mobilny rzepka nadaje
Leze obolaly w lozu bolesci po dzisiejszym treningu w squasha (wyczerpujace cwiczenia na uda) a potem 2h grania w lidze z automatami. Przegralem wszystko, duma bolala tylko przez chwile, bo grac trza z lepszymi. Nie usne ze zmeczenia wiec drink w lapce, slonecznik obok i czekam na pozegnanie z PO moich Knicksow.
Jestem szczesliwy ze zmeczenia :)
100 x squash
Zaczalem pol roku temu, wczoraj bylem po raz setny na squashu, mojej sportowej milosci. Zaliczylem takie statystyki:

oraz kalorycznie:

W sumie mogliby przeliczas ile drinkow moge za to wypic a nie burgerow jesc (coz as a vege nie jem burgerow).
No ale ok, dlaczego mowie o tej setce? Bo wczoraj na te okragla rocznice zaliczylem najwieksza wtope sportowa. Zapisalem sie do turnieju w jednym z klubow szczecinskich. Poniewaz zglosilo sie wiecej osob niz drabinka turniejowa 24 osoby, rozstawiono czolowa 16tke rankingowa a zawodnicy od 17 do 31 grali eliminacje. W tym - yours truly.
Trafilem na bardzo fajnego i sympatycznego goscia, ktory oprocz tego ze sympatyczny po trzech pilkach dal mi do zrozumienia kto awansuje. Wygral: 11:2 i 11:5 i uscisnal mi dlon na pozegnanie. Pozostalo mi uczestnictwo w tzw turnieju pocieszenia, gdzie m.in graly panie
Mowie sobie - ale dol, nie dostalem sie do turnieju glownego, a teraz mam grac z babonami na imprezie gdzie sa same automaty squashowe. Wiec wlaze na kort z taka jedna drobna blondynka i ni stad ni z owad przegrywam 2:7, biore sie w garsc i wyciagam seta na 5:11. W drugim atakuje zwawiej i przy soczystym bekhendzie uderzam pania rakieta w czolo. Krzyk, lapie sie za glowe, a tu guz. Glupio mi sie robi, kontynuujemy seta, z nerwow robi sie 1:8, spinam sie i wygrywam kolejne pilki aby honorowo przegrac 7:11.
Przegralem z kobieta, ludzie patrzyli. Pobilem ja rakieta i mimo to przegralem
Potem place na pozegnanie, a na recepcji przy kasie laska stoi i trzyma zimna puszke browara przy czole, przechodza kolesie i mowia: ksiezniczko, kto ci cos takiego zrobil? Ona: on i wskazuje na mnie. Ja sie usmiecham i mowie ze nie chcialem, a oni: nasza laleczke pobiles? na majowke prezent zrobiles? Jak ci nie wstyd, co to, konskie zaloty, maczuga i do stodoly na siano? Lekka siara, czerwien na twarzy, ale tez i usmiech. Organizator na pozegnanie mowi: nic, najwazniejsze ze cie srodowisko zapamieta.
Tak, jako damskiego boksera.
PS. dzisiaj sprawdzilem - pani jest w rankingu na 550 miejscu PFS, ja jakies 300 miejsc nizej. Wiec wygrala zasluzenie. Ale wciaz boli.
Liczba dnia - 1192
1192…
To moja pozycja w rankingu mezczyzn Open Polskiej Federacji Squasha na dzien 2.04.2012. To zaszczytne miejsce to efekt mojego udzialu w Hanza Tower Cup, gdzie sromotnie zajalem uwaga - przedostatnie miejsce, a nie ostatnie, jak myslalem, bo jeden koles dostal kontuzji :).
Wczoraj natomiast bralem udzial w drugim turnieju, juz o znacznie nizszej randze, podsumowanie kwartalu grania w Lidze na Maksa. Startowalo 11 zawodnikow, systemem pucharowym w pierwszej rundzie trafilem na pusty los, dzieki czemu awansowalem do drugiej rundy, a potem dwie gladkie porazki, m.in. z seniorem w wieku 55 lat, az finalnie wygralem pierwszy mecz rankingowy w zyciu i zajalem zaszczytne 7 miejsce.
W przyszlym tygodniu moja pozcycja rankingowa bedzie pewnie w okolicach 1180 miejsca. Byle do gory :)
Hanza Tower Cup
Jak czesc z was wie, od pol roku calkiem intensywnie pogrywam w squasha, kupowalem nowe rakiety, chodze na treningi, wygrywam z kolegami albo dostaje calkiem mocno po tylku. Ogolem - fajna forma spedzania czasu, utraty kalorii i rozwoju miesni. Na pewno bardziej owocna niz spacer czy lezenie w wannie.
W zwiazku z niewatpliwymi postepami jakie robie przystapilem do turnieju squasha o nazwie Hanza Tower Cup (taki wiezowiec bedzie za 3 lata w miescie, juz sie promuja jak widac). Turniej jakiejs tam juz niezlej kategorii, gdzie mozna zdobyc punkty rankingowe Polskiej Federacji Squasha. Zapisalem sie aby zobaczyc jak graja zawodowcy, semizawodowcy i amatorzy. Absolutnie nie mialem ambicji sportowych, jeno bardziej chcialem popatrzyc i wziac udzial w wydarzeniu sportowym.
