozwolilem piec sie temu przez okolo 20 - 30 minut - na tak zwany wech to wyszlo i wyciagnalem z piekarnika.
Bylo absolutnie pyszne, od dawien dawna nie mialem potrawy do ktorej nie mialbym uwag. Jedynie co mam do tej lazanii, to ze miala za duzo kalorii oraz ze zjadlem dwie porcje. Zostalem pochwalony nawet przez Marte, ktora byla zwolennikiem beszamelu i powiedziala ze go nie brakuje.
Czas robienia - okolo 1h 10 min z pieczeniem. Koszt - okolo 60 pln n 4 osoby, co jest totalnie nic nie znaczaca kwota. Polecam szczerze i sam sobie przybijam hajfajwa za wytrwalosc ;)
Ps. dziekuje za towarzystwo.
Risotto wegetarianskie a’la półmeksykanskie
Postanowilem podzielic sie daniem szybkim i bardzo prostym, and yet, czesto robionym w nieprawidlowy sposob. Mianowicie mowa o risotto. Wielokrotnie spotkalem sie z czym takim, ze ktos smazy warzywa na patelni, albo o zgrozo jest to mrozonka - typu “chinska mieszanka”, do tego wrzuca sie ugotowany bialy ryz, zabarwia sie koncentratem pomidorowym i voila, mamy risotto. A to jest jak polska kawa po turecku, gdyby prawdziwy Turas zobaczyl co sie pije w biurach od 7 do 15 to wzniecilby ponownie atak na Wieden.
A robi sie to inaczej i bardzo prosto. Bierzemy dwie cebule i czosnek, łupiemy na kawalki:

i wrzucamy na patelnie na olej. Olej niech bedzie jakis dobry, a nie syf, w koncu nie chcemy sobie robic krzywdy i paść się jakąś żenadą. Smazymy sobie delikatnie i wyglada to tak:

Piekna barwa jaka uzyskalem to efekt zastosowania oleju rzepakowego zmieszanego z olejem z palmy - do nabycia w Piotrze i Pawle, czyli jak roboczo to nazywam: w pipie. Olej naprawde wart grzechu. Dodajemy do tego 3 torebki ryzu. I znowu, nie bawimy sie w bialy ryz, bo to zart, idziemy np w arborio albo inny taki jakis ladny:

Wsypujemy suchy nieugotowany ryz na patelnie, mieszamy sobie z cebula i czosnkiem i prezentuje sie to ladnie slicznie i niejadalnie. Po 3 minutach wrzucam na to fasole z puszki:

mieszam i robi sie niejadalna papka. I zalewamy to bulionem - tak ze 300 ml, robi sie niejadalna papka z duza iloscia wody, ktora przyprawiamy jak chcemy (bazylia, majeranek, oregano, kurkuma, curry, papryka - co mamy pod reka albo co nam w duszy gra):

I na srednim ogniu odparowujemy. Suchy ryz bardzo ladnie chlonie soczek, dzieki czemu za okolo 7-8 minut poprawiamy kolejna porcla bulionu. Jak osiagnie pozadany przez nas poziom twardosci ryzu to sciagamy z kuchenki, kladziemy na talerz i przystrajamy fantazyjnie

I w ten sposob mamy po 25 minutach prawdziwe, smaczne risotto. Nazwalem je roboczo półmeksykanskie, bo to fasola, jakby dodac jeszcze kukurydze to juz skojarzeniowo bylby Meksyk.
Totalny brak wyrafinowania, ale mozna jesc i jesc. Uprzedzam ze ma to duzo kalorii, bo niestety ryz ma w sobie to cos. Pod browar i dobry film - idealne. Dobrze sie rowniez sprawdza na drugi dzien do mikrofali, wiec mozna robic podwojna porcje. Skladniki powyzej wystarczaja dla 2 zarlocznych osob, lub dla 4 eleganckich, ktorzy nie objadaja sie w towarzystwie.
Conchiglioni ze szpinakiem w sosie beszamelowym i pomidowowym zapiekane z serem
Od paru dni za mna chodzilo zrobienie czegos takiego, samemu nie chcialo mi sie tego jesc, wiec podstepnie zaprosilem gosci i zabralem sie za gotowanie. Oto lista skladnikow na start:

