Od mniej wiecej 10 dni zaczelo mnie bolec kolano prawe. Tak sobie myslalem ze to moze przez przemeczenie sportowe, ale mowie sobie, no fuckin way. Potem Filip mi wypomnial wiek i powiedzial ze mam nie przesadzac, bo jestem stary i sciegna maja prawo nie wyrabiac. Zakupilem sobie opaske na kolano, wzmacniajaca moje 33letnie wiezadla, patrzac na te zdjecia i przypominajac sobie dynamike akcji - tak, to ten moj ukochany sport czyni mnie starym
Ps. post z cyklu - nie umiem grac to chociaz mam zdjecia, jest 2 w nocy a ja wciaz nie mam ochoty na sen.
Ok, skoro slabo gramy, to chociaz wygladamy. Na zdjeciu ja, Najko oraz nikomu nieznany Filip - jako zespol po wygranym meczu w niedziele. Posiadam zdjecie Najko na kacu, jak ktos smie uznac ze on ladniejszy i lepiej gra
Przy okazji GPOYW, kurwa mac, dlaczego przegralem wszystkie mecze i wygralem tylko z kobieta i dwoma panami w saunie….
GPOYW tenisowy. To nie je moja bajka jednak, niemniej fajna, jednorazowa rozrywka
Gpoyw squash edition. 0:4 w meczach, ale ubaw niezly
Szlachta sie bawi w stolicy
Dzisiejsza wyprawa do Nowego Warpna + Trzebiezy spowodowala ze ustanowilem swoj rekord - 105 km/ 5168 kcal spalonych przy sredniej predkosci na trasie 20,4 km/h. Ujecie pokazuje mnie szczesliwego ze juz 5 km do domu
Ps. I nie, wciaz nie poszedlem na silownie, jakos na razie bardziej odnajduje sie na powieczu.
Na kajakach pływa się całkiem ok gdy humor dopisuje
Na razie 55km a dopiero dojeżdżam do końca betonowki. Fota z traski jak jeszcze bylo milo (zagubilim sie w lesie gdyz). Koncze piwo i jade dalej, peknie 100 dzisiaj
Ostatni wieczor urlopu in progress.
Podsumowanie dzisiejszego rowera z Niko oraz Rafalem:
- 88 km trasa, ze Szczecina nad zalew - scisle do Trzebiezy i powrot przez gorki. Na koncu martwica nog i pelen orgazm mozgu
- 3 razy wywalilem sie w pedalach spd, raz na twardym, dwa razy na mietkim. Jak widac - sa minusy
- chlopaki robia horsemaning - na razie malo udolnie, ale sie poprawimy
- zgubilismy sie wsrod torow z zakladow chemicznych Police - no i sobie spacerujemy
- dodatkowo: 3 km przez bagna, dwie sarny w tym miejscu, plus 100 metrowy podjazd pod koniec trasy, ktory nas zabil
Z szacunku dla wszystkich nie umieszczam widoku spoconych i czerwonych fejsow koncowych. A teraz idem spac.
Dzisiaj rozgrzewka przed jutrem - 32 km z DJem, ktoremu stuknelo juz 150 km na swoim nowym bajku - congrats. Ja juz coraz blizej mojego celu na ten sezon, ale to sie pochwale jak go zrobie.
Przy okazji spocony i ogolony GPOYW
Sie ogolilem. Po raz pierwszy glowe na totalne zero i po raz drugi w ciagu ostatnich 7 lat swoj zaroscik. Efekt jest zenujacy, specjalnie uzylem efektu b&w, bo w kolorze jest nie do zniesienia.
Heineken Festival Catalunya 2011. Smacznego :)
Przypadkowo poznana na plazy lokalna panna ktora totalnie chciala wiele ale ja odmowilem bo jestem katolikiem
Wg Walliego to jestem caly ja, “tylko z włosami, bez zarostu i z mejkapem”
Lisz, oficjalnie - fakju :)