Sklad - 32 zawodnikow w drabince turniejowej. Panowie z pierwszej setki rankingu w Polsce (najwyzszy z numerem 7), przemieszani z tymi z top 250 a finalnie kilku amatorow takich jak ja, co pierwszy raz pojawili sie na takiej imprezie. Pierwsze rundy odsialy tych mniej sprawnych, ktorzy potem rywalizowali w drabince 17-32, a cuda dzialy sie w dalszych rundach tych mistrzow. Widzialem na wlasne oczy squashowe automaty, co graja tak ze szczeki szukalem w piwnicy, odbierali i wyciagali takie pilki ze to wydawalo sie niemozliwe jak tam miesci sie rakieta. Mecz kolesia z numerem 7, jak trafil na dobrego przeciwnika - rece same skladaly sie do oklaskow. Bylem oczarowany.
Oraz rozczarowany. Bo moje wyniki byly na tym tle spodziewane. Dwie gladkie porazki i reality check, gdzie sie znajduje. A znajduje sie w kategorii ambitnych amatorow, ktorzy sa amatorami i tak naprawde buduja kondycje i portfolio uderzen. Wyznam ze przez kilka godzin bylo mi smutno ze jestem taki slaby (zwlaszcza jak widzialem pewnego 15latka, ktory gra rok a wymiata juz tak, ze pogonilby mnie do zera). Na szczescie nie jestem jeszcze tak stary, bo moj kolega, co byl ze mna (Jackowi poszlo lepiej, zajal 26 miejsce) w pierwszej rundzie dostal becki od piecdziesieciolatka.
Wiec mam jeszcze z 15 lat na budowe formy i umiejetnosci. A na razie z 32 miejsca pozdrawiam was niedzielnie. Ja tu jeszcze wroce ;)
Przegralem
dzisiaj z Jackiem, 3:8 w setach. Byl po prostu lepszy. Sprobuje za kilka dni.
Dzis umowilem sie na godzine z Mateuszem, ktory trzy miesiace temu przewiozl mnie 10:0 w setach i w efekcie polamalem rakiete z radosci. A potem co tydzien bezlitosnie miazdzyl mnie z usmiechem na ustach i bez krztyny wysilku. Czlowiek robot.
Odwazylem sie zaprosic do gry, bo Matt wrocil po 4 tygodniowej przerwie w graniu z delikatna kontuzja ponarciarska oraz jest kompletnie nierozegrany. Dodatkowo - ja dzisiaj rozdziewiczalem swoja nowa rakiete.
I wygralem 6:2 w setach, a w jednym nawet do zera… Jestem przeszczesliwy i moglbym w tym momencie skonczyc kariere. Dowod na zdjeciu powyzej. Ja wiem ze nie ma co sie chwalic, bo wczoraj zagralem najgorszy piach od tygodni i przegralem praktycznie wszystko co mozna bylo w lidze, wstyd mi bylo w lustro spojrzec - niemniej taki moment musze uwiecznic.
Jutro na korcie widze sie z Jackiem…. Jak wygram to bede w squashowym niebie. Tydzien temu bylo 5:5 wiec sprawa jest otwarta.
Pozdrawiam wszystkich Polakow, zdrowia szczescia pomyslnosci i w ogole 100 lat polskim kolejom panstwowym. Niech sie swieci 3 maja i 13 marca.
Naciągnięta fabrycznie: Ashaway Supernick Micro (1.15mm) z siłą 12.7kg.
opis ze squashtime.pl.
Tak, zgadliscie, to moj nowy skarb ktory umozliwi mi bycie najlepszym graczem w squasha w okolicy.
Mamy mistrza w I edycji Biznes Ligi SquashZoneClub w Szczecinie :). Dzisiaj w finalowym meczu pewnie pokonalismy przeciwnika 3:0, nie dajac im praktycznie zadnych szans. Forma dopisala i nawet Jacek po kontuzji nie mial problemow z ich najlepszym zawodnikiem.
Na zdjeciu ja, Najko oraz wspomniany Jacek. Zakosilismy przypadkowy puchar z gabloty i strzelilismy pamiatkowe zdjecie. Kupa mięci.
Krotko i na temat
Final ligi squasha zbliza sie krokami wielkimi, dzisiaj mielismy dwa mecze do rozegrania. W pierwszym spotkalem sie z moim pogromca z grudnia, ktory mi zalazl za skore i zle sie z tym czulem. Tym razem polozylem go szybko, dwa razy po dwa sety i zdobylem punkt dla teamu.