makaron typu muszelka, szpinak (preferowane liscie, ale moze byc poszarpany), ser smierdzacy (gorgonzola, lazur itd), ser zolty do starcia, cebula, czosnek, smietana 12% 400 ml, maslo, puszka pomidorow. Koszt - ok 30-40 pln, w zaleznosci od gatunku skladnikow. Przepis jest w miare prosty, ale wymaga niezlego ogarniecia w kuchni na wysokich obrotach przez 10 - 15 minut, gdyz pare rzeczy robimy na raz.
Najpierw robimy szpinak. Na patelnie wrzucamy troche masla, na to szpinak i do szpinaku po jego rozmrozeniu sie wrzucamy ser smierdzacy,

czosnek przepuszczony przez praske (ja wrzucilem 3 duze zabki gdyz nie planuje wieczornego kissingu) oraz za jakis czas sporo smietany. I to sie w sobie tam grzeje, przechodzi smakami, do tego wrzucamy sol, pieprz i co nam wpadnie do glowy. Wydaje mi sie ze pasowalyby tam jeszcze orzechy wloskie, ale nie wkladalem tym razem. Ogolem - ma to byc farsz taki podgestnialy, nielejacy sie przez lyzke.
Rownoczesnie do wrzacej wody na 5-6 minut wrzucamy muszelki aby sie podgotowaly, ale aby byly twardawe - absolutnie nie maja sie rozgotowac. Na trzeciej patelni robimy tradycyjny sos pomidorowy do makaronu: czyli posiekana cebulke i posiekany czosnek smazymy na oleju, po 3 minutach zarzucamy sosem pomidorowym z puszki, posypujemy bazylia i pozwalamy aby odparowywal. PRzez moment wyglada to tak:

Makaron zrzucamy na durszlak, sos pomidorowy zas wrzucamy na dol naczynia do zapiekania (ja niestety mam tylko blaszke)

Potem pracowicie nadziewamy muszelki farszem szpinakowym, zajmuje to okolo 10 minut, ale wyglada smakowicie:

W miedzyczasie nagrzewamy piekarnik do 180 stopni. Robimy rowniez sos beszamelowy, ale poniewaz ja nie umiem, to zrobila go pani Gosc. Wiem tylko ze beszamel to mleko, maka i maslo rozgrzane i zmieszane. Sosem tym polewamy muszelki ze szpinakiem, wyglada to przez chwile jak bukkake (tekst wieczoru: “o, to slowo tez wiem co znaczy po angielsku”), posypujemy serem zoltym i przyprawami. Wrzucamy do piekarnika na 15 minut i wyglada to niespecjalnie:

na talerzu nawet jeszcze gorzej:

ALE….
finalnie w buzi jest naprawde smaczne. Szpinak laczy sie w ciekawy sposob z pomidorami, smaki sie mieszaja i sa bardzo barwne, jest to bardzo podatne na kierunek jaki chce nadac kucharz - moze byc ostre, slone lub mialkie - poniewaz szpinak sie adaptuje do tego czym go przysypiemy. Ewentualnie zmodyfikowalbym to tym, ze olalbym beszamel i zarzucil zwykla smietana, ale to byloby juz prostackie.
Calosc trwa okolo godziny, jest kaloryczne, nieefektowne, ale mozna sie mocno najesc. Ogolem zachecam do szpinaku w muszelkach - i zapiekaniu w dowolnym sosie.
Replaj
Tumbler naprawde powinien pozwolic na replaje do replajow, bo to zena ze trzeba robic to w ten sposob:

W damskim tak, ale nie wiem czy to bylaby na dluga mete dobra decyzja :)

Dziekuje za mile slowa. Wiecej przepisow pod tym linkiem - czesc jeszcze z miesem

Great minds think alike, indeed ;)
Szkoła gotowania wegetariańskiego Don Rzepki
A se zrobilem 2 godziny w kuchni, bo w koncu co, moge. Postanowilem zrobic canneloni zapiekane z wegetarianskim farszem. Poniewaz nie do konca czulem sie pewnie w wersji bez miesa (zawsze do tej pory bylo to megamiesna opcja), to poszedlem w asekuracyjna wersje dwutorowa. Postanowilem zrobic canneloni ze szpinakiem, oraz z mieszanka warzywna.
Zakupilem to:

dwa opakowania canneloni Lubelli, szpinak Bonduelle lisciasty, papryke czerwona, dwie puszki pomidorow calych, mieszanke meksykanska Bonduelle, cebule (4 male), zielone oliwki, dwie duze smietany 12% oraz 2 glowki czosnku i ser zolty do starcia na wiorki.
Zaczynamy wersje szpinak. Otoz obieramy 2 glowki czosnku, siekamy go na calkiem male kawalki, smazymy na wolnym ogniu i wrzucamy papryczki ostre (jak nie, to mozemy posypac papryka), dorzucamy szpinak i wyglada to tak:

niech to sie troszke poddusi i pomeczy ze soba i przejdzie, jak pasazer PKP aromatem wagonu. Przy okazji sprzedam moj ulubiony dowcip szpinakowy:
- co ma wspolnego szpinak i seks analny
- szansa jest, ze jak bylo sie do tego zmuszanym za mlodu, nie lubi sie tego w wieku doroslym
Po tej krotkiej facecji wracamy do przepisu, zarzucamy smietana (jednym opakowaniem duzym, 400 ml) i wyglada to tak:

Odstawiamy na bok, idziemy do drugiej bazy, czyli do przekladanca warzywnego. Otoz kroimy na kosteczke 3-4 srednie cebule, do tego dorzucamy jedna czerwona papryke pokrojona na kawaleczki, do tego oliwki zielone posiekane - pozwalamy sie smazyc przez kilka minut. Dorzucamy do tego mieszanke meksykanska Bonduelle i wyglada to tak:

Do tego wrzucamy dwie puszki pomidorow, a finalnie tak dla smaku podlewamy resztka smietany z pierwszego opakowania 400 ml i jeszcze wrzucamy pieprz, b(r)azylie i to co mamy pod reka aby finalnie wyszedl taki sos, stojacy kolo swojego brata:

Teraz mega upierdliwa czesc - czyli wrzucanie do srodka canneloni farszu - spokojnie na to idzie 30 minut. Ale ja to lubie, wiec nie jest to harassment. Kladziemy na blaszce kolo siebie:
a potem smarujemy smietana na wierzchu, posypujemy wiorkami sera zoltego, walimy przyprawy jakie nam pasuja i wyglada finalnie przed wlozeniem tak:


Moja pierwsza zupa
Bedac po wynikach krwi, co wykazaly niski poziom zelaza bedacy efektem niejedzenia miesa, poszukalem w necie info co mozna jesc by byc zdrowym (pieknym to juz wiem jak). Okazalo sie ze jednym z fajniejszych zrodel zelaza sa rosliny straczkowe, a wsrod nich soczewica. No to rzut do sklepu, dorwalem ja w wersji czerwonej no i postanowilem zrobic sobie zupe. Taka prawdziwa, z przepisu. Do tej pory musze wyznac, ze mimo jezusa na karku - nigdy sie za to nie bralem bo mialem fachowcow w okolicy, a jak juz cos, to robilem w wersji instant Winiary i inne takie.
Startujemy. Pol kilo soczewicy zalewamy wrzatkiem na 30 minut w letko osolonej wodzie, by poznala uroki centralnego ogrzewania i aby pozwolila sobie zmięc. Soczewica w odroznieniu od grochu czy fasoli nie potrzebuje lokaty typu overnight, tylko wlasnie wystarczy 30 minut. Moczaca sie soczewica wyglada tak:

To sie odmacza przez 30 minut, w miedzyczasie wlaczamy sobie Sons of Anarchy 1x03, krecac glowa na to ze z serialami chuj obecnie jest. No ale ogladamy jednym okiem, a drugim kroimy cebule. Jest to profilaktyczne, dzieki czemu lzawi nam tylko jedno oczko. Myslimy o swiecie, kursie euro i o wyjezdzie na narty, w ten sposob mija 30 minut.
Garnek z soczewica trafia na ogien / plytke termoceramiczna / gaz i sie pyrka. Na drugim smazymy posiekane cebule (2 srednio duze) na oliwie najlepiej, jak sie nieco zrumienia wrzucamy do soczewicy. Wyglada to naprawde niesmacznie i chce sie wyjsc:

No ale sie nie poddajemy, bo prawdziwy mezczyzna zawsze konczy, wiec scieramy na tarce zestaw do zupy, czyli: 3 marchewki, pol selera, 2 pietruszki i por - z tzw tacki, dostepnej na terenie calego kraju. Po starciu wyglada to tak oto smakowicie:

Bystre oko i uwazny czytelnik zauwazy, ze pora pokroilem na plasterki a nie starlem. Ten kto zauwazyl moze sobie dac plusika w kucharskim kajeciku. To co powyzej wrzucamy do soczewicy z cebula. Robi sie juz gesto. Mieszanina sobie pyrka i robimy male awantury przyprawowe:
- solimy
- pieprzymy ew paprykujemy
- dorzucamy majeranku, duzo jak kto lubi
- mozna dodac tzw vegety / kucharka / ziaren smaku
To co dodacie to wasz gust ma podpowiedziec. Ja dodalem odrobine soli, bo nie lubie jak jest slono oraz duzo ostrego stuffu. Potem dorzucilem jeszcze pol kilo soli, bo stwierdzilem ze nie bede sie oszukiwal ze juz nie sole. Sole i bede to robil do konca zycia. Mojego lub jej.
Finalnie dorzucamy koncentrat pomidorowy z puszeczki - ma dodac takiego posmaku pomidorow. Jak jest lato i pomidory soczyste, to mozna pomidorki. O tej porze byloby to travesty, bo te pomidory to nie sa pomidory. Pomidory z lata spuscilyby wpierdol tym z listopada za podszywanie sie pod nazwe (i juz widac efekt ogladania Sons of Anarchy). Jak kto chce to moze jeszcze wcisnac 3-4 zabki czosnku.
Zupa wyglada tak:

i jest absolutnie smaczna, gesta, prawie ze krem. Lyzka stoi w talerzu wrecz. Zrobilem tego tak duzo ze wystarczy mi do srody. Ktos moze chce zupy?
EDIT:
- czas: 1h15 min (30 min odmaczania included)
- dla: 9 osob
- koszt: 10 pln + przyprawy
Szkoła gotowania wegetariańskiego Don Rzepki
Nie bylo rok, albo i nawet dluzej - od kiedy zamiescilem ostatni post z listy: jak przyjemnie i latwo gotowac sobie w sposob nieco niebanalny. A tak mnie naszlo dzisiaj, aby zrobic sobie dobrze, wiec odswiezam watek. Stad umiescilem na pasku bocznym liste moich przepisikow (niesmowicie miesnych, afe), a teraz zaczynam watek z zarciem wegetarianskim, ktore uprawiam od prawie pol roku.
Tak sobie szukalem pomyslu na jedzenie zgodnego z tym co mam w lodowce i w szafce i wyszlo mi ze zrobie sobie risotto z kurkami i szpinakiem.
Zaczynamy prosto - kroimy cebule na drobne kawalki (taka srednioduza) oraz kurki (ja mialem marynowane, ale mysle ze swiezo rozmrozone tez sie da, swieze odpadaja, bo przeciez maja totalnie usyfione blaszki i komu sie chce z tym meczyc, no niggga pls)

pokrojone lezy i czeka, a my w tym miedzyczasie wrzucamy szpinak na patelnie (uprzednio rozmrozone 500 gram Hortexu, nie uznaje bowiem lisci, nie umiem sie z nimi porozumiec), wrzucamy tam 4 zabki czosnku przecisniete przez wyciskarke i troche smazymy na patelni, nieduzo. Dla przypomnienia, szpinak wyglada tak:

to biale to czosnek. Czyli mamy stan taki: szpinak lezy i czeka, cebula i kurki leza i czekaja. Bierzemy gleboka patelnie typu wok i stawiamy na kuchence, polewamy olejem albo maslem (ja mialem olej dobrej jakosci z papryka na dnie, wiec smakowy, jak ktos lubi tluszcz i duzy brzuch to moze wrzucic sporo masla), na to kladziemy rzeczone kurki i cebule, smazy sie to ladnie, zapachy sie roztaczaja, wiec chowamy pranie do drugiego pokoju, chyba ze chcemy pachniec cebula a nie plynem Lenor. Po 3-5 minutach wrzucamy do patelni 3 torebki ryzu. Powinien to byc ryz typu arborio, bo jest do tego stworzony, ale z pewnoscia nie macie. Ja mialem saszetke parboiled i dwa syfiaste ryze biale. Wrzucamy na patelnie i smazymy:

Brzmi troche dziwnie - smazyc twardy ryz, wiem, czulem to samo, ale okazuje sie ze ma to sęs. Miesza sie to slicznie z kurkami i cebula, robi sie sliczna masa. I przechodzimy do kolejnego kroku, a mianowicie robimy bulion (okolo pol litra tego) z dwoch kostek Knorr lub Winiary. Ja zrobilem warzywny, ale z kurczaka tez nie problem dla wege-people, to kurczaka tam w ogole nie ma. Bulion wyglada tak:

I podlewamy stopniowo ten ryz bulionem - pieknie wchlania plyny, pecznieje i mieknie.

