Wstyd mi
Wstyd mi za tych z Radomia - mowiono w 1976 roku, kiedy duza czesc jeszcze nawet w planach nie byla, a dla wiekszosci powoli robi sie to prehistoria i nie wiadomo o co kaman. No ale mi to zawsze przychodzi do glowy jak slysze slowo Wstyd. A obijalo mi sie o uszy i oczy jak stalem w kolejce po bilet na:

Dlugo szukalem go na torrentach, bo czulem ze nie do konca chce to w kinie przezyc. Ale nie bylo, wiec jednak duzy ekran. Spodziewalem sie filmu o czyms, niepokojacego i intrygujacego. Okazalo sie ze wiele z tego sie pokazalo na filmie, ale nie w pelni, tylko tak zajawkowo.
Akcja jest taka: zyje sobie pan w Nowym Jorku (Michael Fassenbender) co bardzo lubi seks, przypadkowy z paniami, bez emocji i angazu, oglada tone porno online i czesto sie masturbuje. Nie umie nawiazac relacji z prawdziwymi kobietami. Nagle w jego zyciu pojawia sie siostra, wprowadza sie na kilka dni do mieszkania i waletuje. A my widzowie jestesmy swiadkami kilku dni z zycia pana, jak wychodzi na miasto, spotyka rozne panie i realizuje sie w lozku i w pracy i poza praca. W tle duzo seksu. Ot takie story. I teraz te historie rezyser i scenarzysta wypelniaja trescia o pustce, samotnosci, braku relacji i empatii, w tle jakies wtrety o trudnym dziecinstwie, niedopowiedzenia o molestowaniu/kazirodztwie - ale to tak zamglone, ze to sie po seansie zadaje sobie pytanie takie, probujac momentami na sile nadac glebi dodatkowej filmowi.
W trakcie ogladania siedzialem i patrzylem na meskiego penisa paradujacego po ekranie, penisa sikajacego do kibla, naga Carey Mulligan z odslonietymi wlosami lonowymi - i zadawalem sobie pytanie - po co to, czemu sluzy ta nagosc. Ktorej bylo duzo i moze byla narzedziem, ale niekoniecznie skutecznym. Chociaz wyznam ze boberek Carey byl rownowaznikiem penisa Michaela, dzieki czemu film nie ma punktow karnych.
Bardzo duzy plus za scene randki, scene po randce oraz wizycie w hotelu. Trzy dlugie sceny zagrane bez montazu, z jedna kamera. Wymagalo to duzego zaangazowania aktorskiego i jest b.rzadko spotykane. Te sceny byly creme de la creme w filmie. Szkoda ze w sumie trwaly z 15 minut, a pozostale godzina czydziesci piec zajely inne, ktore mnie nie ujely.
Film warty obejrzenia, zmusza do dyskusji po seansie i nawet jeszcze na drugi dzien. Jak sie spotka kogos, kto to widzial to podnosi sie rozmowa o co chodzilo, dlaczego, co znaczyla dana scena - to ewidentna zaleta tej produkcji. Za to jest 6/10, z delikatna tendencja na 7, ale to musze do tego dojrzec. Nie jest to cos co polecam kazdemu, raczej wanna-be koneserom filmowym.
Ps. publika w kinie nieco zdewastowana byla klimatem i finalnie po seansie jak zapalily sie swiatla widac bylo zmieszanie polaczone z zazenowaniem.
Apel do fanow Star Wars
Wlasnie wrocilem z premiery Star Wars 3D: Phantom Menace. Skuszony trailerami i zapowiedzia fantastycznych efektow 3D. Pamietalem ze ten film to kupa, ale pomyslalem ze moze w czyde bedzie lepszy.
I uwaga: W TYM FILMIE NIE MA 3D!!!!!!!!!!
Zaledwie kilka ujec i scen ma efekt 3D, zapowiadany wyscig jest marna podrobka, walki na miecze swietlne nie daja nic - po prostu kompletna żena.
Jest to jedna wielka ogromna sciema George’a Lucasa, ktory jest wrednym chujkiem bez honoru, ktory wyciaga kase od fanow na calym swiecie, przemontowujac SW na wiele sposobow, dodajac dzwiek, scene tu, scene tam i wypuszczajac ponownie do kin. Dalem sie nabrac po raz drugi (wczesniej bylem bodajze w 1997 roku w kinie jak wypuscili A new Hope po 20 latach z odswiezonymi efektami i jedna scena Hana Solo z Jabba the Hut), ale po raz ostatni.
I apeluje do wszystkich, ktorzy kochaja Starywary - nie idzcie do kina, nie dajcie sie sciagnac falszywa reklama, nie nabijajcie kabzy chujkowi. To jest podle oszustwo, robienie z was bezmyslnych debili, ktorzy maja mozg wielkosci orzeszka. No chyba ze macie ochote przypomniec sobie fatalnego Jar Jar’a, slabe aktorstwo (to byly poczatki grania aktorow z wirtualnymi postaciami, stad fatalny efekt pustych oczy Liama Neesona jak sie patrzy na wspomnianego JJ), smieszna rade Jedi z Samuelem L. Jacksonem, ktory pasowal tam jak piesc do nosa oraz slaby scenariusz - to wtedy to film dla was.
Ja przysnalem na 10 minut przed koncem, jestem oburzony i zniesmaczony. Nigdy wiecej nie wydam kasy na SW franchise, no moze tylko jeszcze kupie sobie szesciopak na Bluray za 40 funtow na Amazonie i kupie sobie figurke Lego Millenium Falcona za jedyne 200 pln.
Mam swoj honor i nie dam sie wykorzystywac
Ps. Dziekuje za towarzystwo wspolniczce w zbrodni :)