W drugim spotkalem sie z moim dobrym znajomym z kortow, z ktorym wygrywam, o ile sie do niego nie usmiecham. A usmiecham sie czesto bo jest sliczny jak Nate Archibald z Gossip Girl, a przy okazji naprawde sympatyczny. Wiec tym razem zasznurowalem sobie usta i znowu zrobilem 2x2, czyli punkt dla yours truly
Za tydzien lub za dwa gramy finalowy mecz w lidze, jak wygramy to mamy puchar. W lidze terenowej, skladajacej sie z 5 zespolow, ale to jest nasz mis i na miare naszych mozliwosci, nasz chomik i moge z nim robic co chce i to moje cialo i moge sie myc tak szybko jak chce :)
Z pamietnika mlodego sportowca
piatek 13tego - wyrownany, ciezki mecz z Jackiem, niewygodny przeciwnik, niemniej po slabym starcie wyciagnalem na 6:6 w setach. Zmeczenie 100%
sobota 14tego - liga z chlopakami z firmy, przegonilem towarzystwo po korcie, pelen sukces, potem godzina relaksu z kolezanka na korcie. Zmeczenie 60%, czuje sie dobrze mentalnie
niedziela 15tego - najpierw godzina rozgrzewki, potem dwie godziny ligi firmowej, swojego przeciwnika doslownie polozylem na lopatki. Zmeczenie 50%, delikatny stan zadowolenia. Bola kolana i plecy, ale jade dalej
poniedzialek 16tego - “poniedzialek na maksa” liga druga. Po raz pierwszy wygralem z kazdym, zdobylem komplet punktow i po dwoch kolejkach prowadze. Zmeczenie 80%, euforia i zadowolenie z siebie
wtorek 17tego - mecz z Jackiem. Przyszedl z czolgiem, rozjechal mnie po korcie, wygral 11:1 w setach, w tym mial zestaw trzech setow: 11:0, 11:2 oraz 11:1. Przez 10 minut nie wiedzialem co sie dzieje, potem po prostu zaczalem sie smiac. Sukcesem bylo to ze nie rozjebalem drugiej rakiety o kort.
I teraz siedze, z cola zera w lapce i planuje zemste na Jacku. Problem taki, ze na razie boje sie z nim wejsc na kort :/. A jutro znowu gram, na szczescie z potencjalnie bardziej wygodnym przeciwnikiem.
Aha, no i mam nowa rakiete:

Oliver Smash CL 120. Ale jak widac, sama rakieta nie wygrywa.
Justyna Kowalczyk pewnie swieta nie jest, ale jestem pod wrazeniem uroku, kobiecosci i miesni ramion Marit Bjorgen w sukni wyjsciowej na gali norweskiego sportu
Source: sport.pl
Andre had expressed Pete’s poor tipping in his tell all book “Open” , so no need to reiterate on a CHARITY EVENT. The night was fun and great tennis was being played. Agassi was playing to the crowd a bit too much in fact. He stole the crowd from every other player. Maybe he can’t handle being out of the spotlight. Pete decides to imitate Andre’s famous walk to lighten the mood and to get some attention also. Andre doesn’t like it. From that point on he gets personal and airs the dirty laundry. Pete takes offense and tries to nail Andre with a serve. This showed little class on both Andres, and Pete’s Part. Pete could have easily talked about Andre throwing away 4 years of his life by doing drugs, but he takes the highroad, so he showed a bit more restraint. The Quality of tennis drops from that point, and the players seem to avoid hitting to Andre whenever possible. In the end, and in typical Sampras fashion, he finds a way to beat Agassi. (description from here)
No nieco zenujace, prawda? Ale jaka pasja z obu stron, to ech i och.
squashowy rzepka nadaje
Kilka waznych info, dla mnie of course
- dzisiaj bylem na “poniedzialku na maksa” - wynik 8:9 w meczach (odwolali druga kolejke bo za duzo ludzi bylo). Lepiej niz ostatnio, ale wciaz slabo. Z powodu nadmiaru chetnych podzielono lige na dwie grupy, yours truly jest w trzeciej, najslabszej lidze, co oprocz tego ze uderza w ego, ma konsekwencje ze bedzie to od teraz “piatek na maksa”
- umowilem sie z trenerem na piatek, na straszna kase, ale musze byc w lidze numer 1 w trybie FASAP (fuckin’ ASAP)
- przegralem 14 set z rzedu z Mateuszem, ktory dzisiaj po przegrywaniu 1:6 zrobil mnie na 9:7. W rewanzu zrobilem Johna McEnroe i nie jestem z tego dumny
- w sobote w lidze biznesowej przegralem mecz 1:2 z osoba, ktora powinna nosic mi rakiete. W trzecim spotkaniu prowadzilem w setach 1:0, przegrywalem w drugim 9:10 i przegralem bo jestem slaby
- mowilem juz ze umowilem sie z trenerem na piatek?
to by bylo na tyle. dobranoc
Zajebiscie sie wzruszylem. Od 2giej minuty po prostu rusza tak, ze kazdy kto kocha sport i wychowal sie w latach 90tych poczuje cos w sobie.
Andre Agassi retires from tennis (by kataisa3)
Source: youtube.com