Ogien (lub plyta termiczna) na maksa, podlewamy bulionem caly czas i potem zmniejszamy ocieplenie, aby sie w sobie zmieszalo. Po okolo 5-8 minutach wrzucamy szpinak, ktory wiernie na nas czeka z boku, jak Ojczyzna na Jaroslawa Kaczynskiego

Mieszamy to na wolnym ogniu i dorzucamy starty parmezan - nie ukrywam ze dla smaku i lansu. Parmezan dodaje dodatkowego poziomu doznan dla podniebienia, pamietajmy bowiem ze szpinak sam w sobie to zielone cos tam cos tam bez smaku.
Po 2-3 minutach jak sie to wszystko pomiesza, wrzucamy na talerz i podajemy do stolu

Na boku mozna polozyc jakas ostry sos wietnamski albo ogorek kiszony - jak ktos chce sobie to urozmaicic. Samo risotto jest naprawde zajebiscie zmaczne i wszechstronne. Jest tez - co wazne - syte, gdyz ryz szybko zapycha. I co wazne - nie zabijamy zwierzatek.
Calosc przygotowania zajmuje jakies 40 minut, nie liczac czasu na krojenie cebuli i płacze. Koszt - 3 pln ryz, 5 pln szpinak, 20 gr cebula, kurki po znajomosci od grzybiarzy, 1 pln kostki warzywne, 50 groszy czosnek - w sumie - okolo 10 zlotych. Totalnie niewiele, pokazuje ze wege tez moze a mieso kosztuje najwiecej.
Ktos chetny na porcję?
Czasami Dukan potrafi zmusic do tak potrzebnego zajecia sie czyms prozaicznym. Jak sie nie mysli to sie robi najlepsze zarcie. Mniam zapiekane pulpeciki z wloskim speck stagionato w sosie pomidorowym
Szkola gotowania roztrzepanego Don Rzepki
Na starcie drobne info od ojca prowadzacego: mowie na siebie don, gdyz lubie a jak ktos uwaza ze to pretensjonalne - to ma racje. Zgadzam sie w 105%, te 5% nadwyzki to oczywiscie browar Heineken ktory jest moim ulubiencem. W kazdym razie zapraszam na kolejny odcinek szkoly gotowania
Obudzilem sie z kurkami w zamrazalniku i z koncepcja, ze cos wymysle z nimi. Pogrzebalem w necie i znalazlem przepis. Jak ktos chce opuscic strone, to prosze, oto link. Polecialem do sklepu i kupilem 800 gram szynki, cebule, ziemniaki i smietane. Inwestycja w granicach 30 pln.
Zaczalem od wstawienia szynki do piekarnika, nadziewajac ja wczesniej czosnkiem

potem nacieramy ja wszystkim co nam wpadnie w rece i wstawiamy do piekarnika, na 180 stopni na 50 minut

W miedzyczasie do wrzacej wody wrzucamy kurki i gotujemy z 10 minut, dodajac odrobine ocetu. Zapobiega to gorzkosci grzybkow.

potem odcedzamy i czekamy na lepsze czasy. In the meanwhile szatkujemy z 4 srednio-duze cebule na male kawalki i smazymy na masle. wiem wiem, kwasy tluszczowe czy jakies tam srakie, nie powinno sie smazyc na masle. Ale nasz narod przez lata uzywal masla do smazenia i zyl. smazymy te cebulke i dodajemy kurki po tym jak sie juz troche zrobia (jak my po 4 browcach)

Dodajemy do tego szklanice bulionu (jakiekolwiek drobiowe Winiary czy inne takie) i wyglada i pachnie slicznie

W miedzyczasie malo romantycznie obieramy ziemniaczory, bo zapomnielismy w Tesco kupic pyzy lub kopytka, wiec zostaje nam narodowy posilek ziemniaczany. Zdjecia gotujacych sie ziemniakow nie podam, bo mam swoja intymnosc.
Do patelni jak sie bulion wygotuje, to dorzucamy 2 sztuki smietany 18%, aby bylo milo i wygladalo slicznie:

