Apel do fanow Star Wars
Wlasnie wrocilem z premiery Star Wars 3D: Phantom Menace. Skuszony trailerami i zapowiedzia fantastycznych efektow 3D. Pamietalem ze ten film to kupa, ale pomyslalem ze moze w czyde bedzie lepszy.
I uwaga: W TYM FILMIE NIE MA 3D!!!!!!!!!!
Zaledwie kilka ujec i scen ma efekt 3D, zapowiadany wyscig jest marna podrobka, walki na miecze swietlne nie daja nic - po prostu kompletna żena.
Jest to jedna wielka ogromna sciema George’a Lucasa, ktory jest wrednym chujkiem bez honoru, ktory wyciaga kase od fanow na calym swiecie, przemontowujac SW na wiele sposobow, dodajac dzwiek, scene tu, scene tam i wypuszczajac ponownie do kin. Dalem sie nabrac po raz drugi (wczesniej bylem bodajze w 1997 roku w kinie jak wypuscili A new Hope po 20 latach z odswiezonymi efektami i jedna scena Hana Solo z Jabba the Hut), ale po raz ostatni.
I apeluje do wszystkich, ktorzy kochaja Starywary - nie idzcie do kina, nie dajcie sie sciagnac falszywa reklama, nie nabijajcie kabzy chujkowi. To jest podle oszustwo, robienie z was bezmyslnych debili, ktorzy maja mozg wielkosci orzeszka. No chyba ze macie ochote przypomniec sobie fatalnego Jar Jar’a, slabe aktorstwo (to byly poczatki grania aktorow z wirtualnymi postaciami, stad fatalny efekt pustych oczy Liama Neesona jak sie patrzy na wspomnianego JJ), smieszna rade Jedi z Samuelem L. Jacksonem, ktory pasowal tam jak piesc do nosa oraz slaby scenariusz - to wtedy to film dla was.
Ja przysnalem na 10 minut przed koncem, jestem oburzony i zniesmaczony. Nigdy wiecej nie wydam kasy na SW franchise, no moze tylko jeszcze kupie sobie szesciopak na Bluray za 40 funtow na Amazonie i kupie sobie figurke Lego Millenium Falcona za jedyne 200 pln.
Mam swoj honor i nie dam sie wykorzystywac
Ps. Dziekuje za towarzystwo wspolniczce w zbrodni :)
Swietna scena, szkoda ze pozostale 110 minut filmu bylo zmarnowane. Slaba popluczyna po Snatchu, Guy Ritchie probuje odzyskac forme, ale jeszcze mu nie wyszlo. Filmu nie polecam, daje 5/10, nie zasluguje na osobna recke - dlatego ze chcialem aby byl dobry, ale zawiodl mnie kompletnie
Gerald Butler & Thandie Newton in Rocknrolla (2008) by Guy Ritchie
27 dresses
Obejrzalem do snu i zakonczylem o poranku optymistyczny film o tym ze milosc zwycieza a kazdy ma szanse na slub:

No coz moge powiedziec, oprocz tego, ze po prostu lubie takie gowniane filmy, gdzie marzeniem pieknej, szczuplej blondynki z cyckiem jest poznanie Mr Perfect or NotSoPerfect Guy, uprawianie goracego seksu, drobny zawod milosny w 60tej minucie filmu, pogodzenie sie z nim w 80tej minucie i slub w 90tej i pocalunek i muzyka i pelne wzruszenie widowni.
Tak, oprocz high-school movies - takie denne chick flicks to jest jednak to co lubie. I film 27 dresses jest typowym przykladem jak takie filmy sie robi.
Bierzemy panne, Katherine Heigl, calkiem niezly towar o labedziej szyi, ktora gra postac, co 27 razy byla druhna na slubie, ale nigdy nie byla panna mloda. Kocha sie nieszczesliwie w swoim szefie, ktory to zakochuje sie w siostrze pani Heigl. Siostre gra Malin Akerman, ktora oficjalnie jest na mojej liscie hotties. Panie wygladaja tak:

