GPOYW - jedno z najsmutniejszych w historii. Ale telefon dziala, wiec wymienie tylko szybke.
EDIT: ajfonu sie upadlo na beton z poziomu biodra prosto na twarz. Stad takie damagesy
“Nikt nie wygrywa z Rzepka 21 razy pod rzad” - celebratory drink of the day, squash edition.
Od mniej wiecej 10 dni zaczelo mnie bolec kolano prawe. Tak sobie myslalem ze to moze przez przemeczenie sportowe, ale mowie sobie, no fuckin way. Potem Filip mi wypomnial wiek i powiedzial ze mam nie przesadzac, bo jestem stary i sciegna maja prawo nie wyrabiac. Zakupilem sobie opaske na kolano, wzmacniajaca moje 33letnie wiezadla, patrzac na te zdjecia i przypominajac sobie dynamike akcji - tak, to ten moj ukochany sport czyni mnie starym
Ps. post z cyklu - nie umiem grac to chociaz mam zdjecia, jest 2 w nocy a ja wciaz nie mam ochoty na sen.
Ok, skoro slabo gramy, to chociaz wygladamy. Na zdjeciu ja, Najko oraz nikomu nieznany Filip - jako zespol po wygranym meczu w niedziele. Posiadam zdjecie Najko na kacu, jak ktos smie uznac ze on ladniejszy i lepiej gra
Przy okazji GPOYW, kurwa mac, dlaczego przegralem wszystkie mecze i wygralem tylko z kobieta i dwoma panami w saunie….
GPOYW tenisowy. To nie je moja bajka jednak, niemniej fajna, jednorazowa rozrywka
Gpoyw squash edition. 0:4 w meczach, ale ubaw niezly
Szlachta sie bawi w stolicy
Dzisiejsza wyprawa do Nowego Warpna + Trzebiezy spowodowala ze ustanowilem swoj rekord - 105 km/ 5168 kcal spalonych przy sredniej predkosci na trasie 20,4 km/h. Ujecie pokazuje mnie szczesliwego ze juz 5 km do domu
Ps. I nie, wciaz nie poszedlem na silownie, jakos na razie bardziej odnajduje sie na powieczu.
Na kajakach pływa się całkiem ok gdy humor dopisuje
Na razie 55km a dopiero dojeżdżam do końca betonowki. Fota z traski jak jeszcze bylo milo (zagubilim sie w lesie gdyz). Koncze piwo i jade dalej, peknie 100 dzisiaj
Ostatni wieczor urlopu in progress.
Podsumowanie dzisiejszego rowera z Niko oraz Rafalem:
- 88 km trasa, ze Szczecina nad zalew - scisle do Trzebiezy i powrot przez gorki. Na koncu martwica nog i pelen orgazm mozgu
- 3 razy wywalilem sie w pedalach spd, raz na twardym, dwa razy na mietkim. Jak widac - sa minusy
- chlopaki robia horsemaning - na razie malo udolnie, ale sie poprawimy
- zgubilismy sie wsrod torow z zakladow chemicznych Police - no i sobie spacerujemy
- dodatkowo: 3 km przez bagna, dwie sarny w tym miejscu, plus 100 metrowy podjazd pod koniec trasy, ktory nas zabil
Z szacunku dla wszystkich nie umieszczam widoku spoconych i czerwonych fejsow koncowych. A teraz idem spac.
Dzisiaj rozgrzewka przed jutrem - 32 km z DJem, ktoremu stuknelo juz 150 km na swoim nowym bajku - congrats. Ja juz coraz blizej mojego celu na ten sezon, ale to sie pochwale jak go zrobie.
Przy okazji spocony i ogolony GPOYW