I powinno juz to wszystko ladnie wygladac, mieso powinno byc gotowe, ziemniaki ugotowane i voila. Jednakowoz jako zem z glowa w chmurach, to ziemniaki twarde a miesko niedopieczone - jak widac timing zle rozlozony. no ale I don’t care, czas improwizowac:

Wiec przedsiebiorczo kroje mieso na kawalki i polewam winem Cote, ktore jest najlepsze na swiecie w kategoriach cenowych 10 - 15 pln i pozwalam sie gotowac dalej. Tak samo ziemniakom. Jedynie sos smietanowo - kurkowy odstawiam aby przezyl i sie nie zwarzyl.
No i teraz odstawiam ziemniaki, sprawdzam miecho:

i odlewam soki, zarzucam sosem kurkowym i jeszcze na chwilke wrzucam do piekarnika - juz tylko na 5-8 min, az sie ziemniaki zrobia

W kosciach czuje ze cos spartolilem, najprawdopodobniej mieso, bo sos smaczny jest, no ale sie obaczy. Relacja z jedzenia bedzie w edicie.
EDIT: mieso wyszlo twarde i nie zjadlem go. Nawet gruby kot go nie tknal a on je wszystko. Czyli prawda byla - trza poledwiczki wieprzowe a nei kawal miecha. Takie miecho sie sola zmiekczajaca naciera a nie tak atakuje sie wprost jak nierozgrzana kobiete. W kazdym razie potrawa 4+/5. Minus pol punktu za kalorycznosc
Moje dzisiejsze dzielo. Wariacja na temat tej lekcji, tym razem maczbetta ;).
EDIT: nie wyszlo tą razą to, ze sos był za rzadki. Nie chcialem gestego, wiec musial fiut wyskoczyc w wersji rzadkiej. Nicto, za czecim razem bedzie trafione
Szkola szypkiego gotowania imienia don Rzepki
Czas na swinke - klasyczne: chcesz mnie swinia karmic? - w dzisiejszym wykonaniu krotko przedstawie. Z powodu tego zem otumaniony po wczoraj, to zapomnialem o zdjeciach posrednich. Wiec bedzie wiecej tekstu, malo fotek.
Kupujemy poledwiczke wieprzowa, kroimy na plastry, solimy i posypujemy byle jaka przyprawa. Odkladamy na bok. Kroimy jedna duza cebule na dowolne kawalki, kroimy jedna papryke na dowolne kawalki i wrzucamy na patelnie. Smaza sie te warzywa przez chwile, wrzucamy za momęt poledwiczke, sypiemy co mamy pod reka, pieprz, przyprawe do szaszlykow, przyprawe do grilla - ma byc po prostu to co wpadnie w dlon. Przykladowo oregano also tez moze byc. Po 3 minutach smazenia z poledwiczka zalewamy to ciemnym sosem do pieczeni Knorra - i potem to na wolnym ogniu sie mietosi ok 10 minut. Potem wylaczamy. Wyglada to tak

Podajemy z ziemniaczkami. Miesko jest na maksa mieciutkie, smaczne a sos dopelnia smak. Czas operacyjny 29 minut, koszt ok 20 pln. Polecam
Ps. Miejsce mezczyzny jest przy garach :)
Miesna szkola gotowania imienia gloomy don Rzepki
Dzisiaj gowniany dzien, pogoda pod psem, wstalem prawa noga (jako lewus mowie na odwrot), jestem gruby jak swinia po wczorajszej tekili i przedwczorajszym kebabie, wiec przyszedl czas na bialkowy gowniany dzien doktora Dukana. Caly dzien przeskrobalem na serkach i jogurtach, do domu jechalem z mysla ze sie rozchmurze kiczen workingiem. Przepis mialem w glowie od Lisa, wiec mialem baziks, a potem pomodyfikowalem.
Startujemy od piersi kurczaka, rozbijamy na plasko, czym iszczymy delikatna strukture miesa, ale we don’t care, bo ma to byc rozklapane by sie zwijalo w trabke. Wyglada to tak (w niesmiertelnej foremce):

przyprawiamy je z kazdej strony czym popadnie. Mi wpadlo w rece przyprawa do gyrosa, do szaszlykow i jeszcze oregano. W miedzyczasie w szale przyprawiania wyciagamy mieso mielone i wrzucamy do miseczki, dorzucamy pokrojona cebulke i przyprawiamy w szale przyprawiania mieso. Mozecie zgadnac jakie przyprawy uzylem :D