No i potem sie dzieje przez 60 minut, konczy sie jak ma sie konczyc, nie zdradze wielkiej tajemnicy jak powiem ze Katarzyna w ostatniej scenie mowi: “I do” milosci swojego zycia. W ciagu 60 minut akcja jest plynna, odpowiedni poziom zapewniony, usmiech od czasu do czasu i lezka wzruszenia na koncu.
Mile spedzone 100 minut, w ciepelku lecacym z ekranu, bez wiekszych emocji a tez bez wiekszych dolow. Nawet moje nieulubione minuty w filmie kiedy sie potencjalna para kloci i “nie wiadomo” czy siebie odzyskaja - przelecialy jakos szybko. W kategoriach tego typu filmow silna pozycja - 8/10, jednakze obiektywnie 6/10. Wszyscy ktorzy rzygaja na chick flicks -2/10.
Grupa docelowa: mezczyzni ktorzy chca seks od partnerki za obejrzenie z nia tego filmu, mietkie herbatniki co lubia szczesliwe zakonczenia, znudzeni zyciem ludzie patrzacy na ekran z mina “tam to potrafia kochac”.
Samuel nauczyl sie grac na gitarze dla tego filmu, to jego debiut jako bluesmena. Generalnie, moim zdaniem, nie musi sie martwic o przyszlosc zawodowa jakby mu sie odechcialo grac w filmach.
Zwroccie uwage na Christine i na cala atmosfere w tej scenie. Och.
Ogolnie jak na film na 3/10 to mocno siedzi we mnie - od wczoraj namietnie slucham OST oraz innych bluesow ktore mi wpadna w ucho. Szacun dla filmu, ze potrafi tak wejsc w podswiadomosc.
Black Snake Moan, Samuel L. Jackson - Stack-O-Lee (by pimpernator)
Source: youtube.com
Black Snake Moan
Obejrzalem polecany mi film z 2006 roku:

Recka wyjatkowo bedzie krotka, bo niewiele moge powiedziec o filmie. Zapowiadal sie dobrze, trailer robil wrazenie, w obsadzie zdzirowata na maksa Christina Ricci (pokazuje cycki), stary dobry Samuel L. Jackson oraz up and coming Justin T. Czyli niezly miks.
Okazalo sie jednakowoz ze to nieco nudna, klimatycznie nakrecona, ale jednak kupa. Nie wciagnalem sie, wspologladaczka tez nie (moze mielismy nieco tematow to catch up), jedyne co ruszylo to tekst pani w barze do SLJ:
- Oh, Laz, I know you’re hurtin’. But you should know more than me, ain’t no better cure for the blues than some good pussy.
oraz tytulowe ujecie:

z Christina w na czele. Ktora to w tym filmie wyglada jak totalna sucz, kazdy kto lubi taki typ, to ma spory material do mentalnej masturbacji. Ja mimo ze nie przepadam (tia, jasne), to i tak patrzylem z duza sympatia.
Prawdziwym skarbem w filmie jest za to muzyka - cudowny blues, nie tylko dla koneserow. Wlasnie sobie slucham OST, robi tez wrazenie bez obrazu. A moze nawet lepiej ze go nie ma, bo calosc oceniam na 3/10 - po jednym za SLJ, Christine i muzyke. Moze zabraklo cierpliwosci, moze podejscia, nie wiem. Nie wczulem sie i nie potrafie polecic.
PS. Justin w tym filmie gra tak jak ja podczas wizyty u stomatologa mowiac ze myje zeby 2 minuty rano i wieczor. Czyli naprawde nieprzekonywujaco.
A very Harold & Kumar 3D Christmas
Dzisiaj bylem swiadkiem zamordowania pieknego cyklu komedii:

Dwie pierwsze czesci: H&K go to White Castle oraz Guantanamo Bay - to klasyki, jest kilka epickich scen, do ktorych uwielbiam wracac, sa w mojej pamieci oraz w ulubionych na moim koncie na YT. Obie postacie sa charakterystyczne, co wazne, jeden z nich wynalazl 15 lat temu okreslenie MILF grajac w American Pie 1. Jak widac - jestem emocjonalnie zwiazany z tym tytulem. Stad jak kilka miesiecy temu dowiedzialem sie ze jest czesc czecia, to sie mega ucieszylem.
Az do dzisiaj, kiedy obejrzalem te 81 minut filmu (fabula tak slaba, ze wystarczylo na 81 minut, powtorze, nie dociagneli nawet do poltorej godziny) to poczulem ogromny wewnetrzny smutek i jak rzadko, chcialem cofnac czas. Tego sie nie robi, nie bierze sie miliona dolarow za uczestnictwo w takim chlamie - kolesie graja w filmach, serialach - nie potrzebuja mordowac na moich oczach swojego dorobku. Od tej pory jak bede ogladal jedynke lub dwojke, to bede pamietal o marnym koncu. To tak jak patrze na Brigitte Bardot - na zdjecia z lat 60tych: nigdy mnie nie podniecala, bo widze jak strasznie zle sie postarzala i jakim freakiem jest. Wiec obawiam sie ze to samo moze stac sie z H&K.
Przez caly film usmiechnalem sie pol raza - naprawde, tak z przymusu. Nie pomaga obecnosc Dannego Trejo w roli ojca zony Harolda. Nawet Kumar ma tylko jedna zajebista koszulke, a w poprzednich zawsze bylo wiecej. Tutaj mozna kupic wspomniane t-shirty, niestety nie wszystkie.
Ocena: 2/10, za postaci. Karna ocena za morderstwo: 5 pkt. Ocena -3/10. Tego filmu nie ma, nie bylo i nie bedzie i zabraniam o nim wspominac w mojej obecnosci.
Chick Flick Movie Night
Lazac sobie po IMDB trafilem na liste 55 chick flicks of all time. Mowie sobie - ostatnie proby przerzucenia sie na kino ambitne powiodly sie tak sobie, czas na niewymagajace myslenia filmy. Wiec na szybko wybralem 3 z listy i zapuscilem sobie w niedzielne popoludnie i wieczor.
Zalozenie bylo proste - mam cole zero, 150 g slonecznika (500kcal/100g), pol kilo mandarynek, kocyk i caly wieczor dla siebie. Przygotowalem tez chusteczki na wypadek lez wzruszenia oraz tez otworzylem sie na problemy ludzi. Na poczatek polecial film “What’s your number”:

Film wybralem dla Anny Faris, ktora bardzo lubie - ma little slutty wyglad, niezla mimike, jest hot i w ogole. Fabula jest calkiem prosta: panna orientuje sie ze ma 19 facetow na koncie, czyta artykul w Marie Claire ze avg to 10,5 mezczyzny w zyciu, a jak sie przekroczy 20, to 96% kobiet nie ma szans na malzenstwo. Slubuje wiec sobie i przyjaciolkom, ze kolejny z ktorym sie bzyknie to bedzie jej luby z ktorym trafi przed oltarz. A nastepnie upija sie i bzyka sie po raz 20ty. Zrozpaczona probuje odszukac swoich ex, sprawdzajac czy ktorys z nich sie do czegos nadaje i moze jest materialem na meza. W poszukiwaniach pomaga jej przystojny sasiad z naprzeciwka, ktory ma tyle miesni co ja i trzech moich kolegow. Nie trzeba byc weteranem tego typu filmow aby sie domyslic, ze on bedzie jej wybrancem. Niestety tworcom zajelo az 102 minuty doprowadzenie do szczesliwego finalu, ja wytrzymalem bo lubie Anne.
Film obstawilo Apple:

mi sie podobalo i daje 6/10. Ale radze trzymac sie z daleka, bo bylem jeszcze w formie do ogladania. Anna wygladala calkiem ok, ale nie tak hot jak w filmie Just Friends.

Pelen nadziei rozpoczalem drugi seans, na tapete poszly Wyznania Zakupoholiczki:

Powiem tak: John Goodman, Joan Cusack (strasznie sie postarzala btw), John Lithgow, Kristin Scott-Thomas - ewidentnie byli pod kreska i potrzebowali kasy, ze zagrali w tym gownie. Bohaterka filmu, ktory po czesci przypomina Diabel ubiera sie u Prady - robi kariere w pismie finansowym, gdzie pracuje przypadkowo, bo jej celem jest praca w czasopismie o modzie. W finansach pisze z punktu widzenia normalnej osoby, swoje porownania robi na bazie swojego podejscia impulsywnego do zakupow i jest to hit i w ogole. Sama jest zadluzona, bo ma uzaleznienie i bla bla bla bla bla. Totalne padlo, ocena 2/10. Na plus - film przypomnial mi zapomiana aktorke Leslie Bibb:

ktorej nazwisko trafia do trackowanych tagow na tumblerku. Absolutnie filmu nie polecam.
Juz oslabiony mentalnie wrzucilem na koniec post high-school movie:

Fabula: w liceum piekna panna znecala sie nad nerdem, minelo kilka lat, nerd jest ladna, succesful pania robiaca kariere w LA, ktora wraca na miejsce zbrodni i dowiaduje sie ze jej brat zamierza ozenic sie z ta pizdencja. No i robi podchody aby uniemozliwic ten slub, nie potrafiac przezyc lat upokorzen. W tle jakies badziewne klimaty, to wszystko trwa dlugo za dlugo. Na liscie plac Sigurney Weaver, Jamie Lee-Curtis, Bette White - ktore ewidentnie mialy problem z kasa znowu. Film przewijalem w polowie, jedynym plusem okazala sie pani Odette Annable