Z mieska robimy kulki i wkladamy w srodek rozklepanej piersi. Zawijamy dellikwentow i ukladamy na foremce

dokladamy na to pokrojona mozarelle, aby w piekarniku sie ladnie zapiekla z mieskiem, dokladamy makaron

i zalewamy to wszystko sosem smietanowo - jogurtowym z elementami czosnku i musztardy. Solimy rowniez ten sosik i polewamy to co w srodku. W miejscach gdzie makaron kladziemy dodatkowo wczorajszy pomidor z lodowki i resztki cebuli, ktore dokladamy bo szkoda wyrzucic a jutro beda niedobre. Calosc wyglada tak:

Ladujemy na 40 minut do piekarnika na 200 stopni. albo na godzine. Chyba. Bo wlasnie sie robi. Generalnie zasada - jak zacznie dobrze pachniec to nalezy poczekac jeszcze parenascie minut, aby wszystko sie zapieklo dobrze.
I siedzimy przed kompem piszac recke nie wiedzac czy bedzie dobrze. Musi :). A jak nie, to bedzie to gloomy day till the end.
EDIT: wyszlo nawet nawet, ciekawa kompozycja miesa mielonego z kurczakiem. Makaron to byla pomylka, moze pasowaloby z ziemniakami. Sos jogurtowy sie nie sprawdza w piekarniku - rozlazi sie i jest niesmaczny. Ogolem 3+/5, z mozliwoscia poprawy. jak na dzien bialkowy - 4+/5
Wloska szkola gotowania imienia don Rzepki - secondo tempo
No dobra, przyszedl wieczor, czas na wysokokaloryczna uczte w ramach utrzymywania wagi. Miesko ktore odlozylismy na bok wyciagamy, kroimy na kawalki i kladziemy do naczynia zaroodpornego

po czem sie orientujem, ze za malo miejsca. Tutaj z pomoca przychodzi pojemna, poprzednio wzgardzona i wysmiewana ogolnopolsko foremka:

ktora przyjmuje mieso na klate i czeka na wiecej. W miedzyczasie gotujemy wode i wrzucamy gniocchi - bedace wloskim odpowiednikiem polskich kopytek lub drobnych kluseczek. Podgotowane gniocchi w wodzie wygladaja tak:

rozkladamy je jak wyplyna na wierzch garka na wierzch foremy. W taki oto sposob:

Na to nakladamy pieszczotliwie uprawiany przez 4 godziny sos:

a nastepnie posypujemy niskokalorycznym serem zoltym wedzonym i jeszcze mniej kalorycznym serem zoltym zwyklym:

Nastepnie to przemieszowujemy energicznie, aby kazdy z kazdym byl blisko siebie i sie zmieszal i wstrzasnal jak dobre martini. Wkladamy do piekarnika na 180 stopni na pol godziny. Wyglada to tak bosko:

A po wyjeciu nie pokaze, bo ciekawosc to pierwszy stopien do piekla. Do kuchni :)
A teraz sacze wino pod pelen zoladek niskokalorycznego zarcia.
Podsumowanie: ekonomicznie nieuzasadnione, strasznie smaczne i megakalorycznie wkurwiajaco dobre. A dopo :)
Wloska szkola gotowania imienia don Rzepki
Ha! Dzisiaj po raz pierwszy po trzech latach robie moj przepisowy popis, czyli neapolitanski sos ragout, ktorego receptura zostala mi przekazana przez mojego zio Claudio pod przysiega ze nikomu nie powiem. Jako ze bylo to 10 lat temu, to pewnie sie nie obrazi jak powiem co i jak. Zreszta - przepis ten opisywalem na swoim poprzednim bloczku, rest in pis madafaka, na szczescie bylo to nieudane i mocno zapomniane juz dziecko.
No ale ok, zaczynamy kuchenne przygody z wloska nuta. Ja poszedlem do Bomi, bo w Bomi sa produkty premium, dobrej jakosci i w chujowych cenach. Ale przynamniej mozna sie atmosferycznie odchamic od atmosfery “bulki” za 29 groszy czy “soku porzeczkowego” za 2,29 pln. Jesli robimy cos raz na trzy lata, stac nas by po szlachecku pojechac szerokim gestem na marzy 40%. Kupilismy wiec, stawiamy na stole to:

czyli: pol kilo karkowki, pol kilo zeberek i 4 biale kielbasy. Do tego 2 opakowania passata di pommodori i 3 puszczki pomidorow w a jakze - puszce. Do tego 3 rodzaje sera, brazylie, oregano i jakis szit do przyprawienia miesa. Mozna miec przygotwane gniocchi lub kopytka - o tym lejta. W tle dumnie prezy sie piwo Peroni, jako podklad do pracy w kuchni.
Zaczynamy od pokrojenia miesa i obsmazenia na patelni. Najpierw karkoweczka:

a potem zeberka:

Obzmazamy je pare minut na patelni, na koncu oblewamy winem, calosc zlewamy do garnka. Ze wszystkimi smakami, nic nie odlewamy. Potem jeszcze dokladamy biala kielbase:

oraz cebule i marchewke:

Calosc zrzucamy do garnka, zalewamy passata i pomidorami i wrzucamy na garnek. Pierwsza czesc zajmuje okolo 45 minut. Potem przez okolo godzine z groszem calosc ma sie ze soba przegryzac na srednim ogniu (lub zarze, jesli ktos ma kuchenke termiczna). Po poltorej godzinie wyciagamy mieso z sosu i juz teraz bawimy sie samym sosem - przez kolejne 2 godziny ma odparowywac

Problematyzm polega na tym, ze trzeba skakac kolo tego sosu jak dookola krzyza pod palacem prezydenckim - co chwile sprawdzac czy wciaz jest, czy sie aby nie przypalil. I trzeba mieszac, im pozniej, tym czesciej. Ogien moze byc maly, to ma sobie pyrkac i tracic wode.
Po okolo 3,5 godzinach mamy gesty, pomidorowy sos ragout, ktory ma teraz pare mozliwosci:
- - zapiec z gniocchami w naczyniu zaroodpornym, z miesem wyciagnietym z sosu oraz z serem zoltym - bardzo sycace i kaloryczne
- - ugotowac makaron i podawac jako normalny sos - disgrace, niech was bog za dlonie trzyma
- - zapiec z makaronem - ewentualnie mozna
Ja zakupilem gotowe kluski w Bomi, bo nie chcialo mi sie samemu robic. W chwili obecnej czekam az sie sos zrobi, zostala mi ostatnia godzina minut 45.
Szkola gotowania imienia don Rzepki
Drogie dzieci, mam nowe naczynie do zapiekania (znaczy sie stare, ale odnalezione na nowo, wiec nowe), stara pordzewiala blacha idzie na bok, a wiec czas cos zapiec w naczynku ceramicznym.
Wybralismy kombinacyjnie: tortellini z brokulami i pieczarkami w sosie serowo smietanowym. Cos a’la co mozna dostac w knajpach Od razu mowie ze wyszlo srednio, ale pokaze pare wskazowek jak nie zjebac.
Startujemy od brokulow, ktore szarpiemy i nieblanszujemy. Ukladamy w naczynku:

na to nakladamy troche grzybow, no jak im tam - pieczarek smazonych. Tutaj pierwsza porada - warto je podziabac bardziej:

Do tego kladziemy pol kilo tortellini z mieskiem w srodku, delikatnie nadgotowane, elegancko mieszamy coby rownomiernie bylo:

I na to nalewamy sos serowy Winiar ze smietana. Z wierzchu posypalem bazylia i w efekcie wygladalo to tak:

A po upieczeniu ok 30 minut w temp 160 stopni tak:

Tutaj tip - spieprzylem te potrawe, bo trzymalem sie przepisu Winiar, ze 200 ml wody i 100 ml smietany i do tego dosypalem tez sera zoltego w wiorkach. Sosu bylo za malo i byl za gesty. W efekcie potrawa byla za sucha i nie miala tego smaku jaki sobie wymarzylem. Ser w sosie to byl niedobry pomysl, a zamiast tego powinno byc po prostu wiecej smietany, tak ze 300 ml. Tak duzo smietany tak aby wszystko w tym plywalo. Ser zolty mozna uzyc na wierzchu, wtedy bedzie fajna skora.
W mojej wersji 4-/5. Kaloryczne jak diabli, ale fajne. Czas operacyjny godzina.
Ps. i przypominam - nie mowie ze moje przepisy sa najmegafajniejsze na swiecie. Chodzi tylko o to, ze sa obrazowe. I pierunsko smaczne :d