ktora juz jest trackowana na tumblerku. Film, poniewaz polowe przewijalem ma urocze 1,5/10. I tego to juz totalnie nie polecam.
Podsumowujac te trzy filmy stwierdzam, ze bardzo smutne jest to, ze koncentruje sie uwaga bohaterek na tym aby zlapac meza, aby byc szczesliwa “przy kims”, ze ktos bez partnera/ki to jest godzien wspolczucia oraz ze malzenstwa sa pokazane jako cos niesamowicie szczesliwego i super fajnego na zawsze i jako cel zyciowy. Robia ludziom wode z mozgu. Na plus - w filmach tych gra specjalny typ aktorek: hotties! Ktorych celem jest dostanie sie do bardziej powaznych produkcji. Na minus - calkowity brak nagosci. No ale od tego sa dramaty obyczajowe itd. Strata czasu? Niewatpliwie, ale z drugiej strony czlowiek wstaje pogodny i w dobrym nastroju - nikt tam nie ma raka ani nie spotyka sie z problemami na skale swiatowa.
Dobranoc
Warrior - recenzja profesjonalna
Kilka dni temu zamiescilem recenzje filmu Warrior - czyli dramatu obyczajowego z elementami MMA. Opisalem jak zawsze nieco niedbale i z samozadowoleniem jaki to jestem elokwentny. Polecilem film koledze, ktory jest fanem tego sportu i oto jego recka. Pozwolil mi ja zamiescic (uwaga - spoilers):
Oglądałem wczoraj ten film. Solidny kawałek kina, ale cholernie niezgodny z rzeczywistością, zarówno organizacyjnie, jak i ukazaniem walk… Co mi się nie podobało?
1. Idea turnieju dla najlepszych w wadze średniej:
2. 4 walki w 2 dni – od tego odeszli pod koniec lat 90, po tym jak zwycięzca dwóch pierwszych gal UFC – Royce Gracie musiał odpuścić walkę półfinałową w UFC 3, ponieważ pierwsza walka trwała ponad 15 minut i nie był w stanie wyjść do ringu… Zwycięzcą UFC 3 okazał się gość, który nie walczył w ćwierćfinale i półfinale, bo zwycięzcy tych walk nie byli w stanie kontynuować, ze względu na zmęczenie i kontuzje.
3. Turniej miał być w wadze średniej, ale goście byli z kategorii od 170lb do 265lb – innymi słowy, mogli trochę lepiej dobrać zawodników walczących z aktorami… Waga średnia to 185lb – czyli 84,17 kg – waga Khalidova
4. Brandon nie tyle by nie przetrwał tych walk, przynajmniej wszystkich po 1 walce (kondycyjnie), co sędzia by go odklepał, że się nie broni
5. Walka finałowa – to już była żenada…
- Ostatni raz taką podobną walkę – bez kontuzji – widziałem całkiem niedawno – czyli Henderson – Rua, ale tam goście dwie ostatnie rundy słaniali się na nogach, tu dalej koleś pomimo kontuzji walczy…
- Kontuzja taka jak w filmie – automatycznie powoduje przerwanie walki, a sędzia, który by tego nie zauważył to musiałby być ślepy… Ostatnio Frank Mir złamał ramię Minotauro, poza tym, że nie da rady nie odklepać złamanej ręki, to jest od razu widoczne przez kibiców, komentatorów itp… Kontuzja = przegrana przez TKO
Film broni się ujęciami walk, może to się podoba fanom MMA.
Podsumowując – jako dramat warto obejrzeć, solidnie zagrany i nakręcony, ale dla mnie klimat MMA jest podobny do klimatu boksu w Rocky… Wkurza mnie tylko to, że „Fighter” z Wahlbergiem i Balem, był o dwie klasy lepszy, zarówno pod kątem przedstawienia walk jak i gry aktorskiej, a ma niższe oceny na IMDB. Patrząc na film – 8, patrząc na MMA – 5, czyli średnio 6,5/10.
Chcialem to samo napisac w oryginalnej recce ale uznalem ze to wchodzenie w detale ;)
Weekend filmowy
Za mna kilka dni, ktore postanowilem spedzic na ogladaniu filmow trudnych, wymagajacych, analitycznych oraz takich, ktore kaza zastanawiac sie nad sensem zycia. Dawno tego nie robilem, wiec zebralo sie pare tytulow, ktore hurtem postanowilem wrzucic na ekran. No i polecialo:
1. Country Strong

Fabula: gwiazda muzyki country, grana przez Gwyneth Paltrow, ktorej nigdy nie zaakceptowalem jako mega gwiazde i kobieca kobiete, probuje powrocic na szczyt, rok po tym, jak popadla w nalog alkoholowy, na oczach publicznosci spadla ze sceny i poronila. Przez rok przebywala w klinice odwykowej, gdzie nawiazala bliska relacje z mlodym muzykiem country, z ogromnym talentem, ale niechecia do robienia kariery. W tle jest jeszcze maz tej pani, ktory cisnie na nowa trase koncertowa, traktujac swoja partnerke bardziej jak maszynke pieniezna niz jako osobe. Do czworokata dolacza jeszcze mloda sliczna piosenkarka country, ktora gra Leighton Meester. Wszyscy razem ruszaja w trase, gwiazda aby stac sie znowu topgwiazda, mlody by sie pokazac i pilnowac gwiady by sie nie staczala, maz aby menadzerowac a Leighton aby robic kariere. Te 4 osoby plataja sie w niezle pokazane i zagrane psychologiczne powiazania i relacje i nic nie jest fajne i proste. Zagrane subtelnie, w tle duzo muzyki country, ktora przedluza film do calych 2 godzin. Bez piosenek mozna upchnac to w 90 minut i byloby ok. Dla mnie byl to niezly film, ale maks 6/10. Plus - ja lubie rzewne country, to trafia do mnie. Jak ktos nie trawi - od razu szerokim lukiem. Gwyneth mi sie tez o dziwo spodobala. Niemniej - nie zachwyca.
2. Cedar Rapids

Komedia tym razem, ale reklamowana byla mi, jako komedia zyciowa, absolutnie nieromantyczna ani nie glupkowata, mimo ze gra tam koles bez zeba i przeleciany przez tajska meska dziwke - czyli koles z Hangoverów. Film opowiada o tym, jak glowny bohater wyjezdza na krajowa czy tez stanowa konwencje firm ubezpieczeniowych - a ze jest totalnie zielony pod katem co sie dzieje na konferencjach (jak na tym dowcipie - ze uczestnicy konferencji sa drudzy w kolejnosci po lekarzach na nocnym dyzurze, jesli chodzi o zdradzanie, wstaje koles i mowi: o nie, wypraszam sobie ja nie zdradzam, a ktos z tylu krzyczy: wlasnie przez takich jak ty jestesmy dopiero drudzy), to bedzie to dla niego weekend zyciowych odkryc. W filmie gra pare znanych osob, ale leje na nie sikiem prostym - tam sie pokazal senator Clay Davis z The Wire w roli poczciwego, dobrodusznego kolesia. To samo w sobie jest zabawne, ale leca dwa fajne teksty w filmie: raz mowi ze lubi ogladac telewizje a zwlaszcza The Wire, w drugiej zas scenie udaje twardziela i mowi: Indeed - nawiazujac do Omara. Dla fanow Wire - osom i szczeka na podlodze. Niepotrzebnie tylko 3 minuty potem wyjasnia to w dialogu mowiac ze nasladowal Omara, no ale coz. Sam film cienki jak dupa weza, przewidywalny do bolu i daje 6/10 - ale to z bonusem za senatora Davisa. Normalnie 5/10
3. Real Steel

Do tego zachecil mnie Quentin - ktorego opinie cenie i czesto sie zgadzam, dajac mu 8/10. Wiec zarzucilem. Fabula opowiada o przyszlosci, gdzie nie ma boksu tylko walki robotow. No i Hugh Jackman, ktory wyglada jak milion dolcow jest wlasnie trenerem czy tez wlascicielem robotwa bojowego, ktory walczy na ringach. I tak sie zdarza, ze na 3 miesiace musi zajac sie swoim niepozadanym 11 letnim synem, ktorego wcale nie chce miec przy sobie. Nie trzeba byc geniuszem aby wiedziec ze przez caly film panowie sie zbonduja, beda rodzina a przy okazji ich robot podbije swiat robotow. Fabula naprawde przewidywalna do bolu, ale za to jak pokazana! Gdybym mial 12 lat i ogladal to w kinie to pewnie przezylbym wtedy swoja pierwsza ejakulacje - walki robotow na ringu sa mega widowiskowe, jestem absolutnie ciekawy jak oni to nakrecili, bo wyglada osom. W tle przewija sie panna z Lostow - Evangeline Lilly, ktorej nawet rola wyszla. Film sie oglada przyjemnie, ale za to ze to kino familijne i zrobili 2h zamiast 1:40 - tylko 5/10. Dla pan - 8/10, ale to za Hugh, ktory nie wiem czy mowilem - milion dolcow.
4. Midnight in the garden of good and evil

Szeroko swego czasu reklamowany film Clinta Eastwooda, z 1998 roku bodajze. Fabula oparta na faktach jak najbardziej autentycznych ;) - ale nie mam sily jej opowiadac. Polega w skrocie na tym, ze milioner popelnia zabojstwo meskiej prostytutki i jest proces sadowy. W tle opis miasta Savannah, jak wyglada, jak sie to wszystko w sosie wlasnym gotuje - opisywane oczami nowojorskiego dziennikarza granego przez Johna Cusacka, ktorego nie lubie. Milionerem jest Kevin Spacey a dziwka Jude Law (obrzydliwie mlody i jeszcze nieladny). Poza tym jest jeszcze kilka postaci znanych, jak sie czlowiek przyjrzy, ale wymaga to samokurwazaparcia. Film trwa 2:30 i jest przykladem, ze nie warto poddawac sie po nieudanej probie. Otoz dzielo to jest na maksa przegadane, zle zmontowane i wcale nieklimatyczne, and yet, Clint sie nie poddal, wyciagnal wnioski z tego co mu nie wyszlo i dzieki temu w latach zerowych XXI wieku nakrecil kilka filmow takich ze kapcie spadaja - generalnie po tym filmie nie nakrecil juz zadnej kupy. A to co obejrzalem to bylo 3/10 a to tak naprawde tylko dlatego ze zal dac nizej. Daje sobie plusa za to, ze obejrzalem ten film o polnocy, czyli tak jak nakazuje tytul. Film do zapomnienia, nie ogladac w ogole, a zwlaszcza na polsacie czy tvn - reklamami zniszczyliby resztki budowanego klimatu.
W trakcie weekendu jeszcze polecial Phone Booth na wspomnianym polsacie - tam jednak Colin Farrell daje rade, nawet z kommerszial brejk oraz pare odcinkow seriali - niemniej filmowo uznaje to za slabo udany eksperyment. Obejrze to co mam ale potem wroce do tego co mi serce mowi - czyli do cieszenia sie kinem latwym i podchodzacym. Po co sie karac za nieswoje grzechy, no po co?
Food Inc.
Zachecony przez kolezanke Ave obejrzalem:

poltoragodzinny dokument o tym jak sie robi jedzenie we wspolczesnej Ameryce Zjednoczonych Stanow. Autorzy skupiaja sie na produkcji miesa, uprawie kukurydzy oraz genetycznie modyfikowanej soi. Dodatkowo opisuja mechanizmy polityczno - legislacyjne ktore zmienialy prawo o zywnosci w ostatnich kilkudziesieciu latach w USA. To wszystko jest smutnym obrazem, tlumaczacym w niezly sposob dlaczego burger potrafi byc tanszy niz marchewka w Walmarcie.
Uwagi na minus:
- wypowiada sie wylacznie jedna strona, brak jakiejkolwiek reakcji oskarzanego przemyslu - tlumacza ze te firmy odmowily wypowiedzi - no ale zawsze mozna wrzucic jakies wypowiedzi dokumentalne dostepne na rynku
- gloryfikowanie hodowcow miesa tzw. niezaleznych - co morduja zwierzatka na swiezym powietrzu. Jeden z najbardziej obrzydliwych fragmentow byl taki, jak kolo mowil cos o zasadach, bakteriach i o podejsciu do zdrowego jedzenia i na oczach kamery podcial gardlo kurczakowi - no kurwa… Plus mial Boga w sercu i jechal mi troche redneckiem ktoremu przyswiecaja wartosci chrzescijanskie - balbym sie go jako sasiada
- przydlugawy - wplatane jakies rzewne historie o martwym dziecku zatrutym burgerem oraz eksmitowanymi nielegalnymi pracownikami z fabryki miesa. wtf?
Na plus kilka faktow o tym jak sie robi kurczaki (2x krocej zyja niz 50 lat temu a masa piersi jest wieksza ponaddwukrotnie, bo tak sa zmodyfikowane), jak silna grupe nacisku stanowia firmy miesne itd itd. Pouczajace, z lekkim niesmakiem to ogladalem, ale tez na nieco relaksie, bo miesa nie jem a poza tym u nas jeszcze jest rolnictwo raczej bardziej w stylu krola Cwieczka i chwala nam, zagubionej Bolandzie
Kot w Butach 3D
Bylem w piatek w kinie z Marta i Darkiem:

Recka bedzie wyjatkowo krotka, bo naprawde szkoda slow.
Za podumowanie jest stwierdzenie, ze tym filmem dopelnilismy 2011 rok, kiedy ja zaproponowalem spieprzony film (Drive - ok, oni sie nie znaja, mi sie podobalo), Darek zaproponowal Szpiega (zena), a Marta zaproponowala Kota w Butach na dodatek 3D (po prostu zart a nie film). Zmarnowane 32 pln na bilet i parking, nie smialem sie, nudzilem sie i historia slaba jest. Totalne popluczyny po Shreku.
Nawet dzieci sie mocno nie smialy i moglem przyciac komara na poczatku seansu. 3/10.
Ides of March
Wczoraj do snu obejrzalem:

Zapowiadany od dawna - tzn od kilku miesiecy - jako wybitny film Clooneya z genialna rola Ryana Goslinga, ktora to rola ma go wybic jeszcze bardziej do grona supergwiazdorow Hollywood. Oczekiwania byly spore i zatarlem dlonie z radosci ze w wypozyczalni sie pojawilo.
No i zaczyna sie akcja - Ryan gra specjaliste od PRu u kandydata na kandydata demokratow w wyborach prezydenckich. Facet jest liderem w sondazach, jest Georgem Clooneyem, ma do uzyskania oficjalna nominacje Partii Demokratycznej, a na przeszkodzie stoja jeszcze tylko prawybory w Ohio, w marcu - stad owe idy marcowe. Oryginalnie podczas Id marcowych zginelo sie Juliuszowi Cezarowi, ktoremu slawetnie pomogl w tym Brutus. Co oczytanej osobie od razu wskazuje, ze bedzie pokazane, ze polityka piekna nie jest i ze som kompromisy.
Ryan wyglada slicznie

gra dobrze i ma z kim grac, bo za partnerow ma Phillipa Seymoura Hoffmana oraz Paula Giamattiego - obaj sa szefami sztabow rywalizujacych kandydatow. Obaj sa brzydcy ale aktorami sa poteznymi.
Akcja jest, ale opisywac nie bede, bo dzieje sie w niej niewiele - tak naprawde pojawia sie raptem 4-5 faktow i dokladnie sa pokazane mechanizmy reagowania politykow i sztabow na kazdy z nich. I tyle. Podczas ogladania nieuchronnie dowiadujemy sie ze tak jak powiedzial Bismarck - ludzie nie powinni widzieć dwóch rzeczy: jak się robi kaszankę i jak się robi politykę.
Ocena - otoz tak, film dobrze zagrany, w klimacie i jak sie lubi sledzic kampanie w USA - to 9/10. Jak jednak ma sie polityke w dupie, to film spada na 5/10. Bo to fascynujacy film dla tych, co pamietaja jak sie rozwijala kampania Obamy i Clinton, jak walczyli w kazdym stanie o nominacje Demokratow - to bylo cos przez duze C i film w duzej mierze z tego czerpie. Ja to lubie i na filmie sie bawilem, niemniej to wylacznie film dla fanow. Dostanie pewnie jakies Oskary, bo gala finalowa bedzie wlasnie w okolicach Id Marcowych 2012 :)
Oceany
Wczoraj zaczalem, dzisiaj skonczylem. Ogladac filmy pod polskim tytulem: Ryzykowna Gra, a na swiecie znane jako Ocean’s 11, 12 i 13.

Na zdjeciu powyzej - ekipa.
Fabula jest znana chyba kazdemu - otoz pan o nazwisku Ocean, planuje skok na kasyno w czesci pierwszej, w czesci drugiej nie wiadomo co planuje, a w czesci trzeciej znowu skok na kasyno. Sa to filmy w stylu Parszywej 12, filmy meskie, bezpretensjonalne, z humorem i niewielkim sensem. Zalozenia sa proste, filmy rowniez.
Ocean 11 - film sympatyczny, z usmiechem sie oglada, fabula jakos sie sklada, panowie okradaja kasyno, ktorego wlascicielem jest badgaj, Andy Garcia. Film trwa dwie godziny, zajebisty pod wino czy drinka i luzne rozmowy w tle. 7/10
Ocean 12 - Garcia kontratakuje, ale przez pierwsza godzine nie wiadomo o co chodzi, potem sie nieco wyjasnia, ale niewiele, pojawia sie sliczna Catherine Zeta-Jones, akcja przenosi sie z Amsterdamu do Rzymu - ale sensu niewiele. Totalne dno to jak Julia Roberts udaje ze jest Julia Roberts. Zenada, film siega mułu. 2/10 i strata czasu
Ocean 13 - powrot do Vegas, badgajem jest Al Pacino. Film tak dretwy ze po 40 minutach wylaczylem.
Zaleta filmow jest duet Pitt - Clooney, ale to dla kobiet. Te ktore lubia Matta Damona - tez nie beda zawiedzione. Ale szczerze spodziewalem sie czegos wiecej od tej serii. Zaleglosc nadrobiona, ale do zapomnienia absolutnie
Killer Elite
Zajebiscie oczekiwany przeze mnie film obejrzalem wczoraj w nocy:

Jacon, Robert i Clive - trzech moich ulubionych aktorow meskich, mysle ze oprocz Ryana Goslinga i Reynoldsa i paru innych - spokojnie moje Top 10. Co wiecej - w filmie eksponujacym ich meskosc, zdecydowanie, charyzme, umiejetnosc strzelania i unikania kul. Prostota, sprawna akcja, przewidywalne zakonczenie - to co tygryski do snu lubia najbardziej.
No i co? Gowno prosze panstwa. Film niby based on true story, co ma powodowac niepewnosc czy sie dobrze skonczy. No ale czy moze sie zle skonczyc film ze Stathamem i DeNiro? Ofkors ze nie.
Akcja taka: panowie dwaj sa najlepszymi najemnikami na swiecie, jeden z nich rezygnuje (Statham) a drugi kontynuuje kariere (De Niro). No i Robert nie wywiazuje sie z roboty dla szejka arabskiego i w celu ratowania go z emerytury wraca JS, ktory podejmuje sie trudnego zadania: zlapac 3 zabojcow synow szejka, zmusic ich do przyznania sie do winy, a potem na oczach kamery zabic. Brzmi trudno, a dodatkowa wiadomosc, ze ci czej panowie sa ze sluzb specjalnych brytyjskich - SAS - oznacza big problems. Co wiecej, po stronie SAS, chroniac swoich kolegow, czuwa Clive Owen. Ktory po raz pierwszy wyglada zle:

Troche go ratuje to, ze akcja dzieje sie w 1981 roku. A wtedy fryzury, moda oraz wszystko poboczne nie bylo najlepszej jakosci. W kazdym razie - rozpoczyna sie “fascynujaca” rozgrywka miedzy najemnikami a ex-SAS-agentami. Tak fascynujaca ze w miedzyczasie rozmawialem na gg, pisalem maila oraz czesto odswiezalem tumblerka. Oraz na sam koniec lecialo mi oczko ze zmeczenia - konczylem o 1 w nocy.
Film bowiem nie fascynuje, jest biedny jak Polska B, w emocje, w cycki, w zaskoczenia. Fabula sie nie rozwija w zaden intrygujacy sposob od 20tej minuty, a calosc trwa 1:50. Dlaczego wiec ogladalem do konca? Liczylem ze jednak cos wykreca. No ale nie wykrecili, wiec skupialem sie na odkrywaniu aktorow drugoplanowych, serialowych, dla ktorych wystep w filmie z De Niro oznacza cos w ich resume. Spotkalem pare:
- Mr Eko (Lost)

- Lincoln Burrows (Prison Break) - ten brat co siedzial niewinnie

- Sarah (Chuck) - agentka Yvonne

I to z emocji pozytywnych tyle. Wynudzilem sie, zmeczylem i ponownie ciesze sie ze jest internetowa wypozyczalnia. Bo wydac 20 pln na taki crap - god, no!
3/10, za Roberta, Jasona i Clive. Przy okazji - to kolejny film w ktorym Jason nie pokazuje klaty ani nie jest ekspresyjny zanadto. Cos sie dzieje….
Trespass
Bedac w kinie na Szpiegu zobaczylem trailer tego filmu:

ktory spowodowal, ze mialem ochote na obejrzenie tego filmu. Ostrzezeniem dla mnie byl tylko fakt, ze jest kategoria robienia mistrzowskich trailerow do gownianych filmow oraz to, ze nie pamietam dobrego filmu z Nicolasem Cage.
Oba te powyzsze okazaly sie sluszne, gdyz Trespass to jedna z wiekszych kup jakie widzialem ostatnio, zaczyna sie bez polotu, potem jest slabo, potem jeszcze gorzej az finalnie chce sie cofnac czas.
Akcja to proste: grupa zloczyncow napada na bogate malzenstwo, kaza mezu otworzyc sejf gdzie sa diamenty, grozac ze zabija zone. A maz mowi co chwile ze nie otworzy bo go zabija potem. Wiec groza za zabija go wczesniej, ale nie zabijaja, wiec groza ze zabija zone i corke. Ale nie robia tego, tylko groza. Wiec robi sie trudno z czasem, emocje po stronie napastnikow narastaja, dzieki czemu napadnieci maja czas aby cos wykombinowac po swojej stronie. Finalnie jest to banalnie smieszne, bo powinni odciac Cage’owi jeden palec i tak by otworzyl sejf, a nie krzyczec na niego.
Sejf w koncu sie otwiera, nic w nim nie ma. Napadajacy co smieszne zabijaja sie nawzajem praktycznie, a jednego finalnie zalatwia Cage nail-gunem a potem szczelem z pistoletu. Slabe to i nudne i pisze te notke tylko w formie ostrzezenia - nie idzcie na ten film do kina, oszczedzcie sobie trudu, nadziei na dobry film i kasy. Poza tym Nicole wyglada slabo:

nie ma zadnych cyckow na ekranie, ani jednego efektownego zdania, starcia albo sceny zapadajacej w pamiec. Apple tylko profilaktycznie obstawilo ten film swoim sprzetem:

i chyba po tym jak uslyszeli ze film zadebiutowal w 10 kinach w USA a potem poszedl straight to dvd, pozalowali swojej decyzji.
Film na 2/10, poczatkoeo 4, ale bardzo krotko. Ogladac na wypadek bezsennej nocy, szybki sen gwarantowany.
